Bartosz Ślusarski mocno przeżywał piątą porażkę z rzędu swojej drużyny. - Ile trzeba strzelić bramek, żeby wygrać u siebie? Cztery? - pytał po meczu. Sam musi bić się w pierś - nie wykorzystał rzutu karnego.
- Z czego wynika kolejna porażka z rzędu? Jak ktoś sobie przeanalizuje, to powinien wyciągnąć odpowiednie wnioski – z naszej głupoty. No bo ile trzeba strzelić bramek, żeby wygrać u siebie? Cztery? Przed meczem powiedziałem, że powinniśmy byli zagrać konsekwentnie z tyłu na zero, a jednocześnie ofensywnie, do przodu. Zagraliśmy właściwie na trzech napastników, były sytuacje - żałuje napastnik Cracovii.
- Szkoda rzutu karnego, źle uderzyłem. Każdemu może się to zdarzyć. Tu nie chodzi jednak o „jedenastkę”, ale o piąty mecz bez punktów. Kolejny raz ktoś musi popełnić błąd. Mówię o tym, a sam zagrałem do środka przy pierwszej bramce - przyznaje Ślusarski.
- Kibice pytają, co jest. Co mam im powiedzieć? Nie dziwię się ich frustracji. Mam żal o rzut karny, bo gdybym strzelił, może byłby remis, a może byśmy wygrali. Co mam powiedzieć?
ST/DG, cracovia.pl