To był wymarzony powrót Macieja Żurawskiego przed krakowską publiczność. 34-letni napastnik wpisał się na listę strzelców i miał udział w trzech sytuacjach bramkowych. – Nic się nie zmieniło. Kibice byli 12 zawodnikiem, na pewno wiele zależy również od ich dopingu – mówił zapytany o wznoszoną przyśpiewkę „Żuraw, Żuraw, władca muraw”.
Szatnię opuszczał w znakomitym humorze, czemu trudno się dziwić. Od samego początku był motorem napędowym drużyny, a swoim doświadczeniem wnosił wiele spokoju. – Nie było źle! Cieszę się z wyniku 5-0. Nie ważne przeciwko komu graliśmy. W Europie nie ma słabych drużyn i trzeba powalczyć, by odnieść zwycięstwo. Wynik jest zadowalający, ale gra może być jeszcze dużo lepsza – skomentował z uśmiechem.
Swoim występem przymknął usta krytykom, uważającym, że wrócił do Wisły jedynie na piłkarską emeryturę. – Oczywiście, że chce mi się grać. Przyszedłem, żeby pomóc drużynie. Staram się ze wszystkich sił. Byłoby fajnie wygrywać każdy mecz w takich rozmiarach, chociaż jest to pewnie niemożliwe. Cieszmy się tym, co jest i przygotowujmy się do następnego meczu za tydzień – podkreślił. W środę trener Henryk Kasperczak wahał się nad desygnowaniem go w wyjściowym składzie, ale ostatecznie dokonał takiego wyboru. – Wytrzymałem 90 minut, chociaż w ostatnim kwadransie było ciężko. Widzę, że dyspozycja fizyczna idzie w górę – odniósł się do nadrabiania zaległości treningowych.
W 3. rundzie eliminacji do Ligi Europy krakowianie zmierzą się z Karabachem Agdam. Mistrz Azerbejdżanu, Inter Baku, napsuł sporo krwi Lechowi Poznań, a Karabach ma być co najmniej równie wymagającym rywalem. W swojej lidze uchodzi za najbardziej majętną drużynę, a w składzie posiada kilku reprezentantów. – To nie będzie łatwy mecz. Teraz każdy trzeba wybiegać i być maksymalnie skoncentrowanym – zaznaczył.
rb