Gościbia umie grać z najlepszymi. W tej rundzie zremisowała z prowadzącymi w lidze Wiślanami, pokonała sensacyjnie wicelidera Zieleńczankę na jej boisku, a w sobotę zremisowała z trzecią w tabeli Clepardią. Zważywszy że sułkowiczanie zajmują miejsce trzecie od końca, ich sukcesy z zespołami ścisłej czołówki są godne podziwu.
VI liga krakowska: Gościbia Sułkowice - Clepardia Kraków 0-0
Czerwona kartka: Gumula (C, 50, dwie żółte).
CLEPARDIA: Cieślik - Kuczaj, Turek, Miczek, Gumula - Wojniak, Wach, Sieniawski (46 Moszumański), Iglar (65 Brandys) - Nykiel, Łataś (75 Machno).
Pierwsza połowa należała do faworyzowanych krakowian, którzy prowadzili grę i byli lepszym zespołem. Goście stworzyli trzy bardzo dobre sytuacje, których jednak nie wykorzystali. Konkretnie miał je Łataś. W pierwszym przypadku minął trzech zawodników gospodarzy i bramkarza, przerzucił sobie piłkę na lewą nogę, by z 7 metrów nie trafić do pustej bramki. Później strzelał z ok. 10 m, ale golkiper Gościbi nie dał się pokonać. Wreszcie, będąc 3 metry od bramki, został w ostatniej chwili zablokowany. Gospodarze dość dobrze prezentowali się w polu, ale większego zagrożenia nie stwarzali, poza sytuacją kiedy po rzucie wolnym piłka trafiła w poprzeczkę.
Niedługo po przerwie Gumula dostał drugą żółtą kartkę i goście musieli się męczyć w dziesiątkę. Mimo personalnego osłabienia Clepardia przez 20 minut miała więcej do powiedzenia na boisku i mogła nawet zdobyć dwa gole! Moszumański, mając przed sobą tylko bramkarza, trafił jednak prosto w niego, a Nykiel - po wrzutce z prawej strony - z 6 m spudłował.
- Gra w osłabieniu, a także trudy środowego meczu o Puchar Polski z Garbarnią odbiły się w końcówce na kondycji zawodników. Zaczęliśmy tracić siły, w efekcie w ostatnim kwadransie Gościbia bardzo mocno przycisnęła i była blisko przechylenia szali zwycięstwa na swoją korzyść. Na szczęście dla nas Cieślik spisywał się w bramce bezbłędnie, parę razy pomogli mu też obrońcy i utrzymaliśmy remis do końcowego gwizdka, który zabrzmiał o kilka sekund za wcześnie... Pierwszy raz zdarzyło mi się, żeby arbiter przerwał akcję ofensywną, która mogła zakończyć się golem. Wyszliśmy z kontrą czterech na dwóch i gdy byliśmy na 30-40. metrze przed bramką gospodarzy sędzia odgwizdał koniec meczu... - nie mógł się nadziwić tej decyzji Krzysztof Krok, trener Clepardii.
rst