Szarość, smutek, zniechęcenie, rozczarowanie i niknące nadzieje. Czy z czegoś takiego może urodzić się olimpijski medal? Zaledwie 19-letni Kacper Tomasiak udowodnił, że jak najbardziej! Kiedy wydawało się, że po dekadach emocjonowania się skokami Małysza, Stocha, Żyły czy Kubackiego przyszedł ponury czas dla fanów polskich skoków, na igrzyskach niespodziewanym bohaterem został skoczek, który jeszcze rok temu ciułał punkty w Pucharze Kontynentalnym. – Mogło być lepiej – powiedział chwilę po konkursie przed kamerami Eurosportu, wprawiając w osłupienie dziennikarzy oraz… występującego w roli eksperta stacji Piotra Żyłę.
W historii zmagań w skokach narciarskich na igrzyskach olimpijskich czy mistrzostwach świata nie brakowało konkursów dziwnych i loteryjnych, w których szokujące rozstrzygnięcia były spowodowane wiatrem i szaloną aurą. Fani skoków pamiętają zapewne loteryjny konkurs na normalnej skoczni z mistrzostw świata w 2005 roku, wygrany przez Roka Benkovicia. Słoweniec nigdy wcześniej ani nigdy później nie stanął na podium zawodów Pucharu Świata. Zresztą również olimpijskie złoto Wojciecha Fortuny zdobyte w Sapporo było w dużej mierze efektem niezwykłego huraganu pod narty, jaki zakopiańczyk miał – i wspaniale wykorzystał – w pierwszej serii zawodów. O sukcesie Kacpra Tomasiaka, można z całą pewnością powiedzieć, że… nie zostanie zapisany w księdze medali szczęśliwych, przypadkowych czy spowodowanych niespodziewaną słabością rywali. Najmłodszy w historii polski medalista olimpijski w skokach narciarskich zaprezentował nie tylko wielką sportową klasę, ale też siłę mentalną, której mogłoby mu pozazdrościć wielu bardziej doświadczonych sportowców, a do tego pokonał przeciwników, którzy skakali po prostu znakomicie!
Książkowe skakanie
- Co Kacper ma wyjątkowego? No skacze tak… książkowo. Odbija się w tę stronę gdzie trzeba. Prowadzi płasko narty i ładnie się na nich kładzie. Po prostu robi wszystko jak trzeba – analizował na gorąco Piotr Żyła na antenie Eurosportu. Od początku sezonu to właśnie Tomasiak był najjaśniejszym punktem naszej kadry. W sezonie, w którym kibice liczyli na „last dance” Kamila Stocha, starzy mistrzowie jak właśnie „Orzeł z Zębu”, Dawid Kubacki czy Piotr Żyła nie mogli odnaleźć formy. Dwaj ostatni nie załapali się do kadry na IO, wybierając się do Włoch ostatecznie w roli ekspertów telewizyjnych. Stoch co prawda wystąpił w konkursie olimpijskim, ale niestety nie dał rady awansować do drugiej serii. Ale, jakby to brutalnie nie brzmiało, w polskich skokach narciarskich nie pierwszy raz sprawdza się powiedzenie „umarł król, niech żyje król”.
23 stycznia 2011 roku. 23-letni Kamil Stoch na Wielkiej Krokwi po raz pierwszy wygrywa konkurs o Puchar Świata. W tym samym czasie kończący karierę Adam Małysz jest w zakopiańskim szpitalu po groźnie wyglądającym upadku w pierwszej serii konkursu. - Długo nie znałem wyników zawodów. Byłem na badaniach i nie miałem dostępu do nich. Dowiedziałem się dopiero po jakimś czasie. Nie dzwoniłem jednak do Kamila z gratulacjami, bo chwilę później widzieliśmy się. Tam chyba nastąpił początek przekazywania symbolicznej pałeczki w polskich skokach, który zakończył się kilka tygodni później w Planicy - tak tamte chwile wspominał Adam Małysz w rozmowie z Onet Sport. 15 lat później w Predazzo, tak szczęśliwym dla polskich skoków, pałeczka po raz kolejny powędrowała w młodsze ręce. Tym razem należące do Tomasiaka, o którym jeszcze niedawno słyszeli tylko fanatycy beskidzkich skoków narciarskich.
Szczęście razy sześć
- Trzymaliśmy mocno kciuki za wszystkich biało-czerwonych, po cichu licząc na dobry występ któregoś z naszych zawodników. Medal to jednak było bardziej odległe marzenie kibica niż realna ocena sytuacji – mówi Łukasz Seweryniak, General Manager firmy Superbet, sponsora reprezentacji Polski w skokach narciarskich i dodaje: - Jeszcze dzień przed zawodami kursy na medal Kacpra Tomasiaka były naprawdę wysokie. Później, po świetnych skokach treningowych, zaczęły spadać, ale na pewno nie można powiedzieć, żeby był on faworytem. Każdą złotówkę postawioną przed konkursem na jego miejsce w TOP 3, gracze Superbet pomnożyli ponad sześciokrotnie.
Kiedy Adam Małysz sięgał po srebrne medale olimpijskie w Vancouver, Tomasiak niespełna miesiąc wcześniej skończył trzy lata. Olimpijskie złota Stocha w Soczi może już pamiętać, jako siedmiolatek. Na szczęście na pewno nie zapadła mu w pamięć historia Stefana Huli z igrzysk w Pjongczangu, kiedy to Polak prowadził po pierwszej serii, w drugiej zaprzepaszczając niestety szanse medalowe. Tomasiak, będąc po pierwszym skoku o krok od podium, w drugiej skoczył wprost perfekcyjnie dając wszystkim nadzieje nawet na olimpijskie złoto. To zgarnął jednak ostatecznie Niemiec Phillip Raimund, dla którego to również był debiut na najwyższym stopniu podium w poważnych zawodach. Zresztą w jego przypadku też można mówić o sporej niespodziance, za wytypowanie go do złota w Superbet również można było znacząco pomnożyć stawkę na kuponie.
- To mój najlepszy dotychczas sportowy dzień w życiu. Ale myślę też, że te najlepsze chwile jeszcze przede mną – podsumował srebrny medalista IO W Cortinie d’Ampezzo. I tych najlepszych chwil jak tlenu potrzebuje nie tylko Tomasiak, ale też całe polskie skoki narciarskie, dla których ten medal może być jak zastrzyk adrenaliny prosto w serce dla pacjenta w ciężkiej zapaści.
Marcin Bratkowski
Informacja prasowa Superbet