Od samego rana w Wieliczce padał rzęsisty deszcz, który mocno rozmiękczył murawę boiska Wieliczanki.
Gospodarze zaczęli od wysokiego "C", raz po raz przeprowadzając ataki prawą stroną. Żaden z napastników nie potrafił jednak wykorzystać podań prawego pomocnika Bartłomieja Nowaka. Z czasem, gdy boisko było coraz bardziej grząskie, gra stała się bardziej przypadkowa i przeniosła się na środek. W 31. minucie w tej strefie boiska piłkę przejął Ochoński, poprowadził ją do 20. metra i wzdłuż pola karnego dograł do Kaczmarskiego, a ten dopełnił formalności. Wieliczanka od tego momentu złapała jakby właściwy rytm i jej ataki były częstsze i coraz groźniejsze. W 41. minucie Kaczmarski po solowej akcji prawą stroną idealnie dograł futbolówkę do Nowaka, który z 5 metrów trafił do bramki.
Po zmianie stron wieliczanie znów ruszyli z impetem i po 5 minutach nastąpiła zmiana wyniku. Po ataku pozycyjnym gospodarzy zawodnik Zielonych chcąc wybić piłkę z pola bramkowego zrobił to tak niefortunnie, że ta trafiła wprost pod nogi Ciupka, a ten płaskim, mocnym strzałem pokonał bramkarza. Trzy minuty później Zieloni przeprowadzili atak środkiem boiska i nastąpiła niemal kopia bramki dla wieliczan; Michał Żurek zbyt słabo wybił piłkę, którą przejął napastnik gości strzelając obok bezradnego Windaka. Jak się okazało, ten okres spotkania był najbardziej obfitujący w bramki, gdyż nie minęło 5 minut i znów padł kolejny gol. Adrian Ciupek ograł najpierw jednego obrońcę i podczas próby przejścia drugiego został faulowany w polu karnym. Łukasz Windak zamienił jedenastkę na gola. Po następnych 5 minutach Woźniak uruchomił ładnym podaniem Ciupka i po pięknym 30-metrowym rajdzie snajpera Wieliczanki było 5-1.
Wieliczanie kontrolowali grę i tylko bardzo dobre umiejętności bramkarza gości uchroniły ich zespół od wyższej porażki. Ostatnia ciekawa sytuacja meczu miała miejsce w 81. minucie. Po jednym z nielicznych ataków drużyny z Niegowici sędzia, po bezsensownym faulu Ochońskiego, podyktował rzut karny, który goście zamienili na gola. Wynik 5-2 utrzymał się do ostatniego gwizdka.
WK