Zamiast efektownego sukcesu piłkarze Wisły musieli się zadowolić skromną wygraną 2-1, mimo że przez z górą 80 minut mieli zdecydowaną przewagę w meczu ekstraklasy z Jagiellonią Białystok.
ZOBACZ GALERIĘ ZDJĘĆ Z SOSNOWCA!
Wisła Kraków – Jagiellonia Białystok 2-1 (2-0)
1-0 Diaz 22
2-0 Paweł Brożek 30
2-1 Pawełek 82 (samobójcza)
Sędziowali: Tomasz Mikulski oraz Piotr Sadczuk i Andrzej Głowacki – wszyscy z Lublina. Żółte kartki: Pawełek (90+1) - Bruno (72), Reich (87). Widzów: 3000.
WISŁA: Pawełek - Alvarez, Głowacki (69 Jop), Marcelo, Piotr Brożek - Łobodziński (78 Ćwielong) , Sobolewski, Diaz (88 Cantoro), , Kirm - Paweł Brożek, Małecki,
JAGIELLONIA: Gikiewicz - Thiago Cionek, Stano, Skerla, Alexis – Lewczuk (46 Reich) , Hermes, Zawistowski, Bruno - Grosicki (81 Gustavo), Frankowski (59 Jezierski).
W czterech pierwszych spotkaniach tego sezonu broniący mistrzowskiego krakowianie zgromadzili komplet punktów, ich rywale odnieśli trzy zwycięstwa przed własną publicznością i raz – w Bełchatowie - zanotowali remis. Gdyby nie to, że Jagiellonia została ukarana odjęciem 10 punktów – dzisiejsze widowisko w Sosnowcu można by określić mianem… meczu na szczycie tabeli.
Krakowianie bardzo szybko jednak , bo w ciągu pół godziny, rozwiali nadzieje białostockiej drużyny na nawiązanie wyrównanej walki, zdobywając dwie bramki. W 22 min po dośrodkowaniu z prawego skrzydła Wojciecha Łobodzińskiego w pole karne, powstało ogromne zamieszanie. Patryk Małecki trafił w nogę Pawła Brożka, ale piłkę przejął jeszcze Junior Diaz i z bliska umieścił piłkę w siatce. 8 minut później było już 2-0. Małecki zagrał w poprzek do Pawła Brożka, który z 20 m precyzyjnym uderzeniem po ziemi nie dał szans Rafałowi Gikiewiczowi.
W podstawowym składzie mistrzów Polski znalazł się Marcelo, choć w tym tygodniu musiał zeznwać przed sadem w Brazylii w sprawie swojego kontraktu z Santosem i od wtorkowego popołudnia nie trenował z kolegami z Wisły. Dziś nie miał za wiele pracy, podobnie jak cały blok defensywny, bo od początku „Biała Gwiazda” wyraźnie dominowała na boisku. Pierwszą znakomitą okazję miała w 10 min, ale Malecki niecelnie główkował, marnując dobre zagranie Pawła Brożka. Zbyt anemicznie, żeby zaskoczyć Gikiewicza strzelił w 28 min Andraż Kirm, a szarża Łobodzińskiego w 38 min, zamiast trzeciego gola, przyniosła wiślakom tylko rzut rożny.
Jagiellonia przed przerwą podjęła zaledwie jedną próbę zaskoczenia Mariusza Pawełka, gdy z dystansu w 43 min strzelił obok słupka Bruno.
Także w drugiej połowie podopieczni Macieja Skorży spokojnie realizowali założenia taktycznie, spokojnie – kilkoma podaniami – rozgrywali piłkę w środku pola i czekali na dogodne okazje do wykorzystanie szybkości skrzydłowych. Białostocczanie nie potrafili krakowianom w tym przeszkodzić, byli zupełnie bezradni. W 59 min trener Michał Probierz ściągnął z murawy Tomasza Frankowskiego, który nie stanowił dla obrony Wisły żadnego zagrożenia i wprowadził w jego miejsce Remigiusza Jezierskiego.
Dopiero w 65 min po raz pierwszy refleksem i umiejętnościami mógł się wykazać Mariusz Pawełek, wybijając piłkę na róg po strzale z ponad 20 m Kamila Grosickiego.
Spokój zawodnikom Wisły najbardziej zmącił trochę przypadkowy uraz Arkadiusza Głowackiego, który doznał rozcięcia łuku brwiowego. Bez kapitana nie czuli się tak pewnie. Potrzebowali impulsu, ożywienia. Miał je wprowadzić Piotr Ćwielong. Zanim zastąpił Łobodzińskiego, ten w 78 min jeszcze fatalnie spudłował z pola karnego.
W końcówce meczu stało się coś nieoczekiwanego. Zamiast kolejnych trafień krakowian, padł gol dla Jagiellonii. Nieporozumienie Jopa z Marcelo wykorzystał Jezierski, strzelił w słupek, piłka odbiła się od pleców Pawełka i wpadła do bramki Krakowianie na własne życzenie znaleźli się w poważnych opałach. Niewiele brakowało by w doliczonym czasie, w pierwszej z trzech dodatkowych minut wyrównał Pavol Stano, spudłował minimalnie.
Jerzy Sasorski
ZDANIEM TRENERÓW:
Maciej Skorża, Wisły Kraków:
- Ten mecz to dobry przykład na to, jak mogą skończyć się zawody, gdy nie potrafimy dobić przeciwnika. Zamiast trzeciego gola była bramka dla rywali i w samej końcówce mógł paść remis. To dla nas nauczka, jak niespodziewanie mogą się potoczyć losy meczu. Ale wyciągamy z tego wnioski. Czego nam zabrakło? Zabrakło nam spokoju, uderzeń na bramkę, akcje były jakieś szarpane. Mamy 15 punktów na koncie i bardzo się z tego cieszymy. Teraz ośmiu graczy rozjedzie się po różnych reprezentacjach, a za dwa tygodnie znowu liga.
Arek Głowacki ma rozciętą głowę, ale mam nadzieję, że to tylko sprawa chirurgiczna i skończy się tylko na szyciu. Za dwa tygodnie powinien być gotowy do gry. Co do Pawła Brożka, to po nieudanej przymiarce do Fulham dobrze się zachowuje, wykazuje dużą dojrzałość. Ale, pamiętajmy, okno transferowe jeszcze się nie zamknęło.
Michał Probierz, Jagiellonia Białystok:
- Pierwsza bramka, po stałym fragmencie gry, ustawiła mecz. Drugi gol już uspokoił Wisłę. Być może krakowianie liczyli, że po tych bramkach my się położymy, ale nic z tego. Przy odrobinie cwaniactwa mogliśmy wyrównać w 90. minucie, ale to byłby już nadmiar szczęścia. Po tym meczu będzie dużo wniosków, bo bardzo wiele rzeczy nie zrealizowaliśmy. Generalnie muszę jednak pochwalić swój zespół za ten mecz.
Marco Reich wszedł na drugą połowę i pokazał charakter. Szkoda, że więcej takich graczy nie miałem. Ale nie żałuję, że wpuściłem go dopiero na drugą połowę. Co do Tomka Frankowskiego to nie zawsze się gra rewelacyjnie i strzela bramki. Chciałbym tylko przypomnieć, że na wyjazdach nie zdobywa on ostatnio goli. Ale chcemy teraz Tomka odbudować.
JEM
GALERIA ZDJĘĆ Z SOSNOWCA