Piłkarze Cracovii - w obecności zaledwie 200 najwierniejszych sympatyków - przegrali w Sosnowcu z Polonią Bytom 1-2. To już szósty kolejny mecz krakowian bez zwycięstwa i chyba najsłabsze spotkanie w tym sezonie. "Pasy" prowadziły po golu Sachy, ale później nie upilnowały Podstawka przy stałym fragmencie gry. Zwycięskiego gola dla gości strzelił w końcówce spotkania... Polczak, trafiając do własnej bramki.
Cracovia - Polonia Bytom 1-2 (1-1)
1-0 Sacha 34
1-1 Podstawek 42
1-2 Polczak 83 (samob.)
Sędziował Marcin Szulc (Warszawa). Żółta kartka - Pawlusiński. Widzów 200.
CRACOVIA: Cabaj – Sasin, Polczak, Tupalski, Derbich – Pawlusiński, Klich (74 Karcz), Szeliga, Sacha (83 Grzegorzewski) – Goliński (55 Baran) – Matusiak.
POLONIA: Skaba – Hricko, Kulpaka, Killar, T. Nowak, Barcik (65 Trzeciak), Sawala, Grzyb, Radzewicz (82 Tomasik), Bažik, Podstawek (65 Zieliński).
Grząskie, rozmokłe boisko w Sosnowcu z pewnością nie ułatwiało zadania piłkarzom. Od początku lepiej czuła się w tych warunkach Polonia, za to Cracovia próbowała wszystko nadrabiać ambicją. W 6 minucie z dystansu uderzał Goliński, ale Skaba zdołał odbić futbolówkę do boku. Przejął ją Pawlusiński i zagrał na dłuższy słupek do Matusiaka. Napastnik "Pasów" spóźnił się z wślizgiem, lecz i tak gol nie byłby uznany, bo arbiter boczny podniósł chorągiewkę. Sześć minut później z rzutu wolnego dośrodkował Bažik, Polczak nie upilnował Kulpaki, ale po jego główce na posterunku był Cabaj. W 23 minucie zza linii pola karnego uderzył Radzewicz, piłka po rykoszecie szybowała tuż przy słupku, lecz golkiper Cracovii zdołał ją złapać. W 34 minucie po prostopadłym zagraniu Golińskiego sam przed Skabą znalazł się Sacha. Strzelił mało precyzyjnie, ale futbolówka odbiła się od nogi bramkarza i pomocnik "Pasów" głową skierował piłkę do pustej siatki. Wydawało się, że krakowianie utrzymają prowadzenie do przerwy. Tymczasem Polonia egzekwowała rzut rożny, którego wykonawcą jak zwykle był Bažik. Dośrodkował na piąty metr, gdzie zupełnie nie pokryty Podstawek "główką" umieścił futbolówkę przy słupku. Całkowicie niezrozumiała postawa Cracovii, która zapewne wszystko wiedziała o groźnych stałych fragmentach gry bytomian.
- Trudno nam było wejść w ten mecz po dłuższej przerwie. Lepiej nam się grało z tygodnia na tydzień. Stałe fragmenty ćwiczymy i należy się tylko cieszyć, że rywale dali się zwieść - mówił w przerwie zdobywca wyrównującego gola.
Po zmianie stron Cracovia w zasadzie nie istniała i nie była w stanie zagrozić bramce rywala. Uderzenie z 30 m Derbicha w 77 minucie i słaba "główka" Grzegorzewskiego w doliczonym czasie gry to za mało, aby myśleć o jakiejś zdobyczy punktowej. Poloniści rozpoczęli drugą odsłonę od sytuacji bramkowej. Odpuszczony przez Polczaka Podstawek z półobrotu oddał mocny strzał i tylko refleksowi Cabaja "Pasy" zawdzięczają, że nie stracili gola. Z każdą minutą rosła przewaga bytomian. W 67 minucie Nowak zakręcił w polu karnym Sasinem i Szeligą, po czym znów musiał interweniować bramkarz "Pasów". Po chwili futbolówkę tuż nad górnym rogiem posłał głową Nowak i Cabaj nie wytrzymał. - Panowie, k...a, w górę!
Sunęły kolejne ataki Polonii zakończone uderzeniami Radzewicza i Bažik, po czym doszło do kuriozalnej sytuacji. Po dalekiej wrzutce z rzutu wolnego Polczak fatalnie interweniował i wpakował piłkę do własnej bramki. Jakby tego było mało, to za moment brutalnie zaatakował Tomasika, ale żółtą kartkę ujrzał... Pawlusiński. To nie są najlepsze dni w karierze reprezentacyjnego obrońcy.
Cracovia zanotowała szósty mecz mecz zwycięstwa. Rozegrała chyba najsłabsze spotkanie w tym sezonie obserwowane przez garstkę wiernych fanów. - Była bezradna - podsumował znany szkoleniowiec Jan Żurek. I trzeba się z tym stwierdzeniem zgodzić.
Lenczyk: Jestem zaskoczony
"Pasy" nie zaznały smaku zwycięstwa od sierpniowego pojedynku z Lechem Poznań. Po meczu opiekun krakowian, Orest Lenczyk przyznał, że jest zdziwiony postawą swojego zespołu.
- Jestem najbardziej zaskoczony tym, co działo się na boisku. Ostatnie dwa tygodnie, a szczególnie sparing z Koroną wyglądały tak, jakby coś drgnęło. Tymczasem ten mecz uważam za absolutnie nieudany. Wcale nie chodzi o wynik, dziś grała tylko jedna drużyna - Polonia - obwieścił Lenczyk.
- Mimo że udało nam się strzelić bramkę, to kolejny mecz pokazał, że prowadząc mamy większe problemy, niż nie prowadząc. Bardzo dużym kłopotem są stałe fragmenty gry. Nie mamy lidera na boisku, nie mamy tej charyzmy, która powinna cechować drużynę grającą w Ekstraklasie. Krzyczący w bramce Marcin Cabaj to może nie mało, ale to nie on powinien to robić - zauważył szkoleniowiec. - Widząc w szatni mocno zmęczonych zawodników, z głową między kolanami, wiem, że przed nami tydzień ciężkiej roboty, aby to podnieść. Tym bardziej, że jedziemy do Odry, a w Wodzisławiu zawsze trudno się gra - dodał.
Po raz kolejny Lenczyk odniósł się do tego, że Cracovia gra swoje mecze w roli gospodarza poza Krakowem: - Nie mamy meczów na swoim stadionie, co było dziś widać.. Gdyby było dziesięć tysięcy kibiców, to pewnie byłby doping, a nie krzyki w moją stronę, czy piłkarzy.
Szatałow: O jedną bramkę lepsi
Polonia Bytom Jurija Szatałowa zanotowała kolejne ligowe zwycięstwo.
- Oceniając ten mecz powiem, że był on wyrównany, a drużyny stworzyły sobie kilka sytuacji. Kiepsko gra się przy pustych trybunach, widowisko nie jest wtedy za dobre. Byliśmy lepsi o tę jedną bramkę i w efekcie cieszymy się ze zwycięstwa. Na gorąco nie chcę oceniać debiutującego Piotra Kulpaka, ale ten występ może zaliczyć na plus - skomentował po końcowym gwizdku Szatałow.
(ASInfo/cracovia.pl)
AnGo