Pcimianka Pcim - Wiślanie Jaśkowice 1-2 (0-1)
0-1 Ożóg 22
1-1 Hodurek 65
1-2 Marcin Morawski 80
Czerwona kartka: Mackiewicz (P, 25).
PCIMIANKA: Kipek - Łukasik, Mackiewicz, Hodurek (80 Chmiel), Filipek - Salawa, Marszalik, Wolski, Moskal - Ignyś, P. Muniak.
WIŚLANIE: Grzesiak - Cygan, Marcin Morawski, Celarski (75 J. Morawski), Ignacok - Kapusta, Radziszowski (20 Sady, 78 Antosiewicz), Kazek, Rzeszótko - Wcisło, Ożóg (66 Podgajny).
Pcimianka, grając od 25. minuty w dziesiątkę, po twardym i emocjonującym meczu przegrała z liderem z Jaśkowic dopiero w końcówce.
Kto wybrał się w niedzielne popołudnie na stadion Pcimianki na pewno nie mógł narzekać na brak emocji. Na boisku działo się dużo od początku do końca spotkania.
W 5. minucie Ignyś minął obrońcę w polu karnym, po czym został powalony na ziemię. Gospodarze domagali się karnego, ale sędzia go nie podyktował. W 20. minucie Wiślanie egzekwowali rzut rożny. Piłkę wrzuconą z kornera przez Kapustę przedłużył głową Kazek, a Ożóg - również głową - umieścił ją z 3 metrów w siatce. Kilka minut później Pcimianka dostała następny cios. W środkowej strefie boiska Mackiewicz wykonał ostry wślizg, zamiast w piłkę trafił zawodnika z Jaśkowic, a arbiter za ten faul pokazał czerwoną kartkę.
Mimo gry w osłabieniu gospodarze nie zamierzali się poddawać. W 35. minucie mogli wyrównać, gdyż P. Muniak wychodził na pozycję "sam na sam". Został jednak sfaulowany, zawodnik gości dostał za swoje przewinienie żółtą kartkę (pcimianie uważali, że powinna być czerwona), a z wolnego miejscowi nie stworzyli już zagrożenia.
Po przerwie Pcimianka nadal szukała szansy na remis. Udała się ta sztuka w 65. minucie, gdy po centrze z wolnego mocnym uderzeniem głową pod poprzeczkę Hodurek nie dał bramkarzowi żadnych szans. Gospodarze poszli za ciosem, mieli nawet dwie znakomite okazje, ale zabrakło trochę szczęścia.
Wiślanie tymczasem w 75. minucie trafili do siatki, ale ze spalonego. Parę minut później goście zdobyli zwycięskiego gola. Z wolnego, z boku, z ponad 20 metrów, Marcin Morawskim uderzył celnie w "długi" róg.
- Mieliśmy ciężką przeprawę, ale w końcówce udało się strzelić bramkę na wagę trzech punktów. Zdobyliśmy dwa gole, lecz do siatki trafiliśmy cztery razy. Na początku drugiej połowy uczynił to Wcisło, a przy stanie 1-1 Rzeszótko, obaj jednak zdaniem sędziego byli na spalonym. Mieliśmy poza tym kilka sytuacji, między innymi Wcisło był sam na sam, ale bramkarz obronił jego strzał - skomentował krótko Janusz Morawski, zawodnik i działacz Wiślan.
rst + kspcimianka.futbolowo.pl