Górnik Zabrze - Śląsk Wrocław 3-1 (2-1)
1-0 Socha 8 (samob.)
2-0 Pawelec 20 (samob.)
2-1 Elsner 39
3-1 Bonin 69
Sędziował: Dawid Piasecki (Słupsk). Żółte kartki: Danch, Nowak - Gancarczyk, Sztylka, Sobota. Widzów 7218.
GÓRNIK: Stachowiak - Bemben (90 Zahorski), Banaś, Danch, Magiera - Bonin (77 Przybylski), Marciniak, Kwiek (82 G. Nowak), Gasparik, Jež - Sikorski.
ŚLĄSK: Kelemen - Socha, Celeban, Pawelec (71 Diaz), Spahić (65 Sobota), M. Gancarczyk, Łukasiewicz (26 Sztylka), Elsner, Ćwielong, Mila - Szewczuk.
W drugim piątkowym meczu Górnik Zabrze podejmował na Roosevelta wicelidera tabeli - Śląsk Wrocław. Potyczka miała ogromny ciężar gatunkowy, bowiem podopieczni Adama Nawałki po wygranej 3-1 mają realne szanse na grę w europejskich pucharach tracąc do wrocławian tylko jeden punkt.
Przed pierwszym gwizdkiem chwilą ciszy uczczono pamięć zmarłej Marianny Pohl, żony patrona zabrzańskiego stadionu i najskuteczniejszego zawodnika w historii polskiej ligi.
Początek meczu ułożył się znakomicie dla zabrzan. W 8 minucie rzut wolny z lewej strony egzekwował Jež i po jego dośrodkowaniu piłkę chciał głową wybić Socha, ale uczynił to tak nieszczęśliwie, że przelobował własnego bramkarza. Siedem minut później goście byli bliscy wyrównania; po wrzutce z wolnego Mili strzelał Szewczuk, a futbolówkę z linii bramkowej wybił Bonin. Co nie udało się Śląskowi uczynili górnicy. Po składnej akcji lewym skrzydłem dośrodkował Gasparik, Kelemen wypuścił futbolówkę z rąk, tracił ją Sikorski, po czym odbiła się od uda Pawelca i wpadła do bramki! Dwa "samobóje" w pierwszych 20 minutach nie zdarzają się często na ekstraklasowych murawach. Śląsk nie zamierzał kapitulować, a potwierdził to sześć minut przed przerwą Słoweniec Elsner. Po podaniu Mili strzelił z 30 metrów i spadająca piłka trafiła w "okienko"! To był gol z gatunku stadionów świata.
Po zmianie stron nikt nie zamierzał się bronić, stąd na murawie trwała walka o każdy metr. Raz pod jedną, a raz pod drugą bramką dochodziło do groźnych sytuacji. I znów więcej szczęścia mieli gospodarze. W 69 minucie Kwiek zagrał prostopadłą piłkę do Ježa, którego wrocławianom nie udało się złapać w pułapkę ofsajdową. Słowak z linii końcowej wycofał do Bonina, a ten z narożnika lewego pola bramkowego przymierzył w "krótszy" róg. Po chwili skończył się strajk kibiców i przez ostatnie 20 minut czuło się, że trybuny są wypełnione sympatykami futbolu. W 78 minucie Diaz przymierzył z narożnika pola karnego w poprzeczkę.
(gst)