W minionym tygodniu Orest Lenczyk zastąpił na stanowisku trenera Artura Płatka. Wydawało się, że nowy szkoleniowiec miał zbyt mało czasu, aby odmienić "Pasy". Tymczasem skazana na pożarcie w stolicy Cracovia rozegrała dobre spotkanie, nie straciła gola i wywalczyła pierwszy punkt w nowym sezonie.
Legia Warszawa - Cracovia 0-0
Sędziował Robert Małek (Zabrze). Żółte kartki: Rzeźniczak, Komorowski - Baran, Pawlusiński, Tupalski. Czerwona kartka - Rzeźniczak (90, za drugą żółtą). Widzów 3500.
LEGIA: Mucha - Rzeźniczak, Astiz, Szala, Komorowski, Radović (46 Szałachowski), Borysiuk (79 Roger), Iwański, Giza, Rybus - Mięciel (66 Paluchowski).
CRACOVIA: Cabaj - Mierzejewski, Polczak, Tupalski, Derbich - Szeliga, Kłus (36 Sasin), A. Baran (86 Wasiluk), Moskała (90 Witkowski) - Pawlusiński, Ślusarski.
Trener Lenczyk przywrócił do kadry pierwszej drużyny Arkadiusza Barana i okazało się to celnym posunięciem. Pomocnik gości o grze w piłkę nie zapomniał, imponował spokojem i z pewnością był dobrym duchem zespołu. O grze Legii trudno coś dobrego napisać. Podopieczni Jana Urbana poruszają się po murawie zbyt wolno i rywal stosunkowo łatwo rozbija niemrawe ataki. Nie ma też w warszawskiej drużynie gwiazd, które w trudnych momentach mogłyby przejąć na swoje barki odpowiedzialność.
Krakowianie stosunkowo szybko wyczuli szansę na korzystny rezultat i przy lepiej nastawionych celownikach mogli sięgnąć po trzy punkty. Bohaterem powinien zostać Bartosz Ślusarski. W 9 minucie strzelał lewą nogą z linii pola karnego, ale minimalnie chybił. W 38 minucie znalazł się sam przed Janem Muchą i przegrał pojedynek. I wreszcie tuż przed przerwą powinien wykorzystać nieporozumienie Wojciecha Szali z bramkarzem, lecz i tym razem zabrakło szczęścia.
Po przerwie wprawdzie przeważała Legia, miała więcej z gry, lecz okazji bramkowych jak na lekarstwo. Najlepszą miał w 85 minucie Maciej Rybus, który uderzył po "długim rogu" i trafił piłką w słupek. Miejscowi kończyli spotkanie w dziesiątkę, bowiem w końcówce murawę opuścił - po drugiej żółtej kartce - Jakub Rzeźniczak.
Lenczyk: Światełko w tunelu
- Przez kilka dni udało się porozmawiać, trochę potrenować, przekonać, żeby światełko zaświeciło. Mieliśmy nawet sytuacje, aby zwyciężyć, ale która drużyna nie byłaby zadowolona z remisu na Legii? - pytał retorycznie doświadczony trener Orest Lenczyk.
Szkoleniowiec po przejęciu schedy po Arturze Płatku przyznał, że największa bolączką Cracovii jest "przeciekająca tama", czyli słaba gra w obronie: - To był właśnie największy problem - poustawiać grę w obronie. Udało się. A że nie wykorzystaliśmy świetnych okazji? Nie zamierzam narzekać. Ślusarskiemu powiedziałem wszystko na ucho. Publicznie nie zamierzam go krytykować. Legia ma lepszych piłkarzy. Chociaż dziś niekoniecznie to było widać - powiedział Lenczyk.
- Przed objęciem drużyny przez siedem godzin rozmawiałem z prezesem klubu, profesorem Filipiakiem. Po raz pierwszy pracuję w klubie, którego szefem jest profesor. Przekonał mnie do swoich pomysłów, a ja cieszę się tym bardziej, że znów prowadzę klub ze swojego miasta. Nie sądziłem, że jeszcze zdążę poprowadzić Cracovię. Martwi tylko, że nie możemy grać u siebie, ale w Sosnowcu i to bez publiczności. To zresztą była w dużej mierze przyczyna porażki aż 2-6 z Lechią. Chcę, żeby Cracovia się utrzymała, bo przy Kałuży buduje się stadion, a do niego musi być drużyna. Dlatego zastanawiamy się nad transferami. Dzisiejszy remis to dla Cracovii światełko w tunelu - spuentował Lenczyk.
Urban: Podarowaliśmy dwa punkty
Przed spotkaniem z Cracovią trener warszawskiej Legii zastanawiał się czym może go zaskoczyć nowy szkoleniowiec "Pasów", Orest Lenczyk. W sobotę przy Łazienkowskiej przekonał się o tym, że doświadczony trener krakowską dziurę w obronie przeistoczył w barbakan: - Przy tak skomasowanej obronie Cracovii nie potrafiliśmy wiele zrobić - przyznał po meczu Urban.
- Za wcześnie zaczęliśmy "rozdawać prezenty". Nie spodziewałem się, że możemy dzisiaj nie wygrać - mówił zmartwiony remisem opiekun Legii.
Legia odnotowuje wyraźną tendencję zniżkową. Na inaugurację ligi rozgromiła Zagłębie Lubin 4-0. Z Arką w Gdyni było wymęczone 1-0 po bramce Macieja Rybusa z wolnego. W sobotę nic już się nie dało wymęczyć, choć w końcówce znowu Rybus mógł przechylić szalę na korzyść Legii. Młody pomocnik po dośrodkowaniu Jakuba Rzeźniczaka trafił w słupek.
- Drużyny, które przyjeżdżają na Łazienkowską bronią się, dlatego jesteśmy skazani na atak pozycyjny. W tym spotkaniu zabrakło nam skuteczności. Mamy zawodników kreatywnych, którzy powinni tworzyć sytuacje. Choć oczywiście i Cracovia po kontrach miała okazje. Sporo błędów popełnili Ariel Borysiuk i Wojciech Szala. Błędy Ariela można tłumaczyć jego wiekiem, ale nie wiem z czego wzięła się słabsza postawa Szali. Dla każdego rywala punkty zdobyte z Legią to ogromny sukces nie tylko sportowy, ale i medialny - ocenił Urban.
Tak tłumaczył się ze swoich decyzji personalnych - rezygnacji z Rogera i gry jednym napastnikiem: - Znowu na ławce rezerwowych siedział Roger. Wpuściłem go na boisko dopiero kwadrans przed końcem, bo moim zdaniem ciągle nie jest w dobrej formie. Pomyślę jeszcze, czy w jakimś meczu nie zagramy dwójką napastników, ale pomyślę o tym tylko, gdy będę miał do wyboru wariant taki, że zagra np. Chinyama z Grzelakiem albo Mięcielem. Moim zdaniem Mięciel z Paluchowskim nie mogą razem grać z przodu. Nie kreują gry, a tacy zawodnicy powinni u nas przeważać.
Rybus: "Pasom" pomogła zmiana trenera
- Cracovia po przegranej u siebie 2-6 chciała koniecznie coś ugrać. Jak sami mówili - na zwycięstwo nie liczyli. Zmiana trenera wyszła im na dobre, ale to my zagraliśmy słaby mecz - stwierdził po meczu z Cracovią skrzydłowy Legii Warszawa, Maciej Rybus.
20-letni pomocnik przed tygodniem w meczu z Arką Gdynia w 84 minucie zapewnił Legii wygraną strzałem z rzutu wolnego. Teraz też mógł w końcówce przechylić szalę, ale tym razem nie udało się - po jego uderzeniu piłka trafiła w słupek. - Mogłem strzelić, tym razem się nie udało, ale to była jedna z nielicznych okazji. W pierwszej połowie Cracovia wyprowadziła dwie kontry i właściwie mogła prowadzić 2-0. My nie mieliśmy wtedy żadnej okazji. W drugiej połowie było trochę lepiej, ale niewiele. Już w Gdyni nie wyglądało to tak dobrze, jak w drugiej połowie meczu z Zagłębiem Lubin, ale nie wydaje mi się, aby nasza forma szła w dół. Cracovia nam dziś nie leżała - tłumaczył 20-letni pomocnik.
Komorowski: Cracovia tylko czekała na błąd
- Mieliśmy kilka sytuacji. To się zemściło i straciliśmy punkty. Jeżeli chce się wygrywać, to trzeba wykorzystać przynajmniej jedną. Ciężko się gra przeciwko drużynie, która tylko się broni i czeka na błąd. My atakowaliśmy, a oni czekali i wyszło jak wyszło - powiedział Marcin Komorowski. Lewonożny obrońca nie dokończył jednak spotkania z "Pasami" z powodu starcia z jednym z rywali. - Lekko rozciąłem głowę. Doktor założył mi szwy. Nic groźnego.
Szala: Wyrwali nam serce
- Nikt nie kalkulował, że stracimy punkty. Nawet w przerwie nie myśleliśmy, że może się tak stać. Niestety takie mecze się zdarzają - przyznał po nieoczekiwanym remisie z Cracovią kapitan faworyzowanej w tym spotkaniu Legii Warszawa, Wojciech Szala.
- Typowa wybijanka dała Cracovii punkt. Oni przyjechali tylko po to, żeby powybijać piłkę. Takie zespoły nawet nie myślą o zwycięstwie u nas. To pokazała druga połowa. Rywale zawęzili środek pola. Odcięli nam troszeczkę serce, czyli "Ajwena" i Piotrka Gizę, bo wiedzieli, że to nasza najgroźniejsza strona. Brakowało nam jednej bramki. Gdybyśmy strzelili to poszłoby już z górki - stwierdził 33-letni obrońca.
- Mecze u nas często wyglądają jak dzisiejszy. Rywale myślą, że przy konsekwentnej grze i pewnym szczęściu mogą wywieźć jakieś punkty. Przez nasz atak przez 90 minut mogli wyprowadzić superkontry. Na szczęście nic z tego nie wynikło, bo - bez urazy - przy większej klasie przeciwnika mogły paść dla niego bramki - ocenił Szala.
AnGo, ASInfo