Można zaryzykować twierdzenie, że Mariusz Jop nie zastąpił godnie Arkadiusza Głowackiego, który oglądał „sosnowiecki szczyt” w towarzystwie rekonwalescenta Marcina Wasilewskiego.
- Tak jak to jest w tego typu spotkaniach, o wszystkim najczęściej decyduje jedna bramka. I tak też było w naszym meczu – stwierdził po jego zakończeniu obrońca Białej Gwiazdy, który nie ustrzegł się kilku błędów.
- Co zadecydowało o tym, że to Legia wywiozła trzy punkty ze Stadionu Ludowego?
- Nieco lepsza skuteczność. Legii udało się strzelić bramkę i zachować czyste konto. Wygrała minimalnie i trochę szczęśliwie, ale tak w piłce często bywa. Możemy tylko żałować, że myśmy nie wykorzystali swoich sytuacji.
- Ale tych sytuacji nie mieliście zbyt wiele. Jak na tak ważny mecz to zdecydowanie za rzadko zagrażaliście bramkarzowi Legii.
- Oni mieli jedną sytuację i ją wykorzystali, myśmy mieli dwie bardzo dobre i je zmarnowaliśmy. To się obróciło przeciwko nam. Trudno się mówi, przegraliśmy bardzo ważne spotkanie, ale to Wisła będzie mistrzem Polski.
- Do końca sezonu jeszcze daleko, niemniej już teraz mogliście mieć Legię z głowy… Nie wykorzystaliście okazji, by uciec rywalom na dziesięć „oczek”…
- Bardzo tego żałujemy, ale teraz trzeba myśleć o tym, co nas jeszcze czeka w tym roku. Przed nami cztery spotkania i zamierzamy je wygrać. Ale musimy też przeanalizować sytuację i jak najszybciej się podnieść. Teraz myślimy o Cracovii.
Rozmawiał: Jerzy Mucha