Sandecja Nowy Sącz - Krakus Nowa Huta 1-0 (0-0)
1-0 Darowski 55
SANDECJA: Brożek - Michalik (90 Młynarczyk), Dudek, Zinyak, Bogaczyk, Nowak (50 Maurek), Gębski (85 Cempa), Janas, Zieliński (80 Janczura), Janur (61 Solarz), Darowski (75 Kluska).
KRAKUS: Jękot - Trzos, Dębowski, Kuligowski, Gołdyn (70 Góra) - Talarczyk, Pamuła (80 Fudali), Gawęda (55 Gruszecki) - Kok, Kozieł, Jagła.
Jedyny gol meczu padł w 55. minucie, po serii rzutów rożnych. Mocne dośrodkowanie na "krótki" słupek przedłużył głową jeden z zawodników, po czym Darowski z 3 metrów strzelił celnie do siatki.
W I połowie gra była wyrównana, oba zespoły miały po dwie sytuacje bramkowe, gospodarze nieco lepsze (Janur, Zieliński). Po przerwie niby Krakus ruszył do przodu, ale mimo dobrych okazji jakie mieli Kozieł i Kuligowski nie potrafił zdobyć bramki. - Mecz się nam nie ułożył, za mało było agresji w grze moich podopiecznych - powiedział Maciej Trzcionka, trener Krakusa. - Obudził ich dopiero gol dla rywali. Szkoda, że potrzebowali akurat takiego negatywnego impulsu...
- Mecz, mimo parnej pogody, toczył się w szybkim tempie, był wyrównany - stwierdził Adam Ciastoń, trener Sandecji. - Po przerwie zespoły odpowiadały akcją za akcję, my mieliśmy więcej szczęścia. W końcówce Krakus zepchnął nas do defensywy, ale obroniliśmy wynik. Mieliśmy nawet szansę czterech na dwóch, lecz Maurek strzelił z 11 metrów zbyt słabo...
RK