- Jesteśmy pod presją. Potrzebuję „twardzieli”, którzy wystąpią przed szereg i powiedzą: jesteśmy gotowi na podjęcie odpowiedzialności – mówi trener Robert Maaskant przed sobotnią potyczką Wisły Kraków z Lechią Gdańsk, w której postara się przezwyciężyć passę pięciu meczów bez zwycięstwa.
Maaskant nie ukrywa, że znalazł się w nieznanej sobie wcześniej sytuacji. – Kiedy prowadziłem RBC Roosendaal mieliśmy spotkanie, którego wagą było utrzymanie. To był jednak mały klub, a tutaj naszym celem jest mistrzostwo – opowiada. W przełamaniu kryzysu nie pomogą na pewno Wojciech Łobodziński, Mateusz Kowalski, Rafał Boguski i Łukasz Burliga. Niepewny jest również występ Serge Branco.
- W porównaniu do ubiegłego tygodnia będzie kilka zmian, ale najpierw poinformuję o tym zawodników. Jest szansa, że od pierwszej minuty wystąpi Andraż Kirm, który pozytywnie mnie zaskoczył – zapowiada Holender, liczący na odblokowanie się ofensywnych graczy. Otwarcie mówi jednak o tym, że zespół musi sobie stwarzać więcej sytuacji. W innym wypadku o ujarzmienie talentów strzeleckich będzie niezwykle trudno.
Po 9. kolejkach gdańszczanie plasują się na trzeciej pozycji, na co zapracowali sobie między innymi efektownymi zwycięstwami nad Górnikiem Zabrze i Legią Warszawa. Maaskant docenia klasę przeciwnika: - Na pewno nie czeka nas łatwa przeprawa. Widziałem mecze z udziałem Lechii. Potrafiła się w nich utrzymywać przy piłce, a przy tym ma indywidualności. Niemniej jest nastawiona ofensywnie, a to może znaczyć, że na boisku będzie więcej miejsca i da nam większe pole do popisu.
Spotkanie cieszy się mniejszym zainteresowaniem niż te przeciwko Koronie Kielce i Śląskowi Wrocław, które zostały już rozegrane przy Reymonta. – Spodziewam się znakomitej atmosfery. Gdy Ajax przegrywa swój mecz, 50 tysięcy osób wygwizduje zawodników. My czujemy natomiast cały czas wsparcie. Ludzie nas pozdrawiają, życząc szczęścia – podkreśla.
rb