W niedzielę zainaugurowano finały Konferencji Wschodniej w NBA. Orlando Magic uległo Boston Celtics 88-92, ale Marcin Gortat nie może sobie niczego zarzucić.
Tygodniowa przerwa wybiła z rytmu Orlando. Po pierwszej połowie przegrywało 32-41, chociaż dystans wynosił w pewnym momencie nawet 15 punktów. Sygnał do odrabiania strat dał Marcin Gortat. Wejście na boisko zaakcentował natychmiast asystą, po czym dołożył serię sześciu punktów i dwóch zbiórek. Publiczność doceniła jego postawę owacją na stojąco, ale po zmianie stron przebywał w grze ledwie pięć minut, występując prawie wyłącznie w roli "zadaniowca".
Na początku trzeciej kwarty przebudził się Jameer Nelson. Skuteczność na dystansie i odważne penetracje wzbudziły apetyty miejscowych, ale w odpowiedzi Celtics odskoczyli na 16 punktów. W emocjonującej końcówce nie zawiódł Vince Carter, mimo tego nie powiodła się pogoń za zwycięstwem. Faulowani rywale pewnie egzekwowali rzuty osobiste, utrzymując bezpieczną przewagę.
Orlando Magic - Boston Celtics 88-92 (14-22, 18-19, 26-33, 30-18)
Orlando: Vince Carter 23, Jameer Nelson 20, Dwight Howard 13
Boston: Ray Allen 25, Paul Pierce 22, Rasheed Wallace 13
Stan rywalizacji: 1-0 dla Bostonu
rb