To był prawie wymarzony debiut Radosława Matusiaka w Cracovii. Do pełni szczęścia brakowało tylko bramki w zwycięskim meczu z Lechem, ale była za to cudowna asysta, bez dotykania piłki, przy golu Pawła Sasina. - Na pewno byłoby wspaniale, gdybym do tej wygranej z Lechem dołożył jeszcze bramkę. Ale cieszę się z tego co jest, albowiem bardzo mi zależało na tym, by Cracovia wygrała po raz pierwszy w tym sezonie – dzieli się z nami swoją radością „Rado”, który zaraz po meczu otrzymał burzę braw od garstki wiernych kibiców Pasów.
- Z Bartoszem Ślusarskim rozumiał się pan bez słów, mimo że dopiero zaczęliście wspólne treningi. Skąd ta owocna współpraca?
- Razem trenowaliśmy w Cracovii raptem dwa dni, ale znamy się przecież ze wspólnych występów i treningów w reprezentacji młodzieżowej. Na pewno trzeba nam jeszcze czasu, a może być jeszcze lepiej. Oby tylko kontuzja Bartka nie była zbyt groźna.
- Na pewno pańska radość byłaby jeszcze większa, gdyby udało się panu pokonać chociaż raz Grzegorza Kasprzika. A sytuacji nie brakowało…
- Na pewno miałem sporo sytuacji, ale brakowało zwykłego szczęścia. Była za to poprzeczka i kilka sytuacji sam na sam. Ale z czasem będzie jeszcze lepiej, po to przyszedłem do Cracovii by się odbudować. Najważniejsze jest to, że Paweł Sasin trafił do siatki i wygraliśmy z Lechem. Ja kątem oka widziałem, że jest bardzo dobrze ustawiony i dlatego przepuściłem mu piłkę. No i Paweł zrobił swoje.
- Sytuacja z ostatniej minuty doliczonego czasu gry może się panu śnić po nocach. Czego zabrało, by ten długi rajd z piłką od połowy boiska zakończyć bramką?
- Po prostu zabrakło mi sił i Kasprzik skutecznie wybił mi piłkę. Biegnąc z nią od połowy boiska miałem pomysł na zdobycie bramki, ale tych sił już nie było.
- Z pewnością nie żałuje pan, że dał się namówić Orestowi Lenczykowi na przeprowadzkę z Widzewa do Cracovii?
- Trener Lenczyk bardzo dobrze przygotowywał mnie do gry w Bełchatowie, więc nie było problemów, by dać się namówić na przejście do jego nowej drużyny. On był tym magnesem, który ściągnął mnie do Krakowa. Bardzo mu ufam i cieszę się, że mogę grać w Cracovii.
Jerzy Mucha