Odrobione zadanie z taktyki
Clepardia Kraków - Płaszowianka Kraków 3-0 (1-0)
1-0 Wojniak 6
2-0 Łataś 70
3-0 Wach 88
Sędziował Bartłomiej Zaręba. Żółte kartki: Kadłuczka - A. Chróściel. Mecz na boisku SMS-u.
CLEPARDIA: Cieślik - Wójcik, Miczek, Turek, Gumula - Ostrowski (50 Skotniczny), Wach, Kadłuczka, Brandys (70 Kuczaj) - Wojniak, Nykiel (46 Łataś, 80 Gągol).
PŁASZOWIANKA: Pietrzyk - Pazdyk, Maciej Roda, Wajda, J. Roda (80 Kania) - Trojański, Szafraniec, Szmalec, Gawin (70 Proano Enriquez) - A. Chróściel, Flasiński (46 Kasprzyk).
Clepardia wyciągnęła wnioski z porażki z Płaszowianką w rundzie jesiennej. Wtedy trzy kontry rywali okazały się zabójcze. Dziś gospodarze (grający jednakowoż na wypożyczonym boisku) zmienili taktykę i to oni strzelili trzy gole. - W tamtym meczu oni nas kontrowali, teraz zagraliśmy spokojnie z tyłu i próbowaliśmy im zabierać piłkę - mówi Krzysztof Krok, trener Clepardii.
Pierwszy gol padł już w 6. minucie. Wojniak dostał piłkę do rogu szesnastki i uderzył celnie po "długim". Bramki pieczętujące sukces Clepardii zostały zdobyte w ostatnich 20 minutach, obie po prostopadłych podaniach, po których Łataś i Wach wychodzili sam na sam z bramkarzem.
- Mieliśmy dużo więcej okazji - mówi trener Krok. - Między innymi Łataś z pięciu metrów główkował w bramkarza, Nykiel trafił piłką w słupek, Wach nie wykorzystał szansy "sam na sam". Były też wyjścia 2 na 1 czy 3 na 2, ale zabrakło dogrania piłki. Płaszowianka właściwie nie stworzyła stuprocentowej sytuacji, miała dwa wolne pośrednie za... przekleństwa naszych zawodników, ale nic z tych okazji nie wyszło. Pod koniec jeszcze rywale oddali groźny strzał z 20 metrów.
- W pierwszej połowie mecz był całkowicie jednostronny, nie potrafiliśmy stworzyć żadnego zagrożenia w ataku, w obronie natomiast staraliśmy się nie dopuszczać rywali do pozycji strzeleckich. Ale jedną bramkę i tak straciliśmy - ocenia mecz Krzysztof Pazdyk, prezes i zarazem zawodnik Płaszowianki.
- Po przerwie było lepiej, ale tylko w pierwszym kwadransie - kontynuuje Krzysztof Pazyk. - Najpierw moje dośrodkowanie głową przedłużył Trojański, ale Gawin zamiast kopnąć z 5 metrów nogą niską piłkę próbował strzelać głową. Później jeszcze krosowe podanie Macieja Rody trafiło do stojącego w narożniku pola bramkowego Artura Chróściela, który uderzył piłkę nieczysto i szansa przepadła.
rk