Stal pierwszy raz w tym sezonie, jako pierwsza zdobyła gola na własnym boisku, ale ponownie nie wygrała. Zadecydowała o tym sytuacja z 38 minuty, kiedy gola dla gości zdobył Michał Twardowski. Zdaniem "stalowców" ze spalonego...
Mecz idealnie zaczął się dla gospodarzy, którzy prowadzili od 3 minuty. Na bramkę strzelał Wojciech Krauze, ale trafił nieczysto w futbolówkę, która zapewne poleciałaby daleko obok słupka, gdyby w odpowiednim miejscu nie znalazł się Ireneusz Gryboś, który musnął piłkę, a to wystarczyło, aby wpadła do bramki. Szybko zdobyty gol zamiast dodać animuszu gospodarzom, zadziałał na nich usypiająco i do głosu doszli przyjezdni. Bardzo aktywny był najlepszy strzelec Freskovity Twardowski, ale zmarnował dwie idealne sytuacje. Najpierw będąc sam na sam z Dmitrijem Asninem uderzył obok słupka, a następnie mając przed sobą pustą bramkę uderzył z 4 metrów nad poprzeczką. W sytuacjach tych nie potwierdził swoich wysokich umiejętności, po meczu natomiast nie pokazał klasy odmawiając rozmowy portalowi sportowetempo.pl.
Trzeciej okazji jednak nie zmarnował i tym razem wygrał pojedynek z golkiperem Stali. Rzeszowianie mocno protestowali, uważając, że był spalony, ale niewiele mogli wskórać, bo sędzia pozostawał niewzruszony. Po tej sytuacji ponownie do głosu doszli gospodarze i tak to już wyglądało do samego końca meczu. Gra w większości toczyła się na połowie gości, ale pomysłu gospodarzom starczyło jedynie do pola karnego. Tam tracili głowy i nie bardzo mogli sforsować defensywę Freskovity. Dopiero w końcówce uderzał głową Mateusz Jędryas, ale mocno niecelnie. Piłkę meczową miał jednak Krzysztof Majda. W 88 minucie otrzymał idealne podanie od Emmanuela Udoudo i stanął oko w oko z Arturem Holewińskim. Doświadczony pomocnik rzeszowian mógł zrobić dosłownie wszystko, ale uderzył wprost w bramkarza gości. Jeśli nie wykorzystuje się takiej sytuacji, to meczu wygrać nie można. Który to już raz w tym sezonie?
Zdaniem trenerów:
Czesław Palik (Stal):
- Podjęliśmy walkę, ale znów nie wygrywamy. Goście mieli swoje okazje, ale gola zdobyli po ewidentnym błędzie sędziego, który puścił półtorametrowego spalonego. W końcówce meczu nie mieliśmy wiele do stracenia i walczyliśmy do końca o wygraną. Niestety nie udało się. Popełnialiśmy znaczne błędy w obronie i nie wszyscy grali dzisiaj, tak jakbym sobie życzył. Chciałbym jednak pochwalić zespół za niesamowitą determinację.
Piotr Zajączkowski (Freskovita):
- Spodziewaliśmy się, że będzie to ciężkie spotkanie, ale nie myślałem, że aż tak. Na pewno szybko stracony gol trochę nas wybił z rytmu. Pozbieraliśmy się jednak i zaczęliśmy grać lepiej. Stwarzaliśmy sobie sytuacje, ale wykorzystać udało się tylko jedną. Po przerwie trwał zdecydowany bój o wygraną z obu stron. Uważam, że jeśli Stal w każdym spotkaniu będzie grała z taką determinacją, to na własnym terenie jest w stanie wygrać z każdym. Gratuluję trenerowi gospodarzy tego punktu.
Paweł Marzec