2 listopada zmarł w Krakowie Zbigniew Błażewicz, piłkarz, wieloletni działacz, były prezes Klubu Sportowego Kabel. Miał 84 lata.
Urodził się 2 sierpnia 1942 roku w Kobylniku, miejscowości na kresach wschodnich II RP, obecnie na terytorium Białorusi.
Niemal całe życie Zbigniew Błażewicz spędził w Krakowie, tu ukończył technikum geodezyjne, zawodowo związał się z Krakowską Fabryką Kabli, później z Tele-Foniką, a sportowo z założonym w 1929 roku klubem Kabel, w którym od dzieciństwa grał w piłkę nożną.
Po zakończeniu piłkarskiej aktywności, został działaczem, był nawet prezesem KS Kabel, znanym i cenionym nie tylko w podgórskim środowisku sportowym.
sas

Fot. Marian Królikowski
Zawsze z Kablem i „Kablem”
Dla Zbigniewa Błażewicza Kabel - w podwójnym znaczeniu: zakładu pracy i klubu - był niemal całym życiem.
Błażewiczowie pochodzili z Jałty. Dziadek Jan był tam dyrektorem hotelu. Akurat tego, gdzie podpisywano postanowienia konferencji? Ojciec Bolesław Błażewicz pracował w Kobylnikach jako nauczyciel, później wybuchła wojna. Plutonowy „Budzik” wspaniale zdał egzamin z patriotyzmu, niestety zapłacił za to okrutną cenę. Razem z bratem Władysławem walczył w V Brygadzie Wileńskiej AK, w styczniu 1944 roku zginął podczas walk z hitlerowcami. Zbyszek nie mógł pamiętać ojca, miał ledwie półtora roku, gdy stało się najgorsze. Ale nigdy o ojcu nie zapomniał. Przez wiele lat szukał jego grobu, wreszcie odnalazł prawdopodobne miejsce pochówku. W 1995 plutonowy Bolesław Błażewicz spoczął w mogile ze swoim nazwiskiem…
Zaraz po wojnie, wraz z matką i siostrą, Zbigniew Błażewicz znalazł się w Krakowie. Mieszkali w oficynie przy ul. Kolejowej, na „Kablu”. Uczył się i grał w piłkę. Koledzy z podwórka: Andrzejowie Rewilak i Horba zrobili później duże kariery sportowe, zwłaszcza Rewilak, reprezentant Polski. Zbyszek znalazł się w klubie, jako trampkarz, pod opieką trenera Koska. Był chudy, za to piekielnie szybki. Bodaj to stanowiło jego główny atut na boisku.
Równolegle uczył się w Technikum Budowlanym, później Geodezyjnym, po maturze zdawał na AGH, ale ostatecznie podjął studia na Wyższej Szkole Ekonomicznej przy Rakowickiej. Zaocznie, bo pracował w Biurze Projektów Przemysłu Naftowego. Stamtąd trafił do „Kabla”. Był jedynym, który nie trenował do południa, bo poważnie traktował obowiązki służbowe. Mimo to, po służbie wojskowej (grał w Lechii Szczecinek) wrócił i został kapitanem drużyny. Pamiętał treningi prowadzone przez Władysława Giergiela i Michała Filka, wyjazdowy mecz w Nowym Sączu, gdzie Kabel pokonał Sandecję 3-2, choć przegrywał 0-2. Równocześnie coraz bardziej pasjonowała go trenerka.
Ostatecznie skoncentrował się na pracy zawodowej, w „Kablu” został dyrektorem ekonomiczno-finansowym. W tym zakładzie pracy legitymował się 42-letnim stażem pracy. Cały czas był bardzo blisko klubu. Aż do takiego stopnia, że przez dwie kadencje był prezesem Kabla.
Jak wielu kolegów, bardzo przeżył pod koniec ubiegłego wieku zakończenie działalności sportowej przez ukochany klub. Wiedział, że na pewno popełniono wtedy błędy, niemniej był zdania, że wobec takiego a nie innego rozwoju wydarzeń najgorszego już nie można było uniknąć. Ale nie chciał wchodzić w szczegóły, ani ewentualnie szukać winnych, choć tamta rana długo krwawiła.
Później najważniejsze było to, że przed Kablem znów otworzyła się szansa. Bardzo cieszył się, iż zdecydowanie młodsze pokolenia podjęły starania odrodzenia klubu. Życzliwie odnosił się do tej inicjatywy, we własnym imieniu i kolegów z dawnych lat deklarował pomoc w przekazywaniu doświadczeń, które kiedyś czyniły Kabel mocnym klubem Krakowa. Był rad, że temat wydawałoby się definitywnie zamknięty jednak został zdjęty z półki spraw bezapelacyjnie zasługujących na pozytywne załatwienie. Trzymał kciuki za ekipę, która podjęła się niewątpliwie bardzo trudnego wyzwania.
I przywróciła Kabel sportowej mapie Krakowa. To Zbigniewa Błażewicza bardzo cieszyło.
Cześć Jego Pamięci!
(JC)