Lubrzanka Kajetanów - Unia Tarnów 1-3 (1-2)
1-0 M. Bracha 15
1-1 Rodak 31
1-2 Saratowicz 36
1-3 Kucharzyk 90
Sędziował Mateusz Łosiak ze Skarżyska. Żółte kartki: Supierz, Cedro – Bartkowski, Ocłoń, Saratowicz. Widzów 100.
LUBRZANKA: Zieliński - K. Bracha, Mosiołek, Sobieraj, Supierz – Woszczycki (46 Siwek), Cedro, Pałgan, Treter - M. Bracha, Staszewski (70 Skrzyniarz).
UNIA: Lisak - Łapuszek, Bartkowski, Węgrzyn (80 Witek), Nytko (52 Kucharzyk) - Rodak, Ocłoń (62 Bomba), Radliński, Kazik - Pietrucha, Saratowicz.
Tarnowska Unia potrafiła wykorzystać błędy podopiecznych nowego trenera Lubrzanki Krzysztofa Sobieraja i ze stanu 1-0 dla gospodarzy doprowadzić do 3-1 dla gości.
Lubrzanka prowadziła od 15. minuty po ładnym golu Michała Brachy. W 31. minucie Tomasz Rodak wyrównał na 1-1, nie przeszkadzało mu trzech obrońców, gdy z paru metrów pakował piłkę do bramki. W 36. minucie goście prowadzili już 2-1. Piotr Saratowicz posłal dalekie podanie w pole karne Lubrzanki, miało być chyba dośrodkowaniem, ale piłka po nim nad bramkarzem Lubrzanki wpadła do siatki. Walka zespołu z Kajetowa po przerwie nie zmieniła jego losu, Unia dodala zaś do swojego dorobku jeszcze jedno trafienie - tuż przed końcem meczu Marcina Kucharzyka.
- Zabrakło nam sił, a jak nie ma sił, to głowa nie pracuje jak trzeba i popełnia się proste błędy - oceniał przyczyny porażki Krzysztof Sobieraj.
- Po przerwie było trochę nerwowo, bo Lubrzanka atakowała, była groźna przy stałych fragmentach gry. Niepotrzebnie do tej nerwówki doprowadziliśmy, bo mieliśmy sytuacje i powinniśmy podwyższyć wynik. Dopiero w końcówce, po trzecim golu, mogliśmy odetchnąć z ulgą - przyznawał trener Unii Marcin Manelski.
BOS