Kolejarz Stróże pokonał Sokoła Aleksandrów Łódzki w 20. kolejce 20 ligi. Podopieczni Jarosława Araszkiewicza prowadzili już 4-0. - Jak się tyle prowadzi, to trzeba przeciwnika dobić, a nie tracić dwie głupie bramki - wytyka swoim zawodnikom szkoleniowiec Kolejarza.
- Były momenty bardzo fajnej, mądrej gry, która przyniosła nam cztery bramki. Padały po ładnych, przemyślanych akcjach. Szkoda więc, że to wrażenie na koniec popsuły te dwie stracone głupio bramki - mówi Jarosław Araszkiewicz.
Do przerwy goście prowadzili 2-0. Najpierw Mężyk wykorzystał błąd obrońców i po podaniu Cichego lobem posłał piłkę do bramki, potem Lipecki zwieńczył celnym strzałem kolejną dobrą akcję zespołu i podanie Gryźlaka.
Zaraz po przerwie Kolejarz podwyższył na 3-0. Jeżewski podawał piłkę wzdłuż bramkę do Sochy, a tego sfaulował obrońca. Rzut karny na gola zamienił sam poszkodowany. - Nasz czwarty gol był najładniejszy. Mężyk poszedł z indywidualną akcją, zagrał między dwóch stoperów do Jeżewskiego, a ten posłał piłkę do bramki - relacjonuje Araszkiewicz.
Gdyby na tym się skończyło, to szkoleniowiec byłby bardziej zadowolony. - Po błędach straciliśmy potem dwie bramki. Szufryn biegnie do wybitej piłki, bramkarz krzyczy "moja" i kopnął w ziemię, rywale zdobyli bramkę. Za chwilę Szufryn uprzedził przeciwnika i gdzieś go może kopnął, rzut karny, robi się 4-2. Inna rzecz, że ten Sokół to niej jest zespół chłopców do bicia. Potrafi grać w piłkę, jeszcze sprawi niespodzianki w tej lidze - ocenia trener Kolejarza.
Jego zespól powędrował w górę tabeli, wyprzedził Bruk-Bet Nieciecza, ale Araszkiewicz ma do tej sytuacji spokojny stosunek. - W naszym futbolu wszystko jest możliwe, znam takich, którzy mieli lidera i tracili pracę...
MAS