LEKCJA GIMNASTYKI (184)
Co wynika z pozdrowień za kraty?
Stop milicyjnej prowokacji, oddajcie nam naszych braci - takie hasło wywiesili kibice Cracovii w przerwie wczorajszego meczu z Kolejarzem Stróże, a związkowy delegat miał zasadniczy problem z egzegezą treści sektorówki. Łyknął zmyłkę przymiotnika i zapewne wyinterpretował, że napis nawiązuje do którejś martyrologicznej rocznicy wydarzeń sprzed lat, wypełniającej początek majowego kalendarza. A ponieważ zdał się na własną erudycję, umożliwił kibicowskiemu sektorowi chóralne uzupełnienie inskrypcji, którego sednem jest przekonanie, że "zawsze i wszędzie policja jebana będzie!”.
W tym przypadku mieliśmy do czynienia z aktem publicznej solidarności z zatrzymaną przez policję rozległą grupą działającą pod przykrywką środowiska kibicowskiego jednego z krakowskich klubów. Zademonstrowane na konferencji prasowej ich „bojowe” wyposażenie w postaci maczet, noży, kastetów i innych wyszukanych narzędzi, których zastosowanie nie budzi najmniejszej wątpliwości, określa charakter działań zatrzymanych. Wydawać by się mogło, że zdecydowana większość szalikowców, nawiedzająca stadiony w zbożnym celu dopingowania swej drużyny, nie powinna rozpaczać z powodu wyeliminowania kibiców, dla których trybuny spełniają funkcję centralnej rozdzielni narkotyków i obrotu nimi. Niestety, masowe skandowanie "pozdrowień do więzienia” wskazuje na bardziej zasmucającą sytuację, wymagającą radykalnego przemyślenia relacji pomiędzy umundurowaną częścią widowni, a władzami klubu. Obowiązująca polityka unikania konfliktów ze wszystkimi płacącymi za bilety, wydaje się ulegać dewaluacji.
Casus krakowski wpisuje się w znaczący sposób w spór, toczący się w skali całego kraju: liberalizować przepisy i regulaminy stadionowe, czy raczej zaostrzać? Władze państwowe, a osobliwie ich struktury represyjne, mają swoje racje uzasadniające konieczność przykręcania śruby. Obok powszechnie znanych zagrożeń niesionych przez nieokiełznany w agresywnej destrukcji, na pograniczu przestępczych czynów, w wykonaniu szwadronów kibicowskich, doszły nowe zjawiska dotąd niespotykane. Mam na myśli absolutnie udaną operację wmontowania ruchu kibicowskiego w realia wewnętrznej walki politycznej. Wystarczyło kilka niezbyt przemyślanych wypowiedzi przedstawicieli rządu, na czele z premierem, aby ruszyło tsunami odporu, a jego kwintesencją werbalną stało się hasło: „Tusku, matole, twój rząd obalą kibole!” I to był akt założycielski wstąpienia półświatka szalikowców do szeregów opozycji. Od tej pory wszystkie prawicowe nurty opozycyjne, bez względu na własną ocenę tego zjawiska, korzystają z czynnego wsparcia kibicowskich kohort. Są one widoczne na manifestacjach rocznicowych, na protestach antyrządowych, imprezach narodowych. Nieważne, czy impreza organizowana jest pod hasłem walki z aborcją, metodą in vitro, małżeństwami jednopłciowymi, czy z kondominium rosyjsko-niemieckim, komuną i Unią Europejską, na kibiców piłkarskich klubów wielkich miast zawsze można liczyć…
Wspólną „zasługą” policji i prokuratury warszawskiej było wykreowanie przywódcy kibiców Legii „Starucha” Staruchowicza na pierwszego męczennika za sprawę. Dziś jeszcze ruch kibicowski daleki jest od zintegrowania, bo dzielą go partykularne interesy poszczególnych klubów, rywalizujących o sportowe laury i kasę. Aliści nieodległy jest dzień scalenia i zdyscyplinowania tego żywiołu od zewnątrz, a wtedy takie zapory jak brygady ochroniarzy zostaną zmiecione z powierzchni ziemi, jak zwiędłe liście!
Dlatego stosować trzeba zrównoważoną politykę wobec ruchu kibicowskiego, w której ostatnią metodą będzie zaostrzenie represji i penalizacja. Sama ustawa o imprezach masowych jest wystarczająco restrykcyjna, kompletnie nie uwzględniająca coraz słabszej kondycji materialnej klubów piłkarskich. Ich dochody z organizacji meczów z roku na rok maleją, zaś wymogi regulaminowe generują coraz większe koszty. Lobby firm ochroniarskich w walce o byt skutecznie blokuje inicjatywy poluzowania reżimów licencyjnych, księżycowa ekonomika organizacji zawodów piłkarskich, gdzie wydatki przewyższają wpływy, sięga już większości klubów ekstraklasy. Najlepszym dowodem potwierdzającym wspomniane zjawisko jest opór większości założycieli Ekstraklasy SA przeciwko reformie rozgrywek. Motywem niechęci do zwiększenia ilości spotkań i dzielenia stawki na dwie części: mistrzowską i spadkową, jest perspektywa mnożenia strat z tego tytułu! Wdrażaniu litery ustawy o imprezach masowych i jej represyjne uregulowania miały, jak pamiętam, przynieść, tak jak w Anglii, zanik stadionowych rozruchów, przelewających się na ulice miast, starć bojówkarzy, ustawek i morderstw… Nic takiego się nie stało; wręcz odwrotnie: sytuacja ewoluuje jeszcze bardziej w niebezpieczną stronę. Każda śruba ma swoje parametry wytrzymałościowe, doprowadzona do granicy zakrętu - urywa łeb. Niewiadoma pozostaje, czyj ten łeb będzie...?
Ryszard Niemiec
Ryszard Niemiec