Sergiei Pareiko urodził się w Tallinie. Dziś miał możliwość zagrać w mieście swoich narodzin. Bramkarz musiał, niestety, wyciągać dwa razy piłkę z siatki w meczu Wisły z Rapidem Bukareszt.
- To bardzo miłe uczucie zagrać u siebie. Niestety, nie do końca, przegraliśmy bowiem ten mecz. Dobrze jednak, że porażka przyszła w takim momencie, dopiero przygotowujemy się do najważniejszych spotkań. Wiemy, co zrobiliśmy źle, poprawiliśmy to i już druga połowa wyglądała dużo lepiej. Mieliśmy swoje szanse na zdobycie bramki, niestety nie udało się… – powiedział tuż po meczu Pareiko.
Dzięki temu, że mecz odbywał się w jego rodzinnym mieście, na stadionie zasiadło wielu wiernych fanów Sergieja. - Oglądała mnie cała rodzina, rodzice, brat, żona z dzieckiem. Niestety, moi rodzice nie byli jeszcze w Krakowie, więc dzięki temu meczowi mogli zobaczyć mnie i moją drużynę na żywo – opowiadał uśmiechnięty.
- Jeśli poprawimy koncentrację, to wszystko powinno wyglądać lepiej. Bramki straciliśmy nie po ładnych akcjach drużyny z Bukaresztu, a po naszych błędach. Zbyt prostych, które nie mogą nam się przydarzyć w przyszłości. Jeśli do tego dojdzie poprawa skuteczności i zaczniemy wykorzystywać takie sytuacje jak te, które stworzyliśmy sobie w drugiej połowie, to wszystko powinno być dobrze – dodał na zakończenie estoński bramkarz.
wisla.krakow.pl (MM)