Widzew Łódź zdeklasował na własnym obiekcie ekipę Śląska Wrocław 5:2 w meczu 6. kolejki polskiej Ekstraklasy. Hat-trickiem w tym spotkaniu popisał się, powracający po kontuzji Marcin Robak.
Widzew Łódź - Śląsk Wrocław 5-2 (1-1)
1-0 Robak 28, karny
1-1 Ćwielong 32
2-1 Robak 50
3-1 Sernas 72
4-1 Sernas 74
5-1 Robak 77
5-2 Sobota 90
Sędziował: Sebastian Jarzębak (Bytom).
WIDZEW: Mielcarz - Broź, Ukah, Szymanek, Dudu, Oziębała (66 Grischok), Panka, Pinheiro, Lisowski (46 Grzelczak), Sernas, Robak (87 Grzeszczyk)
ŚLASK: Kelemen - Wołczek, Pawelec, Celeban, Spahić, Kaźmierczak, Sotirović, Mila, Madej (83 Gancarczyk), Ćwielong (75 Sobota), Diaz
W Łodzi byliśmy świadkami niezwykle ciekawego widowiska, które rozpoczęło się od szybkich ataków obu zespołów. Po pierwszym kwadransie nieznaczną przewagę osiągnął Widzew, lecz nie potrafił długo strzelić gola. W 27. minucie arbiter niesłusznie podyktował "11" dla gospodarzy, a z zamienieniem jej na bramkę nie miał problemu Marcin Robak.
Śląsk odpowiedział cztery minuty później, kiedy to gapiostwo defensorów Widzewa wykorzystał Piotr Ćwielong i mocnym strzałem z woleja dał wyrównanie.
Druga połowa to prawdziwy koncert w wykonaniu dwóch aktorów: Litwina Sernasa i Marcina Robaka, który już w 50. minucie dał prowadzenie Widzewowi. Przez kolejne 20 minut trwała walka o środek pola, która z minuty na minutę wygrywał zespół prowadzony przez Andrzeja Kretka. Pomiędzy 72. a 77. minutą gospodarze trzykrotnie pokonywali Mariana Kelemena. Dwa gole zdobył Sernas, a Robak dorzucił trzecią bramkę i skompletował w ten sposób hat-tricka. Śląsk do końca starał się strzelić choćby jednego gola. Udało się to w 90.minucie, kiedy rezerwowy Waldemar Sobota popisał się pięknym strzałem zza pola karnego, nie dając najmniejszych szans Mielcarzowi.
Widzew zwyciężył po bardzo efektownym i efektywnym spotkaniu 5:2 i przybliżył się do czołówki tabeli.
- Śląsk nie zasłużył na tak wysoką porażkę. Na pewno nie wstydzę się za postawę moich zawodników i nie mam do nich pretensji. Wynik patrząc na naszą grę, jest zbyt wysoki - powiedział po meczu trener Śląska Wrocław Ryszard Tarasiewicz.
- W piłce nożnej decydują detale, a takim głównym jest... OK. Miałem tego nie mówić, ale karnego dla Widzewa nie było, zatem pierwszej bramki być nie powinno. My po bramce Ćwielonga prowadzilibyśmy 1:0 i do przerwy by tak pozostało. Po drugie mieliśmy swoje sytuacje i to szybciej niż Widzew, ale nie zamieniliśmy ich a bramki. A do tego, Widzew miał blisko stuprocentową skuteczność i wykorzystał wszystkie swoje sytuacje - zakończył Tarasiewicz.
ASInfo