LEKCJA GIMNASTYKI (242)
Chwała zwyciężanym!
Trwa batalia o poprawę wizerunkowego oblicza polskiego piłkarstwa… Zostało zrujnowane ujawnieniem plagi korupcji i jej rozmaitych odnóg, na które nałożyły się beznadziejne wyniki reprezentacji narodowych, a także krzepnący z sezonu na sezon spadek poziomu gry w profesjonalnej, ligowej piłce. Niestety, program naprawczy zaoferowany przez ekipę nowych zarządców PZPN na czele ze Zbigniewem Bońkiem, z wielu subiektywnych powodów napotyka na opór materii społecznej. W imię szczytnego celu, w wielu poczynaniach naprawiaczy, co i raz pojawiają się rozwiązania autorytarne, stojące w sprzeczności z obowiązującym statutem PZPN, ledwo co uchwalonym i w pełni zaaprobowanym przez UEFA, ministerstwo sportu i sąd rejestrowy. Wprawdzie inicjatywa zjazdowa wniesiona w czerwcu 2013 przez aktualny zarząd PZPN miała statut zmienić i zagwarantować obecnemu prezesowi bezdyskusyjną reelekcję i dyktatorskie rządy, została przez delegatów rozbita w pył, to presja statutowa trwa w najlepsze. Machina urzędnicza kombinuje jak koń pod górę, sieje strach w regionach, gdzie ma miejsce jakikolwiek odruch sprzeciwu wobec metod działania centrali. Nadrzędnemu celowi: zdobyciu trwałej większości na zjeździe wyborczym podporządkowano nawet działalność komisji licencyjnej, która wbrew faktom koryguje tabele lig I i II wedle zasady kija i marchewki. Ofiarą takiej represyjnej polityki padł właśnie Kolejarz Stróże, którego wyrzucono z I ligi z powodu formalnego błędu w dokumentacji odwoławczej!
Reprezentacja narodowa pod batutą Adama Nawałki przechodzi proces liftingu wizerunkowego, a przykrywką niwelującą społeczną dezaprobatę dla kiepskich wyników ma być sztuczny proces „repolonizacji” kadry, która podoba się licznym populistom pokroju Jana Tomaszewskiego. Na czarnej liście zawodników, którym odebrano szanse gry w reprezentacji znaleźli się przede wszystkim Boenisch, Polanski, Obraniak, Perquis, a więc posiadacze podwójnego obywatelstwa, mieszkający i grający za granicą. Pogonienie „farbowanych lisów”, w domyśle „piątej kolumny w łonie czysto polskiej kadry”, to socjotechniczny chwyt, obliczony na aplauz naiwnych i szowinistów. Propagandzie sukcesu, nachalnie narzucanej opinii publicznej, służy także zachowawcza polityka startowa reprezentacji. Chodzi o to, aby w okresie przygotowawczym do eliminacji EURO 2016, nie zagrać z silnym przeciwnikiem, a tym samym nie nadziać się na blamaż i odarcie ze złudzeń „marszu do przodu”. Stąd wzięły się utajnione przed publicznością decyzje o odrzuceniu propozycji zagrania meczów z Ghaną, Francją i Koreą Południową, które nie dość, że gwarantowały poważny sprawdzian sportowy, ale i dawały możliwość sporego zysku. Chodzi o to, aby podtrzymywać złudzenia w postaci efektywności zarządzania przygotowaniami reprezentacji, a nade wszystko nie dopuścić do porażek, które skutkują lotem ku przepaści drugiej setki rankingu FIFA. Dlatego gramy z Mołdawią, Litwą, Słowacją, co daje skutek dokładnie odwrotny od zakładanego. Opinia publiczna nie dała się, na przykład, nabrać na plewy „sukcesu” z osłabioną radykalnie sto drugą ekipą na liście FIFA - Litwą. Oczywista prymitywizacja stylu gry kadry, siermiężność techniczna zawodników, toporność taktyki, są tym bardziej wyraziste dla polskich kibiców. Mają bowiem przed oczyma, dramatyczny w swej wymowie, układ odniesienia, jakim jest poziom gry na brazylijskich mistrzostwach, pokazywanych w telewizji.
Najsmutniejsze w całym pakiecie reformowania wszystkiego drogą destrukcji, jest podejście do sposobu wykorzystania doświadczeń płynących z tego, co w światowym futbolu najistotniejsze, a co jest właśnie demonstrowane na stadionach Brazylii. Myślę o całokształcie dorobku myśli szkoleniowej wniesionej i pokazanej przez wszystkie zespoły finalistów. Już na starcie widać, że bagaż metodyczno-szkoleniowy, zestawy technicznych i taktycznych innowacji, niosą liczne okazje do spostrzeżeń, przydatnych do zastosowania w praktyce warsztatów trenerskich na całym świecie. Nie dziwota, że świat posłał na mundial całe sztaby trenerów, analityków, doktorów futbolu. Jedyny wyjątek: federacja polska, która uznała, że wszystko da się dostrzec i zaadaptować do własnych potrzeb przy pomocy przekazu telewizyjnego! Po raz pierwszy od niepamiętnych lat PZPN nie posłał swoich trenerów na obserwacyjny wyjazd na tak poważną imprezę, jaką jest finał mistrzostw świata. Witajcie w krainie ciemnoty i wstecznictwa!
Ryszard Niemiec
Ryszard Niemiec