Okazuje się, że gol Michaiła Siwakowa z 50 metrów absolutnie nie był przypadkowy. Zawodnik Białej Gwiazdy w swojej karierze zdobywał już bramki zza połowy, a w pierwszej części meczu z ławki rezerwowych zaobserwował, że może pozwolić sobie na takie uderzenie.
– W pierwszej połowie była podobna sytuacja, do tej, w której ja strzeliłem gola. Wtedy futbolówkę dostał Genkov, ale nie zauważył, że bramkarz jest tak wysunięty i zdecydował się na podanie. Po tej sytuacji wiedziałem, że bramkarz daleko jest wysunięty i trzeba strzelać – zdradził po spotkaniu Tsvetan. Gdy przejął piłkę w 87. minucie, wiedział, co ma robić. – Widziałem, że bramkarz jest wysunięty, dlatego postanowiłem uderzyć. Jestem zadowolony, że udało mi się strzelić tak ładnego gola – cieszył się „Siva”.
Okazuje się, że to nie pierwszy taki gol Sivakova w jego karierze. Na swoim koncie Michail ma już dwie bramki zdobyte uderzeniem ze swojej połowy. – Strzeliłem już takiego gola lidze białoruskiej, a także grając w młodzieżowym zespole Cagliari – powiedział pomocnik "Białej Gwiazdy".
Zdaniem zawodnika zwycięstwo z Lechią jest bardzo ważne dla Wisły. – To były dla nas bardzo ważne trzy punkty, ale teraz musimy od razu skupić się na meczu z Lechem. Według mnie to bardzo dobra drużyna, która gra ciekawy futbol. Nie możemy myśleć o tym, czy mistrzostwo jest blisko, czy nie, tylko skupić się na środowym spotkaniu – zakończył Siwakow.
M. Górski/wisla.krakow.pl