Facebook
kontakt
logo
Tempo logo
„Tempo” wraca! Kultowa gazeta sportowa – przez dekady obowiązkowa lektura kibiców w całej Polsce – już wkrótce w wyjątkowej książce. Ponad 50 lat historii tytułu opowiedzą jego najbardziej znani dziennikarze. Odsłonią kulisy fenomenu „Tempa”, które wychowało tysiące oddanych Czytelników. Pierwsze materiały i archiwalia – najpierw u nas w Internecie! Dlaczego „Tempo” rozpalało emocje? Co kochali w nim kibice, czego nie mieli nigdzie indziej? Skąd wziął się kult, który trwa do dziś? Odpowiedzi w kolejnych rozdziałach książki:
Strona główna > Sportowa Małopolska
Z DOMIESZKĄ RETRO (56), Mundial z Krakowa (1)2026-06-30 18:42:00

Podpowiedzi kadrowe


Czynność pakowania walizek idzie niektórym selekcjonerom topornie. Już ich na mundialu nie ma, ale z posadą ani myślą się rozstawać. Na przykład Czech Miroslav Koubek, choć właśnie nadeszła wiadomość, że jednak zabierze manele. Oczywiście za obopólnym porozumieniem z federacją i ekwiwalentem finansowym, skoro napracował się biedak jak diabli.


Z Koubkami sport od dawna ma nieliche kłopoty. Pamiętam, że na łamach katowickiego „Sportu” pisał o tym Jerzy Roha(tiner), który odniósł się do ciekawej sprawy. Otóż jeszcze w międzywojniu lat trzydziestych ubiegłego wieku renomowaną pozycją na lekkoatletycznych arenach cieszyła się Zdena Koubkova, aż nagle nastąpiła zasadnicza zmiana. Bo Zdena Koubkova stała się Zdenkiem Koubkiem, po operacji uzgodnienia płci z żeńskiej na męską. I na wcześniejsze wyczyny Zdeny zaczęto patrzeć cokolwiek inaczej. Już bez takiego podziwu, co wcześniej.


Niewątpliwą zasługą Miroslava Koubka było wiosenne wprowadzenie czeskiej reprezentacji do finałowej stawki mundialu 2026. Pal licho, że nastąpiło to w ogromnie szczęśliwych okolicznościach. Dzięki wygraniu na karne dodatkowych gier z Irlandią i Danią cel został przez piłkarzy Koubka osiągnięty. Ale teraz dalsza maskarada i pudrowanie brzydoty już nie wchodziło w rachubę. Czesi pożegnali się z mundialem w stylu fatalnym, niemniej Koubek jakoś nie chciał tego przyjąć do wiadomości. Jego kadrowicze rzekomo tworzyli sytuacje, mieli pecha, tylko oliwy do ognia całkiem niepotrzebnie dolewali ci parszywi dziennikarze. Krytykanci na każde zawołanie plebsu.


Koubek dosłownie chwilę po sromotnej klęsce reprezentacji obwieścił publicznie, że wcale nie ma zamiaru oddawać ją w pacht komuś innemu. Ma w ręku kontrakt do połowy 2028 roku i chce jego zapisy wypełnić. Wszystko bez żenady, elementarnego poczucia wstydu… Słuchając wynurzeń Koubka pomyślałem sobie: skąd my to znamy? Oczywiście było jasne skąd. Ano od naszych wizjonerów futbolu, w przypadku Michniewiczów i Probierzy święcie przekonanych, że odwalili kawał dobrej roboty… Zgoda, jeśli między ich Polską i Czechami Koubka postawić znak równości.


Od nocy czkawką odbija się również Niemcom. Tam z kolei Julian Nagelsmann na wszelki wypadek przypomina, że nosi kontrakt do ME 2028 i jak najbardziej ma zamiar uczestniczyć z ławki w tej prestiżowej imprezie. Deutscher Fussball Bund staje przed podjęciem decyzji w bardzo trudnym momencie. Z wysp sufluje Gary Lineker, który mówi wprost, że tak słabego Mannschaftu nie oglądał nigdy wcześniej. Można z tym osądem polemizować. Wszak dwa poprzednie mundiale (2018, z pozycji obrońcy tytułu oraz 2022) kończyli Niemcy jeszcze wcześniej, na eliminacjach grupowych.


Jednak jakie to ma znaczenie dla określenia skali klęski? Przecież również teraz jest ona totalna, co bezpośrednio bije przede wszystkim w Nagelsmanna, choć i jego piłkarzy. Bo prawda jest taka, że oprócz premierowego rozgromienia Curacao niemiecka drużyna wyglądała beznadziejnie. Z Wybrzeżem Kości Słoniowej uratowano zwycięstwo w ostatniej chwili, z Ekwadorem i Paragwajem już zabrakło happy endu. I nie da się zrzucić odium winy na wczorajsze odwołanie gola strzelonego Paragwajowi w dogrywce przez Jonathana Taha, albo wcześniejszą kontuzję Nico Schlotterbecka. Ani podobne okoliczności, rzekomo łagodzące. Myślę dokładnie tak samo jak Lineker. Pytanie, czy tym samym tropem pójdzie DFB. Inną podpowiedź może niemiecki związek otrzymać prosto z Monachium. Tam Bayern długo się z Nagelsmannem nie certolił.


Śmiało powinien uzupełnić ten tryptyk Ronald Koeman. Bez wątpienia światowego formatu defensor, ale już później zdecydowanie gorszy trener. Czy porażka z Marokiem stanowi niespodziankę, bo przecież w żadnym wypadku sensację? Absolutnie… Nie tylko w mundialowym kontekście, ile całokształcie dokonań Koemana w sprawowaniu kurateli nad narodową drużyną. Od dawna wygląda to blado, Ronald w żadnym wypadku nie odcisnął piętna na „Pomarańczowych”, ich gra od dawna nie przekonuje.


Mówiąc pół żartem, pół serio - Koeman ma dużo szczęścia, że „popisów” Holandii na obecnym mundialu nie dożył Johan Cruyff. Idę o zakład, że poddałby „dzieło” Koemana miażdżącej krytyce. Jak przed ponad dwiema dekadami uczynił to z Dickiem Advocaatem, gdy ten poprzez dokonanie bezsensownych zmian przegrał podczas EURO 2004 już prawie wygrany mecz z Czechami. Teraz porażka z Marokiem była po mojemu zasłużona, ale też jak najbardziej do uniknięcia. Stanęły ku temu na przeszkodzie: dokonanie dziwacznych zmian (jakby chciał się ukłonić Advocaatowi sprzed lat), zdumiewające rozkojarzenie Virgila van Dijka bezpośrednio przed utratą gola na 1-1, no i dramatycznie słabe wykonywanie „jedenastek”. W przypadku Holendrów akurat stanowi to kanon.


Ktoś może pomyśleć, że proponuję w tych trzech sytuacjach rozwiązania najprostsze, by nie powiedzieć prostackie. Czyli natychmiastowe zrezygnowanie z usług nieudaczników. Jako lek na całe zło, który niby ma dać zbawienie Czechom, Niemcom, Holendrom. No nie, nic z tych rzeczy. Otóż zastanówmy się nad perspektywami tych reprezentacji, jeśli w przeciwieństwie do Koubka zachowają stanowiska Nagelsmann i Koeman. Wierzycie, że są w stanie odmienić to, w czym maczali palce brudnych rąk?


Bo ja nie.


JERZY CIERPIATKA





więcej wiadomości >>>
2009 Sportowetempo.pl © Wszelkie prawa zastrzeżone
Web design by Raszty