1 czerwca 1983 nastąpiła istotna zmiana na stanowiskach redaktorów naczelnych: dotychczas kierujący „Tempem” Edward Gretschel został przeniesiony do „Dziennika Polskiego”, natomiast szefostwo w „Tempie” objął do tej pory naczelny „DP” Ryszard Niemiec.
Paradoks, że żaden z nich nie chciał tej zamiany… Również niektórzy członkowie zespołu redakcyjnego apelowali - uwaga: w Komitecie Krakowskim PZPR! - o wstrzymanie się z tym ruchem kadrowym o kilka miesięcy, do jubileuszu 35-lecia „Tempa”. Bezskutecznie, partia pozostała nieugięta… Ale też podjęła dobrą decyzję. Dla pełnej jasności: nikt przy tym nie kwestionował merytorycznej strony zagadnienia, przy całym szacunku wobec dokonań Gretschela znakomite kompetencje Niemca nie budziły żadnych wątpliwości. Szło jedynie o niezręcznie wyznaczony czas akcji.
9 lipca Ryszard Niemiec wystartował z „Pretekstami”, które zastąpiły dotychczasowe „Starty i falstarty”. W felietonie pod nowym tytułem niezmiennie w swoim pryncypialnym stylu chłostał m.in. władze Polskiego Związku Bokserskiego, oskarżając je o pozorowane działania w bulwersującej sprawie sfingowanego meczu w ostatniej kolejce ligowej pomiędzy Olimpią Poznań i Górnikiem Knurów. Burzył się też na działaczy Widzewa, którzy na transfer Dariusza Dziekanowskiego z warszawskiej Gwardii wydali 21 mln zł, czyli równowartość 35 fiatów 125p. O trans(a)ferach pisał też w „Biegu z przeszkodami” Zbigniew Dutkowski.
Przed nowym sezonem piłkarskim specjalne wydawnictwo „Liga Polska 83/84” rozeszło się jak ciepłe bułeczki. „Tempo” wprowadziło klasyfikację na najlepszego zawodnika, fundując statuetkę „Srebrnego Piłkarza”. Wcześniej para Ryszard Kołtun – Marek Latasiewicz relacjonowała euforię w Lublinie po awansie do I ligi Motoru oraz rozczarowanie po degradacji Stali w Mielcu, gdzie pracownicy tamtejszych zakładów PZL nie godzili się na obowiązkowe oskładkowanie ich płac na rzecz zakładowego klubu.
Fatalna sytuacja gospodarcza w kraju odbiła się na kondycji rodzimego sportu. Kryzys dotykał boksu, piłki nożnej, hokeja, lekkoatletyki, sportu akademickiego. Publikacje oraz redakcyjne akcje wskazywały na konieczne – choć sytuacja beznadziejna – działania naprawcze. Do debat organizowanych w ciągu całego roku zapraszani byli najwybitniejsi sportowcy i trenerzy. M.in. w „Ringu Tempa” głos zabrali arcymistrzowie pięści: Zbigniew Pietrzykowski, Leszek Drogosz, Jerzy Rybicki i Lucjan Trela.
Jubileuszowe odmłodzenie
Od sierpnia do pracy został przywrócony Wojciech Olszówka, zespół zasilił Marek Bartosik. Wśród nowych felietonistów pojawili się Jacek Żemantowski („Ze stołecznych boisk i salonów”) oraz Wojciech Lipoński („Dictum acerbum”). Po wyjeździe Wiesława Książka do USA autorami serwisu zdjęciowego byli Aleksandra Kluk i Ryszard Kubiczek.
We wrześniu i październiku ukazał się cykl artykułów i debat poświęconych kryzysowej sytuacji w krakowskim futbolu pod hasłem „Anatomia regresu”. Natomiast w listopadzie w meczu 35-lecia „Tempa” piłkarskie gwiazdy Łodzi pokonały zespół Krakowa 4-2. Dochód z wydarzenia, które było jednym z punktów jubileuszowych obchodów pisma, został przeznaczony na fundusz odnowy zabytków Krakowa oraz na Pomnik Matki Polki w Łodzi. Została wylosowana niecodzienna nagroda natury kulinarnej, lecz nie wchodźmy w szczegóły…
Jubileuszowi „Tempa” w dużej części poświęcone zostało wydanie z 24 listopada. Do redakcji napłynęły liczne depesze od partyjnych notabli, ale także od wielu czytelników. Nie omieszkał wkroczyć do akcji bezczelny chochlik, w tytule odmładzając gazetę o dziesięć lat… W Domu Sportu odbyła się okolicznościowa sesja popularno-naukowa, najdłużej związanym z redakcją wręczono odznaczenia. Powołano Radę Programową gazety z przewodniczącym, prof. UJ Władysławem Kwaśniewiczem, który publicznie wyznał, że marzy mu się „Tempo” literackie… Jeden z najmłodszych stażem w „Tempie” Leszek Rafalski przypomniał na łamach początki pisma: „9 III to nie Mikołaj, ale w tym dniu w 1948 r. czytelnicy „Echa Krakowa” otrzymali od redakcji prezent w postaci 4-stronicowego dodatku piłkarskiego. Dodatek firmowany był jako Tygodniowy Przegląd Sportowy „Piłkarz”.
Zamykające rok 1983 wydania świąteczne i noworoczne jak zwykle bogate były w atrakcyjne teksty, z prawdziwym hitem: rozmową z Zico. Wywiad z brazylijskim piłkarzem przeprowadził Zbigniew Boniek. Nie mogło też zabraknąć na deser „Sportowej szopki” Bruno Miecugowa. Natomiast Ryszard Niemiec ogłosił „Czarną listę”, nad którą patronat honorowy objął… Janusz Atlas. Antybohaterami ’83 zostali biegacze-włamywacze: Ryszardowie Podlas i Wichrowski, którzy podczas lekkoatletycznych MŚ w Helsinkach „połakomili się na kilka par obuwia”…
Żałoba po Andropowie
1984 to niezwykle ważny rok w historii sportu, z Zimowymi Igrzyskami Olimpijskimi w Sarajewie oraz letnimi w Los Angeles, te drugie zbojkotowała większość państw obozu socjalistycznego. Na łamach przetaczała się szeroka debata nad istotą olimpizmu i wpływu polityki na jego idee. Do zespołu redakcyjnego dołączyli m.in.: Jerzy Wicherek, Zbigniew Wojciechowski, Jerzy Mucha i Majka Lisińska-Kozioł. W okresie igrzysk w Sarajewie „Tempo” wychodziło cztery razy w tygodniu.
„Śmierć stała za kamerą” – pod takim tytułem na przełomie stycznia i lutego ukazał się cykl tekstów Leszka Rafalskiego o zmarłym kilkanaście miesięcy wcześniej bardzo popularnym dziennikarzu telewizyjnym Tomaszu Hopferze.
W przededniu Zimowych Igrzysk Olimpijskich gazeta zorganizowała „Zakopiańskie Forum Tempa” z udziałem trenerów, działaczy i ekspertów narciarskich, a także medalistów olimpijskich: Wojciecha Fortuny i Franciszka Gasienicy-Gronia. Wydarzenia na arenach Sarajewa relacjonowali Jan Frandofert i Bogdan Chruścicki. Cenzura była czujna, więc obok rzetelnych i fachowych komentarzy pojawiły się w gazecie… „Principia”. Po śmierci sekretarza generalnego Komunistycznej Partii Związku Radzieckiego Jurija Andropowa autor skonstatował: „Medale sportowców radzieckich zdobywane w tych dniach widzieć trzeba nie tylko w tonacji złotej, srebrnej czy brązowej”. (…) I zdarza się, że kiedy przygotowuje się (sportowiec) do zawodów lub już w nich startuje, dosięga go wieść o stracie, jaką poniósł on, ktoś z jego bliskich, lub naród, którego jest równocześnie członkiem i – na międzynarodowej arenie – przedstawicielem.”
Polscy olimpijczycy w Sarajewie mieli zgoła inne problemy. M.in. Piotr Fijas leczył kontuzję i ledwie zdążył na start. Oddał dwa dobre skoki, ale wystarczyło to tylko na 7. miejsce w konkursie. Jak donosili sprawozdawcy „Tempa”, miałby pewnie medal, ale przegrał z niekorzystnym podmuchem wiatru. Niestety, wówczas nie dopisywano w takich sytuacjach punktów… Natomiast hokeiści nie mieli najmniejszych szans w konfrontacji z reprezentacją Kraju Rad, ponosząc sromotną porażkę 1-12. Prysły też nadzieje na medale panczenistki Erwiny Ryś-Ferens oraz alpejek Małgorzaty i Doroty Tlałkówien.
Dziennikarz uniewinniony
Mimo pogłębiającej się degrengolady i korupcji w piłce nożnej Janusz Hańderek (dziennikarz i sędzia) zdawał się nie dostrzegać zjawiska. W cyklicznym felietonie „Na pół gwizdka” nie widział nic zdrożnego w praktykach klubów podejmujących arbitrów w przeddzień meczów „kolacjami i kolacyjkami”.
„Globroter”, czyli Ryszard Kołtun odnalazł w „Sports Illustrated” obszerny reportaż o Władysławie Trietiaku, hokejowym bramkarzu „Sbornej”, dywagując, czy zagra on na zakończenie kariery w NHL: „Moje życie jest nie tylko moje – mówił dziennikarzowi Trietiak. Miał na myśli fakt, że jest wartością swego narodu, Rosjan. W tym kontekście, nawet marzenie o grze w NHL wydaje się być nic nie znaczące. Trietiak jest po prostu patriotą…”
Andrzej Gowarzewski (dziennikarz „Sportu”, a później wydawca znakomitej „Encyklopedii Piłkarskiej Fuji”) odniósł się do różnicy między profesjonalnym futbolem a jego „amatorską” odmianą. Ryszard Niemiec polemizował natomiast z tezą, że „Polacy jako naród nie nadają się do uprawiania sportów polegających na współdziałaniu więcej niż dwu jednostek”.
Pozwany przez trenerów Cracovii, a surowo oceniający ich pracę, Leszek Rafalski został uniewinniony przez sąd, a Adam Teneta opisał „Proces o granice (dziennikarskiej) krytyki”.
Drużyną 1983 roku czytelnicy „Tempa” wybrali zespół piłkarzy Górnika Wałbrzych. Natomiast po raz trzeci z rzędu „Plebiscyt na 10 Asów Krakowa” wygrał pilot Krzysztof Lenartowicz, wyprzedzając koszykarkę Halinę Iwaniec i piłkarza Andrzeja Iwana. Czytelnicy głosowali też na „11 Roku”, znaleźli się w niej: Józef Młynarczyk – Stefan Majewski, Roman Wójcicki, Jerzy Wijas, Jan Jałocha – Andrzej Buncol, Adam Kensy, Włodzimierz Ciołek - Zbigniew Boniek, Andrzej Iwan, Włodzimierz Smolarek.
W kwietniu 1984 redakcja zainicjowała cykl artykułów pod hasłem: „Olimpizm: źródła – nadzieje – zagrożenia”. Głos zabrali m.in.: Tomasz Goban-Klas, Włodzimierz Reczek, Wilhelm Szewczyk, Adam Papée.
Wobec nasilających się burd na piłkarskich stadionach na reporterski zwiad udali się Jerzy Cierpiatka, Andrzej Domagalski i Marek Latasiewicz. Przyglądano się nietrzeźwym osobom wchodzącym na obiekty i reakcji służb porządkowych. Wnioski były porażające.
Startujący tradycyjnie w maju kolarski Wyścig Pokoju relacjonował Jerzy Wicherek, który przejął opiekę nad tą dyscypliną po Janie Frandofercie i Antonim Ślusarczyku.
Spór o Los Angeles
10 maja 1984 na pierwszej stronie wyeksponowano oświadczenie Komitetu Olimpijskiego ZSRR, że na igrzyskach w Los Angeles radzieccy sportowcy nie wystąpią. Obok widniał redakcyjny komentarz w „obronie ideałów olimpizmu” i „próbach administracji Reagana wykorzystywania igrzysk olimpijskich do antypolskich celów”… W następnych dniach do bojkotu przyłączały się kolejne kraje z obozu socjalistycznego. PKOl decyzję o bojkocie podjął 17 maja.
Wojciech Lipoński w „Dictum acerbum” winnym zaistniałej sytuacji uznał MKOl, co w kolejnych wydaniach gazety wywołało liczne polemiki, a z autora uczyniło „wroga nr 1 Polskiego Komitetu Olimpijskiego. "To, że wcześniej ta sama instytucja obdarzyła mnie medalem Za zasługi dla Polskiego Ruchu Olimpijskiego, dodaje temu faktowi swoistej pikanterii, ale nie w tym rzecz. Mój felieton „Oskarżam MKOl” tym razem zyskał opinię nieodpowiedzialnej, a wobec ruchu olimpijskiego wręcz szkodliwej publikacji”.
Igrzyska w Los Angeles - bez udziału reprezentantów Polski - relacjonował dla „Tempa”, przestrzegając cenzorskich wytycznych, Bogdan Chruścicki. Okazjonalnie wspierał go… uznany krytyk teatralny Krzysztof Miklaszewski, który akurat wtedy przebywał w „Mieście Aniołów”. Po redakcyjnej dyskusji postanowiono zajmować się przede wszystkim sportową stroną olimpiady, jak najrzadziej wchodząc w polityczne tło wielkiej imprezy. Kraków zatem podszedł do tematu zdecydowanie inaczej niż uczyniono to w Katowicach… Jednocześnie upadł cokolwiek karkołomny pomysł, aby na czas igrzysk delegować przedstawicieli redakcji na przykład do… Szczecina, bo tam można było śledzić przebieg igrzysk w niemieckiej telewizji. I tym sposobem mieć ogląd olimpijskich zmagań w Los Angeles.
Natomiast konkurencyjne Zawody Przyjaźni obsługiwali m.in. Aleksander Cichowicz (lekkoatletyka w Pradze), Andrzej Godny (zapasy w Sofii), Ryszard Kołtun (boks, siatkówka w Hawanie).
Bezprecedensowy list
W czerwcu felietonem „Pisze z Łodzi sobie szkodzi” zadebiutował Zbigniew Wojciechowski. Szerokie rzesze czytelników zyskał od razu. Natomiast w odbywających się w Choszcznie pod patronatem „Tempa” XX Mistrzostwach Polski Kibiców zwyciężył krakowianin Marian Janiczak, utrzymujący regularne relacje z gazetą.
Po zakończeniu sezonu (dublet Lecha Poznań) przyznano wyróżnienia indywidualne „Tempa”: dla Romana Wójcickiego (Srebrny Piłkarz) i Aleksandra Suchanka (najlepszy arbiter). Z mistrzostw Europy z Francji korespondencje przesyłał gościnnie Andrzej Gowarzewski, a swoimi uwagami dzielił się Ryszard Kulesza.
Tymczasem w pierwszych dniach lipca opublikowano bezprecedensowy list piłkarzy Cracovii: „…dość mamy działaczy w tym zasłużonym klubie oczekujących splendorów (…), podnoszących na siłę cenę biletów przed atrakcyjnymi meczami, wygłaszających „dyplomatyczne”, kłamliwe, pełne kamuflaży wywiady. (…) na stanowisku I trenera oczekujemy człowieka w pełni kompetentnego, gotowego pracować z nami przez dłuższy czas.” List podpisali: Wiesław Dybczak, Zbigniew Hnatio, Adam Koczwara, Marek Podsiadło, Janusz Surowiec i Wacław Szczerba.
O zgoła innych problemach krajowego futbolu pisali Ryszard Niemiec i Ireneusz Pawlik. Naczelny wskazywał na mieszkania jako istotny argument przetargowy w finalizowaniu piłkarskich transferów, a ten drugi opisał alkoholowe przypadki skądinąd wielce utalentowanego zawodnika Mirosława Pękali.
25 sierpnia 1984 redakcja poinformowała o śmierci legendarnego rysownika „Tempa” Tadeusza Kubarskiego. Spoczął na cmentarzu Rakowickim.
Widzew w Jadownikach
Felieton „Z warszawskich boisk i salonów” zmienił autora. Jacka Żemantowskiego, który po Witoldzie Duńskim przejął stery tygodnika „Sportowiec”, zastąpił Marek Jóźwik. Jego z kolei zmienił nieco później Krzysztof Maciąg. Natomiast Zbigniew Kubiak przekazywał co się dzieje „Na rogach poznańskich koziołków”, a Andrzej Konopiński przemieszczał się „Bursztynowym szlakiem”. Do grona felietonistów dołączył także Antoni Ślusarczyk, penetrując wydarzenia „Wokół stadionów świata”, a ze Śląska zaczęli „pisać węglem” Marian Czakański i Jerzy Mucha.
Gdy wielki Widzew pojawił się w podbrzeskich Jadownikach, o kulisach pucharowego meczu, którym żyła cała gmina traktowała relacja Ireneusza Pawlika. Leszek Rafalski nie tylko ukończył VI Maraton Pokoju (czas: 3 godz. 49 min), ale podzielił się wrażeniami w świetnym reportażu. Arcymistrz Jerzy Kostro komentował szachowy pojedynek Anatolija Karpowa z Garrim Kasparowem. Dziennikarze „Tempa” z pomocą kilku kolegów z krakowskich gazet i TV wywalczyli w Piotrkowie Trybunalskim mistrzostwo Polski w piłce nożnej na otwartych stadionach.
Oczywiście, nadal należało zachowywać się adekwatnie do sytuacji politycznej. Z okazji kolejnej rocznicy Rewolucji Październikowej redakcja „Tempa” wydrukowała telegram, przesłany do „Sportiwnej Gaziety”: „Drodzy Towarzysze i Koledzy! (…) Osiągnięcia radzieckich sportowców niech będą dopingiem także dla Waszych dalszych sukcesów publicystycznych”. Obok zamieszczono wywiad z Edmundem Zientarą, wspominający Lwa Jaszyna. W ten sposób zainaugurowano akcję pisania kartek do legendarnego bramkarza, walczącego z poważną chorobą.
Do kiedy kobieta jest jeszcze kobietą?
Na łamach pojawiła się zapowiedź przyznawania medalu „Kalos Kagathos”. Do inicjatywy „Tempa” dołączyły: UJ, GKKFiS i AZS. W kolejnych miesiącach do redakcji spływać zaczęły propozycje kandydatów do wyróżnienia.
Natomiast Leszek Rafalski próbował rozstrzygnąć dylemat medycyny sportowej w artykule o znamiennym tytule: „Do kiedy kobieta jest jeszcze kobietą?”
W numerze świątecznym znalazły się m.in.: nagrodzony reportaż Tadeusza Olszańskiego w konkursie im. Jana Rottera (wyróżniono również prace Janusza Atlasa, Agaty Blei i Adama Dyczkowskiego), czarny plebiscyt Ryszarda Niemca (statuetka Złotego Pręgierza dla piłkarskiej drużyny Cracovii), tekst Leszka Mazana o początkach sportu w Krakowie i Lwowie oraz noworoczna Szopka Bruno Miecugowa.
„Tempo” w salonie PKOl
Rok 1985. „Tempo” sukcesywnie zmieniało swe oblicze. Z lokalnej gazety informacyjnej stało się pismem opiniotwórczym, coraz bardziej liczącym się w szeroko pojętym środowisku sportowym. O rosnącej rolę pisma na rynku prasy sportowej pisał Wojciech Lipoński w felietonie „Dictum acerbum”: - „Istotą Tempa od paru lat jest właśnie zarysować to, co w sporcie buzuje pod jego powierzchnią, to, co istotniejsze niż podrygi trybuny, wyjącej na stadionie w głośnej uciesze: jeeeest! Nie jestem członkiem zespołu Tempa, ani nawet jego Rady Redakcyjnej i pisuję to z pobudek, że tak się wyrażę, sportowo-duchowych, w dodatku za psie pieniądze. Nikt więc mnie nie ma prawa posądzać o kumoterstwo czy stronniczość. Zatem bezstronnie stwierdzam, że Tempo poczęło z jednej strony nawiązywać do wielkich tradycji krakowskiej prasy sportowej, i to z lat, gdy rodził się tu Przegląd Sportowy, tak haniebnie później przywłaszczony do Warszawy. Z drugiej zaś skutecznie wybiegać poza te tradycje. W myśl dawnej i wciąż aktualnej tradycji prasy należy sport głębiej czy płyciej, ale przecież eksploatować. (…) Otóż Tempo, widząc w sporcie to, co w nim eksploatować należy (bo niby dlaczego nie?), dostrzega też potrzebę współtworzenia sportu, współbudowania jego nowych wartości.”…
Dostrzegano to także w Warszawie, gdzie gazeta trafiała najczęściej z dwudniowym opóźnieniem. Z inicjatywy Tadeusza Olszańskiego w lipcu znalazło się „Tempo w salonie PKOl”. – „Dlatego, bo Tempo w sposób bardzo wszechstronny i szeroki patrzy na sport i podejmuje wszystkie, również drażliwe, problemy sportu” – uzasadniał gospodarz spotkania.
Prawidłowy wybór drogi dla gazety potwierdzały wyniki jej sprzedaży: zwroty nie przekraczały 1,5%, przy ustalonym przez RSW limicie 4%. Z personalnych zmian w składzie zespołu redakcyjnego należy odnotować odejście w połowie roku do „Dziennika Polskiego” Jana Frandoferta oraz objęcie stołecznego oddziału przez Krzysztofa Maciąga.
Na początku roku Ireneusz Pawlik rozpoczął serial o Grzegorzu Lacie, odkrywając prawdy i legendy o jednym z najwybitniejszych polskich piłkarzy wszech czasów. Natomiast w felietonie pod wymownym tytułem „Burdel na kółkach” Ryszard Niemiec zdemaskował karygodne ekscesy czterech żużlowców wrocławskiej Sparty.

Rok 1985, krakowska piłka na wokandzie "Tempa", z lewej redaktor naczelny Ryszard Niemiec

Fot. Archiwum "Tempa"
Sąd nad piłką
Toczącą się od dłuższego czasu dyskusję o kryzysie krakowskiego futbolu kończył „Sąd nad piłką”. Na wokandzie „Tempa” w roli oskarżycieli wystąpili Janusz Kukulski (dziennikarz i historyk sportu) oraz Adam Liwacz, sędzia Sądu Rejonowego, niezłomny kibic i przyjaciel „Tempa”, natomiast w obrońców wcielili się Jan Frandofert i mecenas Mieczysław Kossek. „Oskarżam krakowską piłkę nożną, córkę ludu miejskiego…” – tak rozpoczynał się akt oskarżenia w tym procesie bez precedensu (…). „A że całkiem zabawą się nie okazał, zadecydowały przytoczone fakty. Brakło w nim jednak koronnych świadków – przedstawicieli klubów. Wyrok sądowy wydaje się w tej sytuacji salomonowy. Rozgrywki trwają i wiele się jeszcze może zmienić, oby na lepsze!” – kończyła się relacja z tego niezwykłego wydarzenia.
Pierwsi laureaci „Kalos Kagathos”
W artykule „Krajobraz po aferze” Marek Bartosik wracał do głośnej sprawy postawionych prezesowi Wisłoki Dębica oraz dyrektorowi zakładów Stomil zarzutów sądowych dotyczących „niezgodnego z prawem przeznaczania pieniędzy z różnych funduszów zakładu na nagrody dla sportowców i zasilanie tzw. karty kibica, z której finansowano kupowanie meczów, sędziowskiej życzliwości itd…”
Duży rezonans wywołał wywiad Jerzego Cierpiatki z prezesem Polskiego Związku Bokserskiego, Jackiem Wasilewskim. Gdyby autor wiedział, że znany mecenas wkrótce będzie bronić zabójców księdza Jerzego Popiełuszki, pewnikiem zrezygnowałby z rozmowy, której tematem był tylko sport, a przede wszystkim boks.
Wyniki „Plebiscytu na 10 Asów Małopolski”, zorganizowanego po raz ostatni przez redakcję „Tempa”, ogłoszono w Zakopanem. Zwyciężył Krzysztof Lenartowicz. Po raz pierwszy kapituła Medalu Kalos Kagathos (Wielcy w sporcie – znakomici za metą) spośród 29 zgłoszonych kandydatów wybrała 7 laureatów. Doceniono sukcesy sportowe i osiągnięcia zawodowe: Jerzego Chromika, Stefana Dziedzica, Witalisa Ludwiczaka, Zbigniewa Resicha, Mariana Suskiego, Mariana Śliwińskiego i Wojciecha Zabłockiego.
Natomiast w wybieranej przez czytelników piłkarskiej „Jedenastce Roku” znaleźli się: Jacek Kazimierski – Dariusz Kubicki, Władysław Żmuda, Roman Wójcicki, Dariusz Wdowczyk – Jan Karaś, Jerzy Wijas, Wiesław Wraga – Andrzej Pałasz, Zbigniew Boniek, Włodzimierz Smolarek.
Łepetyny futboleros
Władza dostrzegała rolę sportu w kształtowaniu postaw społecznych. Zaś redakcja wydrukowała partyjny dokument: „Biuro Polityczne wskazało na potrzebę zakrojonych na szeroką skalę działań zmierzających do podniesienia poziomu sportu na wsi, w osiedlach mieszkaniowych i zakładach pracy”… A miesiąc później kierownictwo gazety nie omieszkało poinformować na czołówce o innym „dokumencie wielkiej wagi”, czyli o podpisaniu umowy o współpracy Polski i ZSRR w dziedzinie kultury fizycznej i sportu. „Ręka w rękę do dwutysięcznego roku”… Tymczasem permanentne braki papieru zmuszały redakcję do czasowego ograniczenia objętości wydań poniedziałkowych z 8 do 6 stron.
XXI Mistrzostwa Polski Kibiców – tym razem z finałem w Wysocku – wygrał Adam Sokołowski z Kluczborka. Jak zwykle patronowało mistrzostwom „Tempo”.
Ryszard Niemiec („Preteksty”) oburzał się postawą trenera Antoniego Piechniczka, udzielającego wsparcia piłkarzom domagającym się wyższych premii za grę w reprezentacji. A oryginalny pogląd przedstawił Wojciech Lipoński („Dictum acerbum”), uważał, że „Biało-Czerwoni” awansują na MŚ tylko wówczas, gdy „oprócz nóg nasi futboleros zaczną zatrudniać łepetyny.”
Piłkarze wzięli radę felietonisty za dobrą monetę, a przybliżające do mundialu zwycięstwo nad Albanią relacjonował z Tirany Marek Latasiewicz. Obserwacje w kraju zza podwójnej żelaznej kurtyny ujął w wymownym tytule reportażu: „Pół wieku za piłką”.
Piłka nożna: zaraza XX wieku?
Wojciech Lipoński na gorąco oceniał tragedię, jaka wydarzyła się na stadionie Heysel w Brukseli, dzień przed spotkaniem w Tiranie: „Klęskami dawnych wieków były dżuma i cholera. Zarazą drugiej połowy wieku XX jest piłka nożna. To, co działo się przed meczem Liverpoolu z Juventusem jest tylko tysięcznym dowodem, iż futbol jest prawdziwą cholerą, ospą plamistą na ciele współczesnego sportu.”
Redakcja miała kolejny powód do satysfakcji, bo Leszek Rafalski został laureatem „Złotego Pióra”. „Tempo” przesłało kolegom z katowickiego „Sportu” gratulacje i okolicznościowe życzenia z okazji jubileuszu 40-lecia. Wtedy jakoś można było konkurować na cywilizowanych zasadach… A niebawem gazeta zainaugurowała akcję „W Narodowym Czynie Pomocy Szkole”. Dziennikarska drużyna rozegrała w Łącku mecz piłkarski z lokalnymi nauczycielami, a pieniądze z przeprowadzonej zbiórki przeznaczone zostały na budowę sali gimnastycznej.
Niejako w cieniu tego wydarzenia, toczonego w zgodzie z regułami fair play, finiszowała w okolicznościach budzących podejrzenia piłkarska I liga. Na stadionach nasłuchiwano radiowych relacji z innych spotkań, więc łatwo było przewidzieć wyniki meczów Widzewa z Górnikiem (1-2) czy Pogoni z Legią (1-1). W klasyfikacji „Tempa” statuetkę Srebrnego Piłkarza wywalczył Włodzimierz Smolarek, a na tytuł najlepszego arbitra zasłużył Aleksander Suchanek.
Nie bez powodu więc Ryszard Niemiec „dokopał” trenerowi Legii Jerzemu Kopie, który „ustawiony” finisz ligowy uważał za normalność: „A normalność, wedle tego co działo się w Szczecinie, to jedno pohańbienie idei sportu, robienie w buca tysięcy naiwnie wierzących w jakiekolwiek szlachetne porywy ligowców, ciężko opłacanych facetów gotowych na podkładki, reżyserowane gole, mających za nic fakt występowania na publicznym forum.” Felietonista bezskutecznie zaapelował do dziennikarzy o wprowadzenie Kopie zakazu publicznego wypowiadania się.
Za to Marek Bartosik tropił w Jadownikach ślady po rozegranym rok wcześniej meczu miejscowej drużyny z Widzewem, a Ireneusz Pawlik rozpoczynał kolejny serial o pogmatwanych losach Adama Kasińskiego, trenera narciarskiej młodzieży.
Akcje strajkowe i łokieć Kozakiewicza
Wojciech Lipoński pisał o pierwszym w historii rodzimego sportu strajku kibiców: „Protest był w prostej linii skutkiem matactw i szalbierstw, jakich – zdaniem sympatyków Lecha Poznań – zarząd i zawodnicy tego klubu dopuścili się wobec publiczności.” Natomiast Ireneusz Pawlik opisywał przebieg strajku hokeistów na trawie innego poznańskiego klubu – Warty. Reportaż zaczynał się od wypowiedzi dyrektora klubu: „W sporcie jest taka gangrena, że gdyby dowiedzieli się o tym robotnicy, to by zaraz był strajk w zakładach opiekuńczych.”
Szerokim echem odbiła się decyzja o emigracji Władysława Kozakiewicza i jego prośby o azyl w RFN. Swoje oburzenie wyrażali na łamach Marek Jóźwik, Wojciech Lipoński i Ireneusz Pawlik.
Kozakiewicz akurat otwierał „Czarną Listę” antybohaterów (w wersji eksportowej), autorstwa Ryszarda Niemca. To „wielokrotny laureat w plebiscycie na najlepszego sportowca PRL, zawodnik Bałtyku Gdynia. Tym razem zgiął rękę w łokciu, pocałował zaciśniętą pięść, a gest był dedykowany całej bez wyjątku Polsce, ze wszystkimi desygnatami tego pojęcia. Skok przez dwie granice, z prośbą o przyjęcie do grona obywateli RFN, nie miał sobie równych w historii polskiej la.”
Skrytykowano także najlepszego polskiego tenisistę, publikując znamienny w tamtym okresie głos byłego prezesa Polskiego Związku Tenisowego, Jerzego Olszowskiego: „Mam nadzieję, że Wojciech Fibak (…) potrafi samokrytycznie spojrzeć na swe postępowanie i włączy się konstruktywnie w odbudowę polskiego tenisa wg ściśle uzgodnionych z PZT planów…”
Trzy ciągniki marki Ursus…
Spokoju nie było wciąż na scenie politycznej, co musiało zauważać także „Tempo”. Leszek Rafalski rozmawiał z Alfredem Miodowiczem, przewodniczącym Ogólnopolskiego Porozumienia Związków Zawodowych, uczestnikiem, bo przecież nie bohaterem, słynnej debaty telewizyjnej z Lechem Wałęsą. W tym samym cyklu rozmów z kandydatami na posłów Ryszard Niemiec przepytywał Mieczysława F. Rakowskiego, późniejszego I sekretarza PZPR. Ryszard Niemiec, zachęcając do udziału w wyborach parlamentarnych, zauważał: „Jeszcze nigdy w historii naszego ludowładztwa do walki o poselski mandat nie ubiegało się tylu byłych, wybitnych zawodników i działaczy sportowych. Wierzymy, że wniosą do Sejmu hart, odwagę, roztropność, entuzjazm cechujące ich dotąd”.
Było też „Tempo” liderem newsów. Ryszard Kołtun, relacjonując eliminacje mistrzostw Europy w siatkówce, jako pierwszy poinformował o rezygnacji z funkcji selekcjonera Huberta Wagnera.
Tymczasem Krzysztof Mrówka w analizie zatytułowanej „Futbol to religia” wskazywał co się zmieniło na angielskich stadionach po tragedii na Heysel.
Trudno w tym czasie szukać na redakcyjnych stronach reklam. Pojawiały się jednak ogłoszenia, najczęściej Totalizatora Sportowego, zapowiadające zakłady specjalne, w których oprócz milionów złotych do wygrania było: „18 samochodów, 3 ciągniki Ursus, 5 radioodbiorników Radmor, 5 maszyn do szycia Łucznik”… Świetną natomiast reklamą były zamieszczane zdjęcia Aleksandry Kluk, która podążała za zawodnikami, którzy przy okazji meczów rozgrywanych pod Wawelem włączali się do akcji „Kraków obowiązkiem także sportowców”, wrzucając datki do skarbonki ustawionej na Rynku.
Walka o schedę po Ciszewskim
Leszek Rafalski z byłym skoczkiem narciarskim Stanisławem Bobakiem zastanawiał się nad losem sportowca po zakończeniu kariery: „Jak człowiek był dobry, to po plecach klepali, aż mało nerek nie odbili, a jak się co stało, to ani słychu, ani dychu.” Tekst ukazał się pod znamiennym tytułem: „Żyję żeby żyć – na rencie”. Natomiast Tadeusz Toliński próbował rozwikłać dylemat sióstr Doroty i Małgorzaty Tlałkówien, które postanowiły wyjść za mąż za Francuzów. Czy nadal będą reprezentować biało-czerwone barwy? – pytał.
Marian G. Nowak pisał o legalnych wyjazdach polskich sportowców na Zachód, na które zgody wydawał Centralny Ośrodek Sportu według procedur, budzących „mnóstwo niedomówień, głównie natury moralnej”. Janusz Hańderek – dziennikarz i sędzia – w felietonie „Na pół gwizdka” zaatakował dziennikarzy, którzy – jego zdaniem – niewłaściwie oceniali pracę piłkarskich sędziów.
Na święta można było w „Tempie” przeczytać m.in. o tym, jak Ireneusz Pawlik „walczył o schedę po Ciszewskim”; opowieść przy kominku o FIS-ie w 1939 roku czy wywiad Ryszarda Niemca z szachistką Agnieszką Brustman. Zaś noworoczne wydanie tradycyjnie okrasiła sportowa szopka, tym razem jednak autorstwa Marka Pacuły.
III edycja konkursu im. Jana Rottera pod hasłem „Przegrać, by zwyciężyć” dostarczyła wiele świetnych reportaży. Najwyżej tym razem oceniono prace Jana Lisa, Leszka Rafalskiego i Zbigniewa Wojciechowskiego. Wyróżniono też teksty Adama Jaźwieckiego i Witolda Ślusarskiego.
Spektakularny dublet
Popularność gazety systematycznie rosła, co przekładało się na liczbę stałych prenumeratorów. Mimo ograniczonych możliwości w dystrybucji i opóźnień w doręczaniu „Tempa” w 1986 roku zbliżała się do 7 tysięcy. Niestety, najbardziej lojalni czytelnicy nie otrzymali gratisu w postaci wydania specjalnego, poświęconego mundialowi w Meksyku. „Byłby to znaczny wysiłek finansowy dla wydawcy” – informowano z ubolewaniem…
Za poprzedni rok Klub Dziennikarzy Sportowych nagrodził „Złotym Piórem” – już po raz drugi - Ryszarda Niemca, a „Srebrne Pióro” otrzymał Zbigniew Wojciechowski. W uzasadnieniu wyróżnienia redaktora naczelnego napisano: „Za wybitną znajomość sportu i zjawisk wokół sportu zachodzących, za podkreślanie humanistycznych wartości sportu i kultury fizycznej, za czysty język, oryginalny i błyskotliwy styl felietonów publikowanych w „Kulturze” i „Tempie”. Natomiast Wojciechowskiemu nagrodę przyznano „za bardzo dojrzały warsztat dziennikarski, za prezentowanie ludzi związanych ze sportem w sposób oryginalny i refleksyjny, za różnorodność form dziennikarskich, za lansowanie potrzeby wspierania sportu młodzieżowego i masowego”.
W kolejce po ten prestiżowy laur ustawiali się kolejni dziennikarze krakowskiego pisma…
Odyseja Brzeżańczyka
Krytyka uprawiana w „Tempie” zdominowała w styczniu 1986 obrady Rady Programowej pisma. Przeprowadzone badania wykazały, że 7% publikowanych materiałów ma charakter krytyczny, a dyscypliną najbardziej ostrzeliwaną była piłka nożna. O sytuacji wydawniczej informował dyr. wydawnictwa Waldemar Piętka. „Tempo” za 1985 rok przyniosło 11 mln zysku, a - jak zaznaczył dyrektor - mogłoby więcej, gdyby nie duży deficyt papieru.
Zbigniew Wojciechowski przeprowadził brawurowy wywiad z „obieżyświatem wieloboistą” Tonym Halikiem, Wojciech Lipoński zwierzał się czego nauczył go sport, a Majka Lisińska-Kozioł próbowała rozstrzygnąć czy rock aerobik jest sportem? Natomiast w Wiedniu Marek Latasiewicz rozmawiał z Antonim Brzeżańczykiem o dobiegającej końca odysei byłego selekcjonera reprezentacji oraz trenera m.in. Górnika Zabrze, Feyenoordu Rotterdam i miejscowego Rapidu.
Sensacyjnie zakończył się XIII Mecz Wyzwolenia o Herbową Tarczę: trzecioligowa Cracovia wygrała z Wisłą 3-1 (bramki: Orzeł, Kasperek, Graba – Banaszkiewicz). Dochód z meczu w kwocie 110 tys. zł został przekazany na budowę sali gimnastycznej w Łącku. W przerwie wylosowano nagrody wśród autorów bezbłędnych odpowiedzi w prowadzonym na łamach pisma konkursie „80 lat na piłkarskim szlaku”. Kupony nadsyłali głównie kibice Cracovii i Wisły spoza… Krakowa.
W styczniu i lutym redakcja ożywiła Iwonicz-Zdrój, perłę podkarpackich uzdrowisk, patronując licznym zawodom sportowym dla mieszkańców, kuracjuszy oraz wczasowiczów. Jednocześnie kontynuowane były cykle „Mój pierwszy klub”, przypominający początki karier znanych sportowców oraz „Sportowe krajobrazy”, którego autorzy zaglądali do mniejszych ośrodków i klubów. Ponadto Agnieszka Brustman odkrywała przed czytelnikami „Szachowy świat”, a Ireneusz Pawlik kontynuował „Pitaval bokserski”, bo nieustannie kryminalnych tematów dostarczało życie…
Tymczasem dziennikarska drużyna Krakowa, oparta na redakcji „Tempa”, wróciła z Opola ze srebrnymi medalami. Tym razem musiała uznać wyższość ekipy Gdańska. Na pocieszenie indywidualne nagrody zdobyli Jerzy Cierpiatka - król strzelców turnieju, oraz Marek Latasiewicz – najlepszy zawodnik. Oprócz nich grali: Ryszard Kołtun, Andrzej Godny, Jerzy Mucha, Adam Liwacz, Leszek Pieśniakiewicz, Wojciech Dora i Jerzy Sasorski.
Intelektualna randka u Samarancha
Cenę gazety podniesiono z 10 na 12 zł, a Wojciech Lipoński skarżył się na RSW, że „Tempo” trafia do Poznania z dużym opóźnieniem. Natomiast Zbigniew Dutkowski („Bieg z przeszkodami”) nie oszczędzał PZPN, który nie potrafił się cenić. Z miesięcznego zagranicznego tournée, podczas którego wciąż jeszcze trzecia drużyna świata rozegrała mecze m.in. z Włochami, Argentyną i Urugwajem, przywiozła do kraju zaledwie 12 tys. dolarów, gdy zachodnie drużyny tylko za rozegranie jednego meczu kasowały 50 tysięcy na rękę… O tym, że nie cenili nas za granicą pisał też Janusz Hańderek, oburzając się na FIFA, która nie powołała na mundial w Meksyku ani jednego polskiego sędziego. Stanowczo stwierdzał, że „bez pleców w UEFA i FIFA daleko się nie zajedzie.” Ten wówczas nadal czynny ligowy sędzia o roli rodzimych arbitrów w niedzielach cudów nie wspominał.
O zawodowcach na igrzyskach olimpijskich, czyli o „kupczeniu ideą”, co pewien czas pisał Wojciech Lipoński. Przekonywał, że: „nie ma racjonalnego powodu, by bronić bezinteresowności olimpizmu. By bronić amatorstwa. Powstaje jednak pytanie – czy w życiu ludzkim powinno się liczyć tylko to co ma racjonalne i logiczne uzasadnienie? Piękno wielu dziedzin ludzkiej działalności nie polega ani na logice, ani na opłacalności”. A w kwietniowym wydaniu felietonista relacjonował „Intelektualną randkę u Samarancha” podczas sympozjum MKOl w Lozannie.
Ani słowa o Czarnobylu
Jerzy Mucha opisał kulisy bankructwa klubu Chemik Kędzierzyn-Koźle. Zaś Ireneusz Pawlik odniósł się do zmieniającej się rzeczywistości w kraju na przykładzie lekkoatlety Jana Pustego, który po zakończeniu kariery stał się „badylarzem”.
Jerzy Kukuczka przed wyprawą na kolejny ośmiotysięcznik udzielił wywiadu Marianowi Czakańskiemu, a Ireneusz Pawlik przybliżał sylwetkę piłkarza Stanisława Karwata, „którego kariera nie była zawrotna, ale za to kompletnie zawróciła mu w głowie”, natomiast Ryszard Niemiec przestrzegał przed „wielką handlową imprezą, która rozpętała się na ligowych stadionach piłkarskich. Na tej giełdzie, której finisz zaplanowano jak na ironię w przeddzień pierwszomajowego święta, do kupienia są zwycięstwa, porażki, remisy, punkty małe i duże…”. (Mistrzem został Górnik Zabrze, w plebiscycie redakcji na najlepszego piłkarza zwyciężył Waldemar Matysik, a w klasyfikacji arbitrów Krzysztof Czemarmazowicz).
Do zespołu redakcyjnego dołączył Andrzej Skowroński, do tej pory pracownik krakowskiego Ośrodka Badań Prasoznawczych.
„Tempo” miało swoich wysłanników na międzynarodowych zawodach. Ryszard Kołtun relacjonował z Pireusu mistrzostwa Europy w zapasach, zaś Andrzej Godny z Moskwy światowy czempionat w hokeju na lodzie. Natomiast ME w podnoszeniu ciężarów relacjonował Wojciech Olszówka, z kolei Jerzy Wicherek podążał za kolarzami w 39. Wyścigu Pokoju, którego start tym razem wyznaczono w Kijowie. Mimo ogarniętego strachem kraju po awarii elektrowni atomowej w Czarnobylu, w gazecie nie było ani słowa o katastrofie i możliwych zagrożeniach…
W Międzyrzeczu w XXII Mistrzostwach Polski Kibiców (od 1983 roku pod egidą „Tempa”) po raz trzeci triumfował Adam Sokołowski z Kluczborka.
Tymczasem jury, obradujące pod kierunkiem pisarza Tadeusza Kwiatkowskiego, ogłosiło nazwiska laureatów konkursu na opowiadanie piłkarskie. Spośród nadesłanych 210 prac (!) autorami najlepszych okazali się: Wojciech Mittelstaedt i Ireneusz Spychalski (II nagrody) oraz Sławomir Kryska, Zbigniew Wojciechowski i Wanda Mika (III nagrody).
Kiedy naprawiać telewizor?
Przed rozpoczynającym się mundialem w Meksyku Jan Otałęga rozmawiał z dziennikarzem i publicystą Danielem Passentem, Jerzy Cierpiatka z komentatorem Andrzejem Szelągiem, a Wojciech Lipoński przesłał korespondencję z USA, czyli z „kraju bez piłkarskiego fioła”. Mistrzostwa świata relacjonował z Meksyku Ryszard Niemiec, a jego felietonowe miejsce zajął w tym czasie znany satyryk Bruno Miecugow. Ekspertami „Tempa” w kraju byli Hubert Kostka i Antoni Szymanowski.
Przed inauguracyjnym meczem Polaków na łamach pojawiło się symptomatyczne, ale jakże praktyczne ogłoszenie: „Z myślą o zaoszczędzeniu sympatykom futbolu zszarganych nerwów UNITRA-SERWIS wprowadziła na czas mundialu w swoich wytypowanych zakładach dyżury w wolne soboty i niedziele, podczas których można będzie naprawić sprzęt radiowo-telewizyjny.”
Żyliśmy nie tylko piłką. Zbigniew Dutkowski („Bieg z przeszkodami”) prowokował, pytając co by było, gdyby nie było boksu? I odpowiada: „Nie byłoby, to jasne, dyskusji na temat jego szkodliwości! Rzecz ciekawa: kontrowersje jakoś ucichają, gdy rozpoczyna się wielki, oficjalny turniej międzynarodowy! Lecz gdy zwycięstw brak, dyskusja ożywa. Tak, boks jest szkodliwy… gdy nie zdobywamy medali i tytułów!” Natomiast Jan Otałęga rozmawiał z pilotem Krzysztofem Lenartowiczem, mistrzem świata w lataniu precyzyjnym i konkurencji rajdowo-nawigacyjnej, a Majka Lisińska-Kozioł przybliżała sylwetkę pingpongisty Norberta Mnicha, wyróżnionego za postawę fair play… Odetchnąć czytelnikom od piłki pozwalał też kilkunastoodcinkowy cykl „Szachowy świat Agnieszki Brustman”.
Przewijała się na łamach również polityka. Józef Bratko z Janem Otałęgą rozmawiali z delegatem na X Zjazd PZPR, prezesem Wisły Kraków i generałem Milicji Obywatelskiej Jerzym Grubą.
Bieg na 3000 numerów
7 czerwca 1986 ukazał się numer jubileuszowy. „Zakończyliśmy właśnie bieg na 3000 numerów Tempa z przeszkodami. Nie jest to żadna meta, ani nawet górska premia, co najwyżej lotny finisz, na którym należy się Czytelnikom chwila relaksu.” Tym razem jubileusz potraktowano z przymrużeniem oka, poświęcając kolumnę „Magazynu Tempa” wyłącznie ludziom tworzącym gazetę. Bruno Miecugow ubolewał nad remisem Polski z Marokiem na mundialu, oczywiście „niegodnym” uczczenia jubilata.
W lipcu wydarzenia na kortach Wimbledonu komentował Zbigniew Dutkowski, zaś tropem antycznych igrzysk podążał Leszek Rafalski, by następnie przenieść się na Węgry, gdzie rozegrano pierwszy w historii wyścig Formuły 1. Krzysztof Maciąg ujawniał, ile zarabia Centralny Ośrodek Sportu na zagranicznych transferach polskich sportowców. Tymczasem Zbigniew Wojciechowski i Ireneusz Pawlik odbierali nagrody za najciekawsze reportaże w ogólnopolskim konkursie pn. „Powróćmy do korzeni”…
Ligi piłkarskie wystartowały do nowego sezonu według zmienionych zasad: zwycięstwo różnicą co najmniej trzech bramek premiowane będzie 3 punktami oraz odjęciem punktu zespołowi pokonanemu w takim stosunku. Kuriozum… W inauguracyjnej serii spotkań I ligi nowy taryfikator nie zadziałał.
Z listów do redakcji: „Jestem stałym czytelnikiem Waszego pisma (ba, zrezygnowałem nawet z prenumeraty Przeglądu Sportowego). Duże uznanie za trafność i celność krytyki pod adresem różnych instytucji. Proszę się nie łamać, całym sercem jesteśmy z Wami, będziemy Was popierać.” (Górnik z Wałbrzycha).
Dylemat: pisać czy nie pisać?
W redakcyjnym lokalu „Próba diagnozy” występu polskich piłkarzy na mundialu z udziałem m.in.: Antoniego Piechniczka, Andrzeja Strejlaua, Józefa Lipca, Michała Tomczaka, Hilarego Nowaka (wiceprezesa Lecha Poznań) i Romana Hurkowskiego.
Natomiast pod hasłem „Jak wychowywać i jak pisać o wychowaniu” debatowali uczestnicy sesji zorganizowanej z inicjatywy „Tempa”: prezesi krakowskich klubów oraz goście z partnerskich redakcji z Bratysławy, Berlina, Moskwy, Sofii i Zagrzebia. Z wydarzeniem niejako korespondowały liczne opinie czytelników i ekspertów po publikacji reportażu Ireneusza Pawlika „Nędznik czy nędzarz”, opisującym dramatyczne losy byłego boksera Witolda Mielczarka. Dylemat: pisać czy nie pisać „o intymnych sferach człowieka, ukazywać brud i nicość ludzkiej kondycji” – nie został rozstrzygnięty.
Nie miał dylematu Zbigniew Wojciechowski, wypytując o najbardziej osobiste sprawy Stanisława Terleckiego, który wrócił do kraju po 6-letnim pobycie za granicą. Ryszard Kołtun relacjonował w tym czasie z Francji MŚ siatkarek, a z Włoch rywalizację najlepszych motocyklistów opisywał Tadeusz Toliński. Na październikowy kongres MKOl pojechał do Lozanny Leszek Rafalski, a w listopadzie Wojciech Olszówka komentował z Sofii zmagania ciężarowców o medale MŚ.
Znacząca część październikowego numeru została poświęcona 80-letnim jubilatom: Cracovii i Wiśle. Wydanie było zwieńczeniem licznych publikacji o obu klubach, jakie od początku roku ukazywały się w gazecie.
W redakcji pojawiali się w ciągu roku różni „egzotyczni” goście. M.in. byli to studenci dziennikarstwa Uniwersytetu Moskiewskiego im. Michaiła Łomonosowa, Wielopole odwiedził też sekretarz Ambasady Koreańskiej Republiki Ludowo-Demokratycznej, co ponoć stało się okazją do omówienia form bliższej współpracy.
Komunikaty wstydu
Janusz Atlas, który dołączył do teamu felietonistów „Tempa” (Gry i zabawy) obalał mit niewinności polskich sportowców, wracając do sprawy dyskwalifikacji pięciu naszych pięcioboistów oraz maratończyka Antoniego Niemczaka: „Agencje zagraniczne (a w ślad za nimi prasa krajowa) ogłosiły komunikaty wstydu! Sześciu cenionych do tej pory polskich sportowców międzynarodowe władze pięcioboju nowoczesnego i organizatorzy słynnego nowojorskiego maratonu postanowiły zdyskwalifikować za używanie środków dopingujących. Okazało się więc, że nasi też „biorą”, też się szprycują, chociaż ponoć sport polski tak samo doświadcza kryzysu gospodarczego, jak ogół obywateli i skoro dla nas brakuje dewiz na zakup cytryn i pomarańczy, dla nich z powodów finansowych, choć nie tylko, brakuje „koksu”. Aż tu nagle taka wpadka! (…) Jakby mało było porażek, przykrych niespodzianek, niespodziewanych kontuzji i pecha w rozlicznych losowaniach. Na sam koniec staliśmy się ofiarami spisków międzynarodowej mafii lekarzy sportowych. Doprawdy odechciewa się wszystkiego, kiedy naokoło tyle niesprawiedliwości…”
Natomiast w kolejnej edycji Konkursu im. Jana Rottera z pięciu nagrodzonych prac trzy były autorstwa dziennikarzy „Tempa”: Leszka Rafalskiego, Marka Bartosika i Zbigniewa Wojciechowskiego. Ponadto wyróżniono także prace Piotra Gryźlaka i Adama Rymonta. A w numerze na święta: Ireneusz Pawlik z przymrużeniem oka o najcięższych i największych sportowcach, Zbigniew Dutkowski wspominał swoje igrzyska, z których słał korespondencje, Agnieszka Brustman oceniała olimpiadę szachową w Dubaju, a Ryszard Kołtun na podstawie „Wochenpost” odkrywał sportowe pasje Arthura Conan Doyle’a, autora słynnych kryminałów o przygodach Sherlocka Holmesa.
JERZY CIERPATKA
MAREK LATASIEWICZ