Sezon rozpoczynał w kieleckiej Koronie, a dziś mógł ją pogrążyć. Cezary Wilk wyprowadził Wisłę na prowadzenie 2-1, lecz bohaterem spotkania nie został
– Moja bramka nie wystarczyła, bo straciliśmy dwa gole. Niestety, uciekły nam dwa punkty. Dzisiaj chcieliśmy wygrać za wszelką cenę na inaugurację stadionu i uradować licznie przybyłych kibiców, ale tak się nie stało – mówił opuszczając stadion.
- Traktowałem ten mecz jak każdy inny. Dla mnie nie ma różnicy, że wśród rywali miałem więcej znajomych. To nie może mieć przecież wpływu na grę – zarzekał się defensywny pomocnik Wisły, jednak od pierwszej minuty przejawiał wyjątkową chęć do gry. Właśnie on, a nie Radosław Sobolewski był ostoją zespołu w środku pola.
Wilk przyzwyczaił się do występów na nowoczesnym kieleckim stadionie, ale doceniał wsparcie sympatyków przy Reymonta. – Atmosfera była fantastyczna – chwalił. – O to chodzi w piłce, by grać dla wielu bawiących się kibiców. Problemem był tylko wynik – dodał.
rb