Polonia Warszawa - Górnik Zabrze 0-0
Sędziował Dawid Piasecki (Słupsk). Żółte kartki: Bemben, Kwiek.
Polonia Warszawa: Przyrowski - Tosik, Jodłowiec, Sadlok, Cotra - Bruno, Rachwał, Piątek, Gancarczyk (78 Brzyski) - Sobiech - Smolarek (66 Gołębiewski).
Górnik Zabrze: Stachowiak - Bemben (90 Danch), Banaś, Jop, Magiera - Bonin, Kwiek, Marciniak, Przybylski, Gasparik (80 Wodecki) - Zahorski (80 Sikorski).
Końcowy rezultat spotkania inaugurującego ligową wiosnę w stolicy może satysfakcjonować jedynie gości. Zespół "Czarnych Koszul" przystąpił do pojedynku bez swojego lidera - Adriana Mierzejewskiego. Ponadto w składzie zabrakło Łukasza Trałki. Obydwaj zawodnicy pauzowali za żółte kartki. W środku pomocy pojawił się za to Łukasz Piątek, który ze względu na drobny uraz nogi obserwował ostatni wygrany mecz z Lechem z trybun.
Piątek w 5. minucie zdecydował się na sprytny strzał z dystansu. Stachowiak pewnie chwycił piłkę. Obrońcy Polonii mieli z kolei sporo roboty z niezwykle żwawym Michalem Gasparikiem, który w jednej z sytuacji zdołał przebiec z piłką kilkadziesiąt metrów i wbiec w pole karne. Dopiero tam powstrzymali go do spółki Jakub Tosik i pełniący w tym meczu rolę kapitana - Tomasz Jodłowiec.
Poloniści od pierwszych minut starali się narzucić rywalom swój styl gry, ale obserwowaliśmy więcej szarpanej gry, a piłka niemalże non stop wychodziła na aut. Piłkarze Warszawy z dużą łatwością docierali w obręb pola karnego Górnika, lecz zazwyczaj brakowało ostatniego celnego podania. Zmarznięta widownia ożywiła się w 29. minucie, kiedy Artur Sobiech dograł piłkę ze skrzydła na skraj pola karnego Górnika. Tam przejął ją Bruno i z około 16-metrów uderzył minimalnie obok bramki.
Zabrzanie mieli bardzo dużo kłopotów z rozgrywającym dobre zawody Januszem Gancarczykiem. Wywalczył kilka rzutów rożnych, a jego finezyjne dryblingi kończyły się dokładnymi dograniami na przedpole. Stamtąd na bramkę Górnika uderzali jeszcze przed przerwą Bruno i Piątek. Gracze z Zabrza także nie pozostawali dłużni, ale nie zmieniło to obrazu pierwszej, nieciekawej połowy.
Na drugie 45 minut obie drużyny wyszły bez zmian. 7 minut po przerwie prowadzenie mogli objąć gospodarze. Maciej Sadlok w ładnym stylu poprowadził piłkę środkiem boiska, dogrywając ją do Janusza Gancarczyka, który uderzył na bramkę z 30. metra. Stachowiak odbił futbolówkę przed siebie, ale w ostatniej chwili zainterweniowali defensorzy.
Zawodnicy w czarnych trykotach, pomimo braku roszad personalnych, prezentowali się o wiele lepiej niż przed zmianą stron. Ale gęsto ustawieni przed polem karnym piłkarze Górnika skutecznie uniemożliwiali przedostanie w obręb szesnastki. To zaważyło na tym, że obserwowaliśmy praktycznie same uderzenia z dystansu. Goście nastawili się zdecydowanie na grę z kontry, a Sebastian Przyrowski był co kilka minut zatrudniany do wybijania piłek z piątego metra.
W 74. minucie Bruno zgrał piłkę do wbiegającego na skraj pola karnego Artura Sobiecha. Ten strzelił z 16. metra w boczną siatkę. Górnik także spróbował jeszcze zaatakować. Na trzy minuty przed końcem regulaminowego czasu gry po kontrataku uderzył sprytnie Daniel Sikorski. Ale strzał z dalekiej odległości nic nie zmienił. W doliczonym czasie gry bohaterem mógł zostać Bruno, który po centrze Tomasza Brzyskiego posłał piłkę minimalnie obok słupka.
- Górnik zaparkował w swoim polu karnym autobus - wytykał rywalom defensywne nastawienie po meczu Artur Sobiech.
ksppolonia.pl