Pomocnik Legii w swoim pierwszym kontakcie z piłką zdobył gola na wagę zwycięstwa w meczu z Wisłą. Nic dziwnego, że po meczu był niemal noszony na rekach przez kolegów z drużyny.
- W jakich okolicznościach zdobył pan bramkę? Spodziewał się pan tak udanego wejścia do gry?
- Bardzo się cieszę, że przechyliłem szalę zwycięstwa na naszą korzyść. To było dla nas bardzo ważne zwycięstwo, pozwalające nam myśleć o skutecznej walce o mistrzostwo Polski. W jednej sytuacji dostałem podanie od Chiny'ego, wpadłem w pole karne i pokonałem Mariusza Pawełka. Nic tylko się cieszyć. To było takie serbskie wejście smoka…
- Mimo wszystko wasze zwycięstwo było nieco szczęśliwe, to Wisła miała więcej okazji golowych i znacznie więcej z gry.
- Może nie strzelaliśmy często na bramkę Pawełka, ale zdobyliśmy jedną bramkę więcej. A przecież o to chodzi. Teraz tracimy do Wisły tylko cztery punkty i wszystko jest możliwe. Gramy o mistrza.
- Ostatnio stracił pan miejsce w składzie na rzecz Sebastiana Szałachowskiego. Czy po tym spotkaniu trener Jan Urban znów na pana postawi?
- Będę robił wszystko, by przekonać trenera do siebie. Pomogłem Legii wygrać najważniejszy mecz w rundzie jesiennej i to ma swoje znaczenie. Sebastian doznał kontuzji i nie wiem, czy będzie sprawny i gotowy do gry w następnej kolejce. Tym samym rosną moje szanse. Mimo naszej wygranej w Sosnowcu, to jednak Wisła jest faworytem do wygrania ligi. Nie jesteśmy od niej gorsi, ale będzie nam bardzo trudno przegonić ją w tabeli. Uważam, że te dwa zespoły rozstrzygną między sobą sprawę mistrzostwa Polski.
Jerzy Mucha