Andraż Kirm jest jedynym wiślakiem, który wrócił do Krakowa zadowolony po dwóch reprezentacyjnych meczach. W środę udanym występem w Mariborze Słoweniec przyczynił się do blamażu Polaków w eliminacjach piłkarskich MŚ. W klubie powitano go z masochistyczną radością.
- Andraż, gratulujemy dobrego występu przeciwko Polsce – zwrócił się do piłkarza dziennikarz z oficjalnego serwisu prasowego Wisły. - Dziękuję – odpowiedział przytomnie Słoweniec. - Zagraliśmy dobry mecz. Wiedzieliśmy, że to będzie dla nas bardzo ważne spotkanie, że potrzebujemy tych trzech punktów. Teraz jesteśmy bliżej zakwalifikowania się do mistrzostw świata.
- My, Polacy, możemy ci tylko podziękować, że nie wykorzystałeś swojej szansy na zdobycie gola – kontynuuje masochistyczny wątek prowadzący wywiad. - Rzeczywiście, miałem kilka okazji na strzelenie gola, ale to, że nie zdobyłem gola nie jest ważne. Liczy się nasza wygrana w tym meczu – jak najbardziej słusznie odpowiada piłkarz. Twierdzi, że spotkanie wcale nie było takie dla Słowenii łatwe, jak wyglądało z perspektywy polskiego kibica, zwłaszcza wspominającego sposób zdobycia pierwszej bramki przez gospodarzy. - Może wynik jest wysoki, ale to nie znaczy, że grało nam się łatwo - idzie w zaparte Słoweniec, prawdopodobnie przez ... grzeczność.
Kirm cieszy się, że Słowenia jest bardzo blisko nawet bezpośredniego awansu na mundial, potrzebuje do tego jednak zwycięstw nad Słowacją i San Marino. W tym temacie piłkarz Wisły zdobył się nawet na mały żarcik: - Ostatni mecz Słowacy grają przeciwko Polsce, więc też nie będzie im łatwo...
Z reprezentacyjnej podróży – najpierw na Wembley, gdzie Słowenia grała towarzysko z Anglią, a potem do Mariboru wrócił bez urazów, dlatego w niedzielę będzie gotowy do występu przeciwko Lechii w Gdańsku. - Jestem też gotowy na długą podróż. W ostatnim czasie przyzwyczaiłem się już do tego – dodaje wiślak.
BOS/www.wisla.krakow.pl