Cracovia - Lech Poznań 1-0 (1-0)
1-0 Mateusz Klich 28
Sędziował Paweł Gil z Lublina. Żółte kartki: Struna - Arboleda. Widzów 11 936.
CRACOVIA: Kaczmarek - Struna, Nawotczyński, Kosanović, Suart - Višŋakovs (89 Suworow), Radomski, Klich (89 Boljević), Bartczak, Ntibazonkiza - Dudzic (81 Masaryk).
LECH: Kotorowski - Kikut, Arboleda, Bosacki, S. Gancarczyk (65 Luis Henriquez) - Ubiparip (65 Djurdević), Injac (79 Możdżeń), Murawski, Štilić - Ślusarski, Rudnevs.
Mecz rozpoczęła minuta ciszy, aby uczcić pamięć ofiar trzęsienia ziemi i fali tsunami w Japonii.
Od początku drużyną nieco lepszą byli lechici. Grali szybko, składnie i stwarzali sytuacje bramkowe. Szczególnie mógł się podobać Rudnevs, który w 12 i 21 minucie sprawdził czujność Kaczmarka. W 14 minucie osamotniony przed polem karnym Štilić miał dużo czasu, aby ułożyć sobie piłkę, lecz trafił w środek bramki.
W 28 minucie "Pasy" objęły prowadzenie. Na strzał z ok. 18 metrów - po wcześniejszym zagraniu Dudzica - zdecydował się Klich i futbolówka po odbiciu się od łydki Kikuta przelobowała wysuniętego Kotorowskiego.
Tuż przed przerwą - po kolejnym kiksie niepewnego Arboledy - potężnie uderzył Višŋakovs, ale golkiper gości nie dał się zaskoczyć.
- Przez pierwsze 20 minut prowadziliśmy grę i szkoda, że nie strzeliliśmy bramki. Po przerwie musimy musimy zneutralizować Klicha, który rozgrywa dobre zawody - mówił Seweryn Gancarczyk.
- Dobrze się czuję, a nasza gra nie wygląda najgorzej - dodał strzelec jedynej bramki w pierwszej połowie.
W 49 minucie po akcji Višŋakovsa główkował tuż obok słupka Dudzić. Sześć minut później mogło być 2-0. Stracił piłkę słabiutki tego wieczoru Arboleda, strzelał Višŋakovs, a odbitą przez Kotorowskiego futbolówkę zbyt słabo trącił Klich.
W 71 minucie powinien być remis. Po wrzutce z lewej strony Luisa Henriqueza z zaledwie 5 metrów strzelał Rudnevs i trafił w bramkarza! Ostatnie 20 minut to przewaga Lecha, ale niewiele z niej wynikało.
Po końcowym gwizdku piłkarze Cracovii manifestowali swoją radość, dodajmy w pełni uzasadnioną.
(gst)