LEKCJA GIMNASTYKI (235)
Nie dać sobie narzucić paniki!
Gdzieżby, jak nie w Warszawie, rozlega się najgłośniejszy lament nad piłkarstwem krakowskim, sunącym w rytmie jednostajnie przyśpieszonym po równi pochyłej. Nikt nie podnosił takiego larum, kiedy paru wielbionych przez klakierów medialnych dżentelmenów od deweloperki i szemranych biznesów, w dwa sezony rozdupczyło na amen najstarszy warszawski klub - Polonię. Nie słyszałem tak trwożliwych głosów, kiedy w Łodzi padał na pysk legendarny ŁKS, zatrzymując się w czwartej lidze pszenno-buraczanej, a podtrzymywany kroplówką kontrolowanej upadłości Widzew pikuje ewidentnie w niebyt. Za dobrą monetę przyjmuje się zbliżony do ruiny finansowej i sportowej aktualny los Górnika Zabrze, nikomu nie przychodzi do głowy wszczynać jeremiady nad faktyczną upadłością chorzowskiego Ruchu, którego realne długi, mimo akrobatycznych figur odcinania się od nich, wołają o pomstę do nieba.
Wisła i Cracovia - drodzy panowie - jako byty długowieczne, bywały w przeszłości w nie takich opałach, więc niech was o nie głowa nie boli. Niegdyś mówiło się w takich razach o przejściowych trudnościach wzrostu… Chyba, że marzy się wam taka sytuacja, w której Biała Gwiazda z urzędu będzie rokrocznie wygrywać ekstraklasę, co grozi nie tylko nudą na pudy, ale i wcale nie służy rozwojowi tej dyscypliny w innych regionach kraju. Pewnie, że wolałbym, żeby wreszcie chłopcy z Reymonta dogonili Zabrze i Chorzów w statystyce ilości zdobytych na przestrzeni dziejów tytułów mistrzowskich (oni - po 14 razy, Wisła - 13…), ale przecież w obłokach nie sensu się wylegiwać, lepiej stąpać po ziemi. Niestety, ziemia dla Wisły zrobiła się skalista i mało urodzajna z przyczyny stricte ekonomicznej. Łożący przez 15 sezonów nieprawdopodobną kasę sponsor z TeleFoniki, też podlega prawom rynku, a te akurat dla jego branży ostatnio są niesprzyjające. Zapewne wkurwia go styl gry i efekty zespołowych poczynań podopiecznych Franciszka Smudy, ale przecież nie sypnie pryzmy dolarów lub euro na wymianę kiepskich piłkarzy na lepszych, zagranicznych. Musi pilnować tego, z czego żyje on i tysiące ludzi zatrudnionych w przemyśle kablowym, na który ma monopol. Nawiasem mówiąc, Cupiałowi jeszcze nie przeszła trauma związana z wyrzuceniem w błoto grubej kasy na kosztowny projekt podbicia Europy, opracowany przez Bogdana Basałaja, realizowany wspólnie z Valckxem i Maaskantem, w ramach polsko-holenderskiego joint ventures! Panowie kasiorę wydali, sprawę spieprzyli, ale żeby było śmieszniej, zostawili Wisłę z garbem kilkunastu nygusów z kontraktami, które gdy się czyta, powodują automatyczny wytrzeszcz oczu. Jacek Bednarz podjął się prowadzenia tej masy spadkowej przy równoległym zadaniu wyprowadzenia drużyny z korkociągu i wbrew prawom fizyki cel osiągnął. Zmniejszonym o połowę budżetem, oddłużył firmę, unormował relację pomiędzy zarobkami graczy, a ich umiejętnościami i co najważniejsze: zagwarantował przy pomocy Smudy taki status Wisły w 3-rundowym, eksperymentalnym sezonie, wymagającym jak najdłuższej ławki rezerwowych, miejsce w pierwszej ósemce ekstraklasy. To dobry rezultat, jak na rozliczne komplikacje także natury wewnętrznej klubu. Pewnie by można było mówić o sporej szansie na miejsce premiowane grą w europejskich pucharach, gdyby nie konflikt z kibicami. Wbrew pozorom, ta sprawa bardzo obciąża wizerunek klubu, ale i psychikę zawodników, absorbuje czas i nerwy sterników klubu. Jeśli do tego dodać serię fatalnych kontuzji zawodniczych, załamanie się jakości gry jakie dopadło wiślaków na finiszu rundy zasadniczej i starcie dodatkowej, da się lepiej zrozumieć i wytłumaczyć. A matadorom bojkotu, którzy dokładają do pieca, w którym warzy się piwo dewastacji klubu, życzę jak najrychlejszego opamiętania, póki administracyjny organ nadzorczy nie wkroczy do akcji i postawi w stan likwidacji stowarzyszenia kibiców…
Przechodząc do Cracovii, która o mały figiel nie znalazła się w czołowej ósemce, trzeba uznać, że powodem jej niepowodzeń pozostaje nieustanna presja wywierana na trenera przez pracodawcę. Huśtawka nastrojów od ściany do ściany ma tam miejsce po każdej kolejce ligowej. Po porażkach do dziennikarzy nie wychodzi najpierw trener Stawowy, jeno pan prezes Janusz Filipiak i dawaj objeżdżać szkoleniowca. To, co powinno mieć miejsce w zaciszu gabinetu, bo tego wymagają standardy profesjonalnego klubu, przy Kałuży ma charakter ogólnodostępny, a więc masochistyczny. Na takie dictum Stawowy gryzie wargi do krwi, próbuje milczeć, ale z przydeptanej liry wyrywa mu się harda odzywka, niestety, też nieprofesjonalna. Panowie licytują się w kategorii miłości własnej, a hyr z takich destrukcyjnych odzywek idzie w publikę, co mniej istotne, ale też przenika do zespołu, destabilizując nastroje. Trener niby bierze na klatę sromotę słabszych od oczekiwanych niesłusznie wyników, ale odgryzając się nie bierze pod uwagę faktu, że to on zbudował zespół mini futbolistów i kazał im grać w odmianę futbolu, która daje pierwszeństwo sumie czasu posiadania piłki, grubo przed ilością strzelonych przeciwnikowi goli! Została więc Cracovia mistrzem Polski w konkurencji podawania piłki na swojej połowie, co przez niektórych błędnie uznawane jest za Bóg wie jak oryginalny styl gry. Wszyscy trenerzy drużyn, którzy Cracovii dają w dupę, na konferencjach pomeczowych biorą Stawowego pod szpic, bajerując go i wychwalając jaką to „Barcelonę” wyszykował… Mimo tego, pasiaków stać na spokojne utrzymanie statusu ligowca najwyższej półki, bo gwarancją jest konsekwencja Filipiaka, nie wyrzekającego się marzeń o klubie o parametrach europejskich, a to w naszych warunkach wartość nie do pogardzenia. Najładniejszy stadion w regionie środkowej Europy, stabilny właściciel z branży, przed którą ciągle są rozległe perspektywy, wciąż uśpiona, pokaźna rezerwa widzów, to dobry punkt wyjścia do marszu w górę. To tak obiecujący bilans otwarcia pod przyszłoroczne zmagania, że aż się prosi wzmocnienie tego potencjału o solidnego stopera i napastnika z prawdziwego zdarzenia!
Ryszard Niemiec
Ryszard Niemiec