LEKCJA GIMNASTYKI (238)
Papier wszystko przyjmie?!
W obiegu medialnym buszuje bezczelnie greps propagandowy o „największym w Europie, piłkarskim turnieju dziecięcym”, a ten nadęty do granic nieprzytomności kwantyfikujący przymiot, dotyczy ogólnopolskiej rywalizacji 10-cio i 12-latków o Puchar Tymbarku…
Tegoroczna edycja objęła uczestników niegdysiejszego nurtu współzawodnictwa dzieci o puchar małopolskiej wytwórni soków owocowych, do którego włączono trwające od 1997 roku dziecięce zmagania o puchar im. Marka Wielgusa. W ten sposób jednym pociągnięciem odesłano do lamusa niepamięci wdzięczne wspomnienie po świętej pamięci niegdysiejszego posła, przewodniczącego sejmowej komisji kultury fizycznej i sportu, znakomitego fotoreportera, piewcę futbolu, działacza klubowego (Polonia Warszawa) i wiceprezesa PZPN! Tam, gdzie problematyka wartości krok po kroku ustępuje idei komercjalizacji, czyli w PZPN, pozbycie się garbu kosztów na organizację „Wielgusa”, staje się wyborem tyle automatycznym, co bezrefleksyjnym. Aż dziw bierze z jaką łatwością przychodzi unieważnianie uchwały poprzedników sprzed 17 laty i to bez słowa wyjaśnienia, choćby rodzinie Zmarłego…
Jak to we zwyczaju ekipy Zbigniewa Bońka, niewygodną operację połączenia „Wielgusa” z „Tymbarkiem”, postanowiono przykryć pijarowską zagrywką, którą była aprioryczna zapowiedź uzyskania fikcyjnego sukcesu z „największym w Europie, piłkarskim turniejem dziecięcym”. U podstaw publicznego uwiarygodnienia tricku leżała decyzja o możliwości elektronicznego zgłaszania na adres PZPN uczestnictwa w „Tymbarku” nieskończenie licznych zespołów z jednej szkoły. Zachęceni obietnicą otrzymania atrakcyjnych gadżetów-prezentów dla dzieci i nauczycieli (dresy, koszulki itp.) wuefiacy cudownie rozmnażali ilość zespołów i akcesy słali do Warszawy, gdzie statystyki deklaracji startu puchły do granic możliwości. W ten sposób zdołano ustalić życzeniowo skonstruowaną, wyśrubowaną sztucznie wielkość liczby startujących: 200 tysięcy chłopców i dziewcząt!
Kiedy przyszło do stawienia się tej ogromnej ilości drużyn na eliminacje gminne i powiatowe, okazało się, że król jest nagi: w większości województw uznana przez PZPN statystyka została zdruzgotana przez rzeczywistość. Tylko w niektórych rejonach kraju akces do rozgrywek został potwierdzony przez rzeczywiste uczestnictwo w granicach 50 procent. Normą okazało się uczestnictwo poniżej tego progu! Bliższy prawdy stan faktyczny, to również dobry wynik, dający zakładany efekt marketingowy, wykluczający potrzebę stosowania futrowanej statystyki. Aliści mitomańskie ambicje doprowadziły do tego, że nikt nie usiłował dochodzić, co tak naprawdę działo się w eliminacjach najniższego szczebla. Na poziomie wojewódzkim pełna obsada finalistów skutecznie zamazała rzeczywistość, a finał centralny postawił pieczęć na kolorowej fikcji!
W żadnym razie nie umniejsza ta okrutna prawda sukcesu małopolskich zespołów (szkoła nr 119 z Krakowa - zwycięska w kategorii chłopców, szkoła nr 2 ze Skawiny w kategorii dziewcząt), które centralny finał wygrały. Szkoda tylko, że przy okazji ich opiekunowie zdyskontowali regulaminową furtkę, nie wiedzieć po co zmontowaną przez PZPN, dającą możliwość dokooptowania do zespołów - zwycięzców finałów wojewódzkich, praktycznie całej, dodatkowej kadry zawodników z innych, konkurujących drużyn. Pomijam już aspekt wychowawczy tej operacji, rodem z piłki profesjonalnej, który wywoływał u odstawionych zawodników, czy zawodniczek, zrozumiałe u dzieci rozgoryczenie, nawet spazmy. Nauczycielom odpowiedzialnych za wychowanie i szkolenie młodzieży daje okazję do przypuszczenia, że piłkarska centrala akceptuje nie do końca sportowe rozstrzyganie rywalizacji. Sztuczność założeń i nadrzędnego przesłania turnieju („z podwórka na stadion”) nakazywałaby rekrutować do uczestnictwa dziatwę niezrzeszoną jeszcze w klubach, pozostającą na statusie niegdysiejszych „dzikich drużyn”, tej wielkiej rezerwy amatorskiego futbolu.
I jeszcze jedna, wielce krytyczna, ocena organizacyjna imprezy… Ciężar jej przeprowadzenia na szczeblach gminnych, powiatowych i wojewódzkich leży po stronie ludzi z wojewódzkich związków piłki nożnej i ich terenowych ogniw. Finał centralny, to już bułka z masłem; można rzec 10 procent niezbędnych nakładów pracy… Niestety, w odwrotnych proporcjach układają się wydatki wynikające z finansowego zaangażowania się firmy Tymbark: na organizację turniejów w 360 gminach, 22 powiatach Małopolski, plus impreza finału wojewódzkiego w Krakowie, PZPN łaskawie rzucił 30 tysięcy złotych. Daje to średnio po 2 tysiące złotych na 13 podokręgowych i 2 okręgowe związki… Koszty przejazdu, wynajmu boisk, opłaty sędziów, służby lekarskiej, opłacenie posiłku dla grających systemem turniejowym drużyn, grubo przekroczyły przyznane środki. Mnożąc je przez ilość 16 województw, wyjdzie istne kuriozum: finał centralny pochłonie drugi raz tyle środków niż suma wydatków w całym kraju! Byłoby zasadne, aby strategiczny sponsor, czyli właściciele firmy Tymbark, wzięli pod uwagę tę garść refleksji, zrodzonych na kanwie praktycznych doświadczeń bezinteresownych organizatorów turniejów z dala od stadionu, położonego na prawobrzeżnej łące warszawskiego odcinka biegu Wisły…
Ryszard Niemiec
Ryszard Niemiec