Wisła wygrała z Arką w Gdyni 1-0 po samobójczym trafieniu Adriana Mrowca. Na trybunach stadionu w Gdyni w towarzystwie menedżera Pawła Brożka Radosława Osucha byli wysłannicy Fulham Billy McKinlay, menedżer rezerw Fulham FC i Barry Simmonds, szef skautingu tego klubu. Jeszcze dziś napastnik "Białej Gwiazdy" może zostać sprzedany. - Wiem, że Wisła negocjuje kwotę odstępnego, ja swoich indywidualnych warunków jeszcze nie ustalałem, ale mam nadzieję, że odejdę jeszcze w tym okienku transferowym. Jest taka możliwość, że to mój ostatni wywiad dla Canal+" - mówił po meczu przed kamerami stacji Paweł Brożek.
Arka Gdynia - Wisła Kraków 0-1 (0-1)
0-1 Mrowiec 45 (samobójcza)
Sędziowali: Hubert Siejewicz z Białegostoku oraz Konrad Sapela i Radosław Siejka - obaj z Łodzi. Żółte kartki: Płotka (83, faul na Małeckim) – Małecki (83, faul na Płotce). Widzów 6000.
ARKA: Bledzewski - Kowalski, Szmatiuk, Płotka, Bednarek (75 Ulanowski) - Sokołowski, Mrowiec, Ława, Wachowicz (66 Ljubenow) - Labukas, Trytko (81 Niciński).
WISŁA: Pawełek - Alvarez, Głowacki, Marcelo, Piotr Brożek - Łobodziński (68 Cantoro), Sobolewski, Diaz (80 Ćwielong), Kirm – Małecki (90+3 Jirsak), Paweł Brożek.
Szarża Patryka Małeckiego w 45 min zapewniła piłkarzom Wisły prowadzenie w meczu ekstraklasy w Gdyni. Były zawodnik „Białej Gwiazdy” Adrian Mrowiec, starając się wygarnąć piłkę spod nóg krakowskiego piłkarza zrobił to tak nieszczęśliwie, że mocno strzelił do… swojej bramki. Choć w drugiej połowie mistrzowie Polski mieli kilka bardzo dogodnych okazji do strzelenia gola, wynik się już nie zmienił. Drużyna z Reymonta umocniła się na prowadzeniu w tabeli, to jej ósme z rzędu ligowe zwycięstwo.
Od początku dzisiejszego meczu w Gdyni mistrzowie Polski, którzy w trzech poprzednich spotkaniach zdobyli komplet - 9 punktów i strzelili dziewięć goli, tracąc zaledwie jednego, musieli toczyć z gospodarzami niezwykle twardą walkę. Nowy trener Arki, debiutujący w tej roli w naszej ekstraklasie Dariusz Pasieka nastawił podopiecznych na agresywną, ofensywną grę.
Już między 13 a 15 minutą Mariusz Pawełek, który wrócił do wiślackiej bramki, znalazł się w ogromnych opalach. Trzykrotnie groźnie strzelał Łukasz Kowalski. Dwa razy - po główce i mocnym uderzeniu prawego obrońcy gdynian sparował piłkę na róg, raz odbiła się od nóg jednego z krakowskich defensorów. Do tej momentu Arka wykonała aż pięć rożnych.
Jeszcze lepszą okazję do uzyskania prowadzenia dla „Białej Gwiazdy” miał jednak w 18 min Paweł Brożek. Nie dał złapać na pułapkę ofsajdową i znalazł się sam na sam z Andrzejem Bledzewskim. Przelobował bramkarza Arki, ale piłka wylądowała na bocznej siatce.
Kibice przez całą pierwszą połowę oglądali bardzo ciekawe, emocjonujące widowisko, na ataki Arki Wisła odpowiadała kontrami.
W 45 min na indywidualną akcję zdecydował się Patryk Małecki, minął Kowalskiego. Tańczącemu z piłką, mijającemu rywali 21-letniemu wiślakowi starał się przeszkodzić Adrian Mrowiec, ale zrobił to tak niefortunnie, że soczystym strzałem pokonał własnego bramkarza!
Małecki mógł pogrążyć Arkę w 51 min, gdy po szybkiej akcji z Pawłem Brożkiem uderzył z pierwszej piłki lewą nogą. Bledzewski interweniował z dużym trudem, ale nie dał się zaskoczyć. Obserwując ostatnio poczynania Małeckiego dziw bierze, że nie znajduje on uznania w oczach Leo Beenhakkera. Selekcjoner nie znalazł nawet miejsca dla „Małego” w szerokiej kadrze pierwszej reprezentacji przed jesiennymi meczami eliminacyjnymi mistrzostw świata.
W 63 min precyzji zabrakło natomiast Słoweńcowi Andrażowi Kirmowi. Pretensje do kolegi miał dobrze ustawiony w polu karnym Małecki. Dwie minuty później Kowalski omal nie powtórzył „wyczynu” Mrowca tuż sprzed przerwy.
Zmuszeni do cofnięcia się gospodarze podjęli znów ofensywną próbę w 69 min, tyle, że Lubomir Ljubenow źle nastawił celownik. Ta zaczepka nie wybiła z rytmu wiślaków i w 71 min bardzo bliski podwyższenia wyniku był Mauro Cantoro, ale Bledzewski skutecznie mu w tym przeszkodził, podobnie jak w 73 mi n strzelającemu z ostrego kąta - po minięciu Roberta Bednarka - Pawłowi Brożkowi. Piłka odbiła się od słupka!
Zanim krakowianie wypracowali te dwie świetne okazje, arbiter Hubert Siejewicz okazał się bardzo wyrozumiały dla Mrowca, faulującego bez pardonu Kirma. Czerwona kartka nie byłaby wcale nadmierną karą.
Wisła, podobnie jak wiosną, odniosła w Gdyni skromne zwycięstwo 1-0, ciężko musiała na nie zapracować, cel jednak osiągnęła.
Sas