Bronowianka Kraków - IKS Olkusz 5-1 (2-1)
1-0 Kwaśny 20
2-0 Kwaśny 35
2-1 Sobczyk 43
3-1 Gzyl 51
4-1 Kwaśny 52
5-1 Kwaśny 64
Sędziowali Łukasz Mnich oraz Rafał Bruzda i Piotr Grobelny. Żółte kartki: Kowalczyk - Tomsia.
BRONOWIANKA: Jakubiszyn - Idziak (75 Pietuchow), Gilski, Bogusz, Kowalczyk - Kwaśny (84 Walczak), Małodobry, Ałłachwerdijew, Szeller - Frankowski (65 Hajduk) - Gzyl (80 Skotniczny).
OLKUSZ: Kocjan - Banyś, Tomsia, Kaczmarczyk, Chabinka, Duda, Kluczewski (65 Pacia), Przybyła (60 Lipiński), Sobczyk, Juszczyk, Bogucki.
Podobno na rozkojarzenie olkuszan, którzy doznali w Krakowie nadspodziewanie wysokiej porażki, wpłynęło wesele, czekające dużą część zespołu popołudniową porą. Trafili tymczasem goście na wyjątkowo skutecznych gospodarzy, wśród których jeden - Kamil Kwaśny miał naprawdę swój dzień. Zdobył cztery bramki, a przy piątej asystował.
Już w 11 min pokazał, że może być niebezpieczny. Z prawego skrzydła chciał chyba dośrodkować w pole karne, ale piłka o mało co nie zaskoczyła bramkarza Olkusza, by ostatecznie osiąść na górnej siatce. W 20 min już się przyjezdnym nie upiekło. Kilka podań z klepki, w tym ostatnie Ałłachwerdijewa do Kwaśnego, który przyjął piłkę tyłem do bramki, obrócił się z rywalem na plecach i posłał futbolówkę w róg bramki.
Mecz był żywy. Na zaczępkę ofensywną jednych, drudzy odpowiadali swoją akcją. Goście mogli zaraz wyrównać - w 23 min Kaczmarczyk po rogu uderzył piłkę głową, ale Jakubiszyn pewnie obronił. Minutę później zagrywał Sobczyk, a stojący na 3. metrze Duda skiksował. W 26 min Gzyl, po podaniu Frankowskiego, trafił w dolną część poprzeczki, piłka odbiła się potem przed linią bramkową i wyszła w pole.
W 34 min Banyś trafił w Gilskiego, a dobitkę Juszczyka obronił Jakubiszyn. Minutę później gospodarze skontrowali i podwyższyli na 2-0 - Frankowski podał do Kwaśnego, a ten niemal szpicem trafił w długi róg.
Olkusz zaraz mógł złapać kontakt, ale w sytuacji sam na sam Kluczewski przegrał z Jakubiszynem. Przed przerwą goście jednak zdążyli z bramką. W 43 min dośrodkowywał piłkę długim podaniem z przeciwległej strony Duda, a nadbiegający Sobczyk mocnym strzałem posłał piłkę do siatki.
Wkrótce po przerwie, w 50 min, Juszczyk z 5 metrów przeniósł piłkę nad poprzeczkę, a tak zmarnowana szansa zemściła się w następnej akcji. Kwaśny zagrał prostopadłe do Gzyla, ten wyszedł sam na bramkarza i obok niego posłał piłkę do siatki. Po wznowieniu gry gospodarze natychmiast przejęli piłkę, Szeller popędził lewą stroną i zagrał wzdłuż pola karnego, a tam znów był Kwaśny i z bliska podwyższył na 4-1. W 64 min po zagraniu Gzyla wynik meczu strzałem z kilku metrów ustalił Kwaśny.
Jeszcze w 90 min goście mieli rzut karny - po faulu Bogusza na Paci - ale nawet w tej sytuacji nie strzelili gola. Jakubiszyn obronił strzał Boguckiego, a potem Pietuchow wyczyścił przedpole.
ART