Facebook
kontakt
logo
Strona główna > Flesh z kraju i ze świata
Dr Andrzej Dubiel nie żyje2026-01-10 14:51:00

Dziś, w sobotę 9 stycznia 2026, w wieku 85 lat zmarł nad ranem dr Andrzej Dubiel. 


Był znakomitym lekarzem pediatrą i cudownym Człowiekiem. Pełnym dobroci i życzliwości, o głębokim poczuciu humanitaryzmu. Lekarskie posłannictwo łączył z miłością do sportu, który ogarniał wszechstronnie i dojrzale. Owa miłość przybierała przez kilka dekad realne kształty. Jako lekarz klubowy krakowskiej Garbarni służył pomocą na każde zawołanie. Poczucie obowiązku miał w genach…


Cześć Jego Pamięci!


Informację o pogrzebie dr. Andrzeja Dubiela zamieścimy po jej otrzymaniu.

Zamiast dogrywki. Nieuleczalna tęsknota doktora

Od czasu do czasu bywam pracownikiem niesubordynowanym, choć staram się trzymać zasady, aby o Garbarni nie pisać na łamach różnych. Założenie jest bez wątpienia słuszne, zanadto jestem kojarzony z „Brązowymi”, abym nie dostarczał kolejnych dowodów, że to prawda. Niniejszym, bez wystąpienia o zgodę, ustawiam się w poprzek drogi. Pora bowiem napisać w jednoznacznie sympatycznym tonie o osobie, która budziła powszechny szacunek na Rydlówce i w jej okolicach. Zachodzi podejrzenie, iż w chwilach, gdy o zgodzie w klubie pewnikiem na długo albo w ogóle trzeba zapomnieć, to akurat w tym konkretnym przypadku zgodność poglądów jest tyle szczera, co trwała. I zdaje się nic nie zakłóci stabilności takiego układu. Bo akurat o to, że dr Andrzej Dubiel był osobą wyjątkowej zacności z całą pewnością nie pokłóci się w Garbarni nikt z nikim.


Postać wieloletniego lekarza klubowego od dawna mnie intrygowała. Zawsze był blisko akcji, niekiedy w samym jej środku, kiedy sytuacja wymagała interwencji. Boiskowe kontuzje, czasem tylko urazy… I liczenie na lekarską pomoc, która ze strony dr Dubiela natychmiast nadchodziła. Nie każdego z poprzedników znał osobiście. Jednych tak, innych nie. Pewne było natychmiast, że sukcesja po Bochenkach, Frańczukach, Kolasach wręcz zobowiązywała do utrzymywania wysokiego poziomu. Zwłaszcza, iż tak jak on czuli się „Garbarzami” z krwi i kości, osadzonymi na ukochanym gruncie starego Ludwinowa. Być blisko Garbarni, albo nawet w samym jej środku - to był powód do autentycznej dumy.


Dr Dubiela nie trzeba było zachęcać do „zachorowania” na Garbarnię. Mieszkał blisko starego stadionu, w tej samej kamienicy co Słaboszowcy. Jerzy był piłkarzem i trenerem, w obu dziedzinach zdziałał wiele. Henryk został renomowanym pianistą jazzowym. Zofia urzekała urodą pięknej aktorki, kto nie wierzy, niech zweryfikuje tę ocenę po obejrzeniu raz jeszcze obrazu pod tytułem „Ogniomistrz Kaleń”. Na Ludwinowie młody Andrzej też chłonął piękne sceny. Na przykład zachwycał się talentem Józka Leśniaka, ogromna szkoda, że jego kariera trwała tak krótko. I nawet po wielu latach nie mógł wyjść z podziwu nad bramkarską maestrią Edwarda Szymkowiaka, choć akurat jego parady podczas meczu Garbarnia - CWKS (Legia) Warszawa zamknęły „Brązowym” w 1955 roku drogę być może nawet do tytułu mistrzów Polski. I zawsze piał zachwyty nad pięknem gola strzelonego przez Wilka Glajcara „Wiślakom” akurat na ich stadionie.


Wkrótce pojawili się nowi idole. Pokolenie współczesne doktorowi, dokładnie lub prawie jego rówieśnicy. Jasiówki, Karpiele, Kucharczyki, Konopki, Kwiatkowscy, Odsterczyle, Wełniaki, Gadochy i Gigonie. Też byli warci wszystkich pieniędzy, choć do skali pierwszoligowych sukcesów Bieńków, Nowaków, Browarskich, Konopelskich czy Stroniarzy jakoś nie było dane im dorównać. Tak czy inaczej, tamta gra bez wątpienia była warta świeczki. O jakże wysokiej wartości artystycznej, co w przypadku dr Dubiela miało wartość szczególną. Bo gdy przychodziło ucinać zawsze miłą pogawędkę, nie tylko romantyczne mecze trafiały na afisz. Na nim zawsze znalazło się miejsce na teatr, poezję, film. I że Kalina Jędrusik albo Krystyna Konarska nie dość, że były pięknymi kobietami, to jeszcze umiały śpiewać pięknie. Zwłaszcza kiedy tekstowego tworzywa dostarczała Agnieszka Osiecka.


Wbrew temu, co starają się niektóre kręgi wtłoczyć do polskich głów, misja lekarza wiąże się z głębokim poczuciem obowiązku. Autentyczną troską o los pacjenta, niekiedy tylko potencjalnego.


JERZY CIERPIATKA





więcej wiadomości >>>
2009 Sportowetempo.pl © Wszelkie prawa zastrzeżone
Web design by Raszty