W drugim meczu finałowym Konferencji Wschodniej NBA znów nie udało się wygrać drużynie Marcina Gortata - Orlando Magic. W Amway Arena na Florydzie ponownie lepsi okazali się koszykarze Boston Celtics i prowadzą już 2-0. Teraz rywalizacja przenosi się do Bostonu, gdzie odbędzie się w sobotę potyczka numer 3.
Na boisku wrzało przez pełne 48 minut. W podkoszowym boxingu mocne uderzenie otrzymał Paul Pierce. Przez moment wydawało się nawet, że doszło do rozcięcia łuku brwiowego. Skończyło się na siniaku, a skrzydłowemu nie przeszkodziło to w uzyskaniu 28 punktów (po pięć zbiórek i asyst).
Graczom Orlando udało się rozstrzelić niewygodną obronę rywali, poprzez co Dwight Howard zapisał w swoim dorobku 30 punktów. Wykorzystywali pozycje na dystansie ze skutecznością sięgającą 40%. To jednak też nie pomogło w końcowym rozrachunku, a zespół, jeśli wciąż marzy o finale ligi, musi przygotować się na co najmniej sześciomeczową serię. - Selekcja naszych rzutów była katastrofalna. Zagraliśmy bez głowy - podsumował trener Stan van Gundy.
Marcin Gortat przebywał w grze przez 15 minut. Uzyskał dwa punkty, sześć zbiórek, asystę i blok.
Wtorkowy mecz:
Orlando Magic - Boston Celtics 92-95 (28-27, 23-26, 19-25, 22-17)
Orlando: Dwight Howard 30, Vince Carter 16, J.J. Redick 16, Jameer Nelson 9, Matt Barnes 6, Rashard Lewis 5, Mickael Pietrus 5, Marcin Gortat 2.
Boston: Paul Pierce 28, Rajon Rondo 25, Kevin Garnett 10, Kendrick Perkins 10, Glen Davis 8, Rasheed Wallace 6, Ray Allen 4, Tony Allen 4, Michael Finley 0.
Stan rywalizacji: 2-0 dla Bostonu.
(rb)