W niedzielnych spotkaniach Polskiej Ligi Hokejowej nie zabrakło niespodzianek, ale do tego hokeiści w tym sezonie już przyzwyczaili. Cracovia tradycyjnie przed własną publicznością potwornie się męczyła i dopiero po dogrywce okazała się lepsza od TKH Toruń. Podhale traci seryjnie punkty i jak tak dalej pójdzie, to "Szarotek" zabraknie w czołowej szóstce.
Cracovia - TKH Toruń 2-2 (1-1, 0-0, 1-1 - 1-0) po dogrywce
0-1 Wieczorek - Chrzanowski 2:19
1-1 D. Laszkiewicz - Pasiut - L. Laszkiewicz 3:59 w przewadze
2-1 L. Laszkiewicz - Csorich 46:49
2-2 Bomastek 57:59 w przewadze bez bramkarza
3-2 Łopuski - Pasiut - Csorich 61:38
Sędziował Zbigniew Wolas (Oświęcim). Kary: 20 (w tym 10 dla Musiala) - 12 min. Widzów 600.
CRACOVIA: Rączka – Landowski, Csorich; L. Laszkiewicz, Słaboń, D. Laszkiewicz – Dudaš, Dulęba; Radwański, Pasiut, Łopuski – Noworyta, Kłys; M. Piotrowski, Musial, Drzewiecki – Wajda, Guzik; Rutkowski, Biela, Witowski.
TKH: Plaskiewicz – Koseda, Buřil; Bomastek, Dzięgiel, Dołęga – Cychowski, Kubat; Bomba, Kuchnicki, Marmurowicz – Talaga, Lidtke; Chylinski, Chrzanowski, Wieczorek – Pietras, Porębski; Wiśniewski, Winiarski, Minge.
Spotkanie rozpoczęło się od minuty ciszy poświęconej zmarłemu 2-krotnemu mistrzowi Polski z 1937 i 1946 roku - Stanisławowi Stachurze."Pasy" już tradycyjnie zagrały słabo przed własną publicznością (na wyjazdach wygrali już pięć spotkań). Sporo było niedokładności i zaprzepaszczonych okazji (ponad 50 strzałów!). Torunianie, którzy byli skazani na pożarcie, ambitnie starali się dorównywać Cracovii i momentami to im się udawało. W dramatycznej końcówce goście grając w przewadze ściągnęli z lodu bramkarza i doprowadzili do wyrównania i dogrywki. W niej gospodarze zagrali w przewadze (na ławce kar Buřil) i nie potrafili tego wykorzystać. Dopiero kiedy Słowak wrócił na taflę, Łopuski z bliska wpakował krążek do bramki Plaskiewicza. Dwóch toruńskich graczy odniosło kontuzje: Kubot (szwy pod okiem) i Bomba (rozcięty mięsień i konieczna wizyta w szpitalu).
- Mieliśmy dużą przewagę, oddaliśmy mnóstwo strzałów, ale fatalnie pudłowaliśmy - powiedział trener Cracovii, Rudolf Rohaczek.
Podhale Nowy Targ - Zagłębie Sosnowiec 3-4 (3-0, 0-1, 0-2 - 0-0) po dogrywce i karnych
1-0 Suur - Baranyk - Voznik 12:22 w przewadze
2-0 Gruszka - Malasiński - Zapała 13:54
3-0 Łabuz - Malasiński 18:51 w przewadze
3-1 Koszarek - Podlipni - Różański 22:27
3-2 Jaros - Sarnik - Opatovsky 54:44
3-3 Opatovsky 59:06 w podwójnej przewadze
Karne wykorzystali: Tomasz Kozłowski i Tobiasz Bernat.
Sędziował Grzegorz Porzycki z Oświęcimia. Kary: 14 - 14 min. Widzów 1000.
PODHALE: Zborowski – Ivicic, Łabuz; Malasiński, Zapała, Gruszka; Dutka, Suur; Baranyk, Voznik, Bakrlik; Sroka, Galant; Ziętara, Bryniczka, Kmiecik; Kret, Gaj; Kapica, Neupauer, Sulka.
ZAGŁĘBIE: Dzwonek – Bychawski, Galvas; Luka, Jakubik, Bernat; Marcińczak, Gabryś; Jaros, Sarnik, Opatovsky; Duszak, Dronia; Różański, Koszarek, Podlipni; Podsiadło, G. Da Costa; Ślusarczyk, T. Kozłowski, M. Kozłowski.
Podhale od pierwszego gwizdka rzuciło się na rywala jakby chciało zmazać plamę za porażkę w Janowie. Pod bramką Dzwonka bez przerwy dzwoniono na alarm, ale czarny kauczukowy przedmiot długo ani rusz nie chciał wpaść do siatki. Dopiero w 13 minucie jego świątynie odczarował Suur po dograniu Baranyka zza bramki. 42 sekundy później Gruszka zmusił Dzwonka do wyjęcia krążka z siatki. W 19 minucie było już 3-0, po potężnej bombie Łabuza z niebliskiej linii. Goście sporadycznie atakowali, dłużej przebywali w tercji Podhalan tylko wtedy, gdy ci grali w osłabieniu.
- Graliśmy jakbyśmy przyjechali na piknik – stwierdził stary znajmy górali, Milan Skokan. Teraz prowadzi w sosnowiczan, a kiedyś był trenerem „Szarotek”. - W szatni doszło do męskich rozmów i chłopcy pokazali charakter – dodawał.
Jego zespół po przerwie zmienił się o 360 stopni. Uszczypliwe uwagi kibiców pod adresem zawodników podhalańskiego chowu w barwach Zagłębia zrobiły swoje. Ta formacja dala sygnał do zmiany scenariusza.
Prezent w postaci bramki, jaki otrzymali przyjezdni, spowodował, iż cały zespół złapał wiatr w żagle. Pod bramką Zborowskiego bez przerwy się kotłowało, ale goście mieli źle nastawione celowniki. Nie potrafili też spożytkować liczebnych przewag. „Szarotki” w 22 minucie mogły przeciwnikowi odebrać ochotę do gry, gdyby Bakrlik wykorzystał sytuację sam na sam, a chwilę później Ivičič w dogodnej sytuacji nie posłał „gumy” nad poprzeczką.
Starania gości uwieńczone zostały sukcesem w 55 minucie. Dość długo kręcili góralami w ich tercji, Łabuz wybijając krążek trafił w nogi rywala i Jaros posłał krążek pod poprzeczkę. Zaś 59 sekund przed końcem, gdy Ivičič powędrował na ławkę kar, grający w sześciu goście doprowadzili do wyrównania. W dogrywce najlepszą sytuację zmarnował Malasiński, a karne lepiej egzekwowało Zagłębie.
Popularny „Kazek” po raz pierwszy w tym sezonie pojawił się na ligowej tafli. Pauzował po złamaniu palca w meczu reprezentacji kraju z Francją. Wykazywał ogromną ochotę do gry. Widać było, że czuje głód hokeja. – Potrzebuje jeszcze gry, bo miał długą przerwę. Musi wejść w rytm meczowy – twierdzi Milan Jančuška.
Stefan Leśniowski
Unia Oświęcim - KH Sanok 4-1 (0-0, 2-1, 2-0)
0-1 Milan - Mermer 20:27
1-1 Tabacek - Wojtarowicz 35:47
2-1 Gallo - Połącarz - Wojciech 37:11 w przewadze
3-1 Gallo - Tabacek - Klisiak 46:10 w przewadze
4-1 Szewczyk - Gallo 58:30 w przewadze
Sędziował Jacek Rokicki (Nowy Targ). Kary: 10 - 16 minut. Widzów 1300.
UNIA: Stańczyk - Gallo, Krzemień; Klisiak, Tabaczek, Wojtarowicz - Cinalski, A. Kowalówka; Twardy, Szewczyk, Buczek - T. Połącarz, Obsatrczyk; Buczek, Stachura, Badžo - Sękowski, Adamus, Bibrzycki.
KH: Rocki (47 Janiec) - Demkowicz, Rąpała; M. Mermer, Kostecki, Milan - Schneider, Bigos; Gawlina, Ćwikła, P. Połącarz - Solon, Sekacz; Biały, Strzyżowski, Maciejko oraz Grzesik.
Oświęcimianie posiadali przewagę, ale fatalnie pudłowali w doskonałych pozycjach. Na szczęście dla gospodarzy dobrze dysponowany był Słowak Petr Gallo; strzelił dwa gole, a przy ostatniej bramce asystował.
Pierwsze dwie tercje były słabe w wykonaniu obu ekip. - Czuliśmy w nogach zakwasy po powrocie z Gdańska - tłumaczył Waldemar Klisiak, weteran Unii. - Musieliśmy je rozjeździć. Na pewno dorobek punktowy nas nie satysfakcjonuje, ale uważam, że czas działa na naszą korzyść - dodał.
- Przegraliśmy przez głupie kary, które dostali doświadczeni zawodnicy. Gospodarze gole zdobywali w przewadze - podsumował szkoleniowiec gości, Josef Skokan. (ADI)
GKS Tychy - JKH GKS Jastrzębie 6-0 (3-0, 3-0, 0-0)
1-0 Wołkowicz 1:41
2-0 Jakes - Woźnica 6:23 w przewadze
3-0 Wołkowicz - Bagiński 16:41
4-0 Paciga - Parzyszek 25:34
5-0 Wołkowicz - Bagiński 26:55
6-0 Kotlorz - Jakesz 30:31
Stoczniowiec Gdańsk - Naprzód Janów 6-1 (0-1, 1-0, 5-0)
0-1 Najdek - Działo - Kubenko 15:01 w przewadze
1-1 Jankowski - Wróbel 28:51 w przewadze
2-1 Vitek 41:32
3-1 Strużyk 43:48
4-1 Ziółkowski - Chmielewski 46:15
5-1 B. Wróbel 49:09
6-1 Rzeszutko 56:44
1. GKS Tychy 8 23 36-16
2. Cracovia 10 19 32-23
3. JKH Jastrzębie 8 15 33-25
4. Stoczniowiec 9 15 38-31
5. Zagłębie 8 14 29-28
6. Podhale 9 12 27-25
7. Naprzód 9 12 20-40
8. TKH Toruń 8 7 16-30
9. Unia 8 6 25-29
10. KH Sanok 8 3 21-30
AnGo