W ostatni czwartek doszło do spotkania prezesa V-ligowej Wróblowianki Wróblowice z trenerem Dariuszem Maczugą. Po rzeczowej rozmowie panowie podziękowali sobie za dotychczasową współpracę.
- Dlaczego do tego doszło, pyta szkoleniowca portal sportowetempo.pl.
- Mecz pucharowy z Polonią Kraków (wygrany 7-2 - przyp. AG) był moim ostatnim spotkaniem w roli trenera Wróblowianki, ale nie ma w tym nic zaskakującego. Podejmując pracę w klubie zgodziłem się dokończyć rundę jesienną z zespołem, a po jej zakończeniu obie zainteresowane strony miały ustalić co dalej. Moim celem było przełamanie kryzysu w jakim znalazła się drużyna oraz awans w tabeli. Niestety nie udało się z różnych przyczyn tego zrealizować. Działacze byli rozczarowani osiągniętymi przez drużynę wynikami, natomiast ja warunkami do codziennej pracy treningowej. Przede wszystkim to brak odpowiedniej bazy i kłopoty z wynajmowaniem innych obiektów.
- W wielu meczach brakowało szczęścia..
- Tak, osiągnięte wyniki były konsekwencją serii czerwonych kartek otrzymanych przez kilku podstawowych zawodników. To powodowało nieustanną rotację w składzie i okazało się, że na kluczowych pozycjach, mimo licznej kadry, brak odpowiednich zmienników. Jeśli dodam do tego nieskuteczności w sytuacjach podbramkowych oraz to, że większość meczów z czołowymi drużynami rozgrywana była na wyjazdach - na siedem spotkań tylko dwa u siebie - otrzymamy mało ciekawy obraz. W meczu ze Śledziejowicami czerwoną kartkę otrzymał nasz bramkarz i w konsekwencji straciliśmy bramkę z rzutu karnego już w 49 minucie! Mimo to uratowaliśmy jeden punkt. Spotkanie ze Spójnią Osiek zakończyło się bezbramkowym remisem, choć nie powinno się odbyć się ze względu na fatalny stan boiska.
Trener Dariusz Maczuga jest wykładowcą w Szkole Aspirantów Państwowej Straży Pożarnej w Krakowie, gdzie na co dzień ma kontakt ze sportem. Kiedy znów wróci na ligowe boiska?
AnGo