- Sytuacja odwróciła się kompletnie, bo to Lech Poznań rozdaje karty. Musimy zagrać i wygrać, odrzucając wszelkie spekulacje – mówi Henryk Kasperczak przed wieńczącym sezon sobotnim meczem Wisły Kraków z Odrą Wodzisław.
Chociaż szanse na mistrzowski tytuł są nikłe po remisie z Cracovią, to wie, że trzeba walczyć, by nie żałować niewykorzystanej szansy, która może się nadarzyć.
Wszystkie drużyny zapowiadają grę o trzy punkty, bowiem nie chcą stracić zajmowanych pozycji i zarazem wyższych premii finansowych. – W życiu zawsze są dwie motywacje: finansowa i sportowa – zdaje się pocieszać, szukając nadziei na dogonienie „Kolejorza”.
Do Krakowa zawita Odra, mająca już tylko matematyczne szanse na uratowanie się przed degradacją. – Nie możemy się jej bać. Interesuje nas zwycięstwo, bo zagramy przeciwko ostatniej drużynie w tabeli. Na pewno przyjedzie zawalczyć, ale jesteśmy faworytem i musimy to pokazać – podkreśla. Według niego koncepcja budowy składu o doświadczonych graczy była słuszna, albowiem dawało to większe prawdopodobieństwo, iż udźwigną ciężar rywalizacji o utrzymanie.
Wciąż nie wiadomo, czy do dyspozycji Kasperczaka będą Paweł Brożek i Pablo Alvarez. Bliżej powrotu jest pierwszy z nich. Nie ma natomiast obaw o występ Piotra Brożka i Arkadiusza Głowackiego, którzy po wtorkowym spotkaniu narzekali na lekkie urazy. A czy istnieje możliwość, by ewentualną nieobecność Urugwajczyka na prawej stronie obrony uzupełnił Mariusz Jop? – To był pechowy kiks. Nie jest to łatwa sprawa, gdyż grał bardzo dobry mecz. Wpadka zadecydowała jednak na jego wyniku. Zobaczymy od nastawienia Mariusza, czy zagra i w ogóle znajdzie się na ławce rezerwowych – odniósł się do samobójczego trafienia w derbach.
Kasperczak nie zdradził, czy była jakakolwiek reakcja ze strony włodarzy klubu na remis i możliwą utratę tytułu. – To jest moja prywatna sprawa, z kim rozmawiam. Wszystko może się zdarzyć. Ale to może być nawet mój ostatni mecz na ławce Wisły, bo trenerzy muszą być przygotowani na takie sytuacje – zaznaczył.
rb