Zespół spadkowicza z IV ligi od początku nastawił się na grę z kontry. Głęboko cofnięci goście pozwalali rozgrywać miejscowym atak pozycyjny czyhając na ich błąd. Grębałowianie w pierwszej połowie nie mieli pomysłu na rozmontowanie szczelnej defensywy osieczan, kierowanych przez byłego reprezentanta Polski, 44-letniego Dariusza Rzeźniczka. Gdy natomiast już im się to udało to Kamil Krawczyk po podaniu Sowy uderzył z pola karnego w boczną siatkę, a Sowa po zagraniu Seweryna w sytuacji sam na sam nie potrafił pokonać Ciszewskiego.
Spójnia była za to niesamowicie skuteczna w swoich kontratakach, co zakończyło się dwubramkową zdobyczą w I połowie. Najpierw Czechowski w 30. minucie skutecznie dobił obroniony przez Niedźwiedzia strzał Rzeźniczka, a potem ten sam zawodnik otrzymawszy w 42. minucie podanie od Niemczyka odwrócił się z obrońcą "na plecach" i uderzył z 25 metrów zdejmując pajęczynę z okienka bramki gospodarzy.
Druga połowa na dobre się jeszcze nie rozpoczęła, a Grębałowianka przegrywała już 0-3. Po rzucie rożnym wykonywanym przez Rzeźniczka powstało w polu bramkowym Niedźwiedzia ogromne zamieszanie, a najwięcej sprytu wykazał wprowadzony chwilę wcześniej na boisko Tomczyk, dla którego był to pierwszy kontakt z piłką!
Grębałowianie nie złożyli broni i chwilę później zdobyli kontaktową bramkę. Z rzutu wolnego wrzucał piłkę Pacyga, a ładnym strzałem popisał się Kubik. Od tego momentu gospodarze przypuścili prawdziwy szturm na bramkę tracących siły z minuty na minutę gości. W kolejnej akcji Sowa w sytuacji sam na sam trafił w słupek, a minutę po tej akcji Piotr Krawczyk ostemplował spojenie! Bramkę na 2-3 gospodarze zdobyli w 73. minucie. Ponownie dośrodkowywał Pacyga, piłkę głową zgrał Gawin, a z najbliższej odległości wbił ją do bramki rezerwista Pikuła. Ostatnie minuty to rozpaczliwa obrona Spójni i ataki gospodarzy, których nie potrafili zwieńczyć wyrównującą bramką Sowa, Pikuła, ani nawet bramkarz Niedźwiedź, który zawędrował pod bramkę swojego vis a vis przy rzucie rożnym w 90+4. minucie. Spójnia mogła w ostatnich 5 minutach dwukrotnie pokarać zawodników trenera Michała Wiącka, jednak wychodząc z kontrą 3 na 2 za każdym razem brakowało dokładnego ostatniego podania.
ART