Już 25 punktów ma prowadząca w piłkarskiej ekstraklasie Wisła Kraków. Dziś we Wrocławiu rozprawiła się ze Śląskiem, grając od 25 minuty z przewagą jednego zawodnika. Z 24 sytuacji wykorzystała jednak tylko trzy, zwycięstwo mistrzów Polski powinno być efektowniejsze. Patryk Małecki zdobył swoją piątą bramkę w tym sezonie, a Paweł Brożek - czwartą, setną natomiast w oficjalnych meczach „Białej Gwiazdy".
Zobacz fotorelację z Wrocławia
Śląsk Wrocław - Wisła Kraków 1-3 (0-1)
0-1 Paweł Brożek 30
0-2 Ćwielong 57
0-3 Małecki 78
1-3 Dudek 80 (z karnego)
Sędziowali: Szymon Marciniak oraz Paweł Sokolnicki i Krzysztof Nejman - z Płocka . Żółta kartka: Marcelo (45+1, faul na Dudku). Marcelo Czerwona kartka: Celeban (25, faul na Pawle Brożku). Widzów 10 000.
ŚLĄSK: Vazgec - Socha, Fojut, Celeban, Pawelec - Mila, Łukasiewicz (46 J. Gancarczyk), Ulatowski (86 Biliński), Dudek, Spahic - Szewczuk.
WISŁA: Pawełek - Alvarez, Głowacki, Marcelo, Piotr Brożek – Ćwielong (77 Łobodziński), Diaz, Jirsak (90+2 Cantoro) , Kirm - Paweł Brożek, Małecki (90+3 Burliga).
W dzisiejszym meczu ekstraklasy we Wrocławiu musieli wystąpić mistrzowie Polski, piłkarze Wisły bez kluczowego zawodnika, kontuzjowanego Radosława Sobolewskiego. W tej sytuacji trener Maciej Skorża postanowił, że parę środkowych pomocników tworzyć będą: Junior Diaz i Tomas Jirsak.
Gospodarze - także osłabieni wskutek absencji leczących urazy Marka Gancarczyka i Vuka Sotirovicia - starali się utrzymywać piłkę jak najdalej od własnej bramki, obawiając się szybkich, zdecydowanych ataków krakowian. Przy bardzo agresywnej postawie wiślaków wcale nie było to łatwe. Tym bardziej, że od 25 minuty Śląsk grał w dziesiątkę - po faulu taktycznym, „podcięciu” Pawła Brożka Piotr Celeban został ukarany czerwoną kartką.
Paweł Brożek w 30 min strzelił gola, wykorzystując prezent przesuniętego do obrony Antoniego Łukasiewicza, który nie podjął już ryzyka wyłuskania piłki napastnikowi gości w polu karnym, obawiając się podzielenia losu Celebana. Paweł Brożek, mając przed sobą tylko Vazgeca uderzył precyzyjnie. To jego setne trafienie dla Wisły w oficjalnych występach w barwach klubu z Reymonta. Zanim to uczynił, zmarnował co najmniej trzy znakomite okazje, nie potrafił bowiem poradzić sobie z piłką w 12 min, marnując prostopadłe podanie brata-bliźniaka - Piotra, a w 21 i 22 min doskonałe zagrania żywego jak srebro Patryka Małeckiego.
W 26 min Ivo Vazgec nie dał się pokonać z bliska Andrażowi Kirmowi, a w 33 min spudłował Piotr Ćwielong, gdy po raz kolejny świetną akcją i dokładnym podaniem popisał się Małecki. Jeszcze w doliczonym czasie pierwszej połowy mógł podwyższyć wynik Paweł Brożek, kończąc niebezpieczną kontrę, piłka przeszła jednak tuż obok słupka.
Przed przerwą wrocławianie tylko dwa razy poważniej zaniepokoili Mariusza Pawełka. W 10 min Amirowi Spahiciowi po indywidualnej akcji, zabrakło paru centymetrów do szczęścia, za to Sebastian Mila w 42 min mimo muru rywali zdołał groźnie strzelić z 17 m z wolnego (za faul Pablo Alvareza na Tomaszu Szewczuku), ale bramkarz Wisły efektowną paradą zażegnał niebezpieczeństwo.
Gdy w 57 min Piotr Ćwielong umiejętnie przejął dośrodkowanie Kirma, uwolnił się od Mariusza Pawelca i skierował z kilku metrów piłkę do siatki, stało się jasne, że wiślacy wezmą rewanż za ligową porażkę 1-2 jesienią ubiegłego roku, mieli przecież nie tylko przewagę dwóch bramek i o jednego piłkarza więcej, lecz przede wszystkim zdecydowanie dominowali na boisku, czego efektem były następne dogodne sytuacje. W 59 min centry Małeckiego nie zamienił na trzeciego gola Kirm, bo za mało dokładnie uderzył piłkę głową. Z kolei w 70 min Małeckiemu nie udało się sfinalizować koronkowej akcji kilku kolegów. W 73 min dwa razy przed szansą pokonania Vazgeca stanął Kirm, lecz nie miał najlepiej ustawionego celownika.
Słoweniec rehabilitował się rajdami lewym skrzydłem i po jednym z nich w 78 min idealnie obsłużył nadbiegającego Małeckiego, a ten pewnie zdobył bramkę, już swoją piątą w tym sezonie ekstraklasy.
Na otarcie łez w 80 min Sebastian Dudek wykorzystał karnego uderzeniem po ziemi w róg. Młody 28-letni arbiter dał się nabrać Spahiciowi, bo Alvarez zawodnika z Bośni i Hercegowiny wcale nie faulował.
Przez 10 sekund zdążył jeszcze zadebiutować w najwyższej klasie rozgrywkowej Łukasz Burliga.
Zdaniem trenerów
Maciej Skorża, Wisła:
- Był to ciężki teren i trudny przeciwnik, ale potrafiliśmy wykorzystać kluczowe momenty tego meczu. Przede wszystkim dojrzałość Pawła Brożka, który najpierw odbiera piłkę Celebanowi i prokuruje faul, po czym zawodnik gospodarzy opuszcza boisko. Potem błąd Antka Łukasiewicza i zdobywamy pierwszą, bardzo ważną bramkę. Mecz nam się ułożył, potrafiliśmy w niezłym stylu prowadzić grę. Czasem, jak się gra przeciwko dobrze ułożonej i zdeterminowanej drużynie, która traci zawodnika, to wcale łatwo być nie musi. Dzisiaj potrafiliśmy grać mądrze, utrzymywać się przy piłce, rozciągać obronę przeciwnika i stwarzać sytuacje. Mimo wielu akcji byliśmy jednak nieskuteczni, z drugiej strony nie chcę narzekać. Trzy bramki zdobyte na wyjeździe to jest bardzo dobry rezultat. Cieszę się, że potrafiliśmy te sprzyjające okoliczności wykorzystać.
Ryszard Tarasiewicz, Śląsk:
- Przegraliśmy z zespołem, który był lepszy od Śląska pod każdym względem. Nie wiadomo jednak jak potoczyłby się ten mecz, gdybyśmy grali w komplecie i nie popełnili tak rażących błędów indywidualnych. Być może moglibyśmy się pokusić o lepszy rezultat i grę. Wiadomo, że z zespołem, który ma taki komfort psychiczny jak Wisła, która jest liderem i ma sporą ilość punktów, na pewno nie wolno sobie pozwolić na takie błędy. Gdybyśmy zagrali tak z Legią bądź Ruchem, to byłoby równie ciężko. Myślę, że trzeba szukać punktów z zespołami, które są na takim samym poziomie jak Śląsk Wrocław. A Wisła Kraków takim zespołem nie jest. Ilość wygranych przez Wisłę pojedynków jeden na jednego była dużo większa. A zawsze mówiłem, że jest to solą piłki, gdy można stworzyć w ten sposób przewagę.
Sas