MLJM: Glinik Gorlice - Hutnik Kraków 2-0 (0-0)
1-0 Majcher 48
2-0 Rzemiński 63
GLINIK: Lang - Kurzawa, Osetek, Rząca, Rzemiński - Lepa (68 Gawryła), Rachel (62 Juszyński), Laskoś, Majcher - Baran, Grądalski.
HUTNIK: Zawartka (41 Bartyzel) - Cieśla, Cyganek, Gruca, Śwituszak - Stopka, Białkowski (41 Judka), Górka, Łucarz - Ostrowski (70 Dudek), Świder.
Pierwsza połowa była nieciekawa, bez sytuacji bramkowych z obu stron. Obraz gry odmienił się dopiero po przerwie. W 48. minucie samodzielną akcję przeprowadził Majcher - odebrał na 40. metrze piłkę rywalowi i pobiegł w kierunku bramki Hutnika, po czym z ok. 15 m strzelił celnie do siatki. Glinik podwyższył kwadrans później. Futbolówkę z wolnego z ok. 30 m uderzył Majcher, bramkarz wybił ją ręką na poprzeczkę, a Rzemiński dobił ją głową.
- Gra po przerwie była bardzo ładna i stała na dobrym poziomie. W pełnej zaangażowania wymianie ciosów byliśmy skuteczniejsi i wygraliśmy zasłużenie - stwierdził Wojciech Raczyński, kierownik drużyny z Gorlic.
Waldemar Kocoń, trener Hutnika, wypowiedział się z sarkazmem: - Chcielibyśmy, żeby arbiter tego meczu tak samo serdecznie witał się z nami, jak to uczynił w przerwie meczu z zawodnikami i kibicami gorlickimi. Wiedzieliśmy już w tym momencie, że w drugiej połowie będziemy mieli pod górkę i tak rzeczywiście było. Nie rozumiem tego, emocji było jak na rybach, a mecz przecież o pietruszkę... Takimi sytuacjami powinien się zainteresować MZPN.
rst