Grzegórzecki Kraków - JKS Zelków 3-4 (2-0)
1-0 Bargieł 25
2-0 Fryc 45
2-1 Podgajny
3-1 Węgrzyn 83
3-2 Podgajny 85
3-3 Rokosz 90+1
3-4 Satała 90+3
ZELKÓW: T. Malec – Gaweł (Kłaput), Wojtyga, Celarski, Radwanek - Para, Strzeboński, Chachlowski (Satała), Rokosz - Podgajny, M. Malec.
Bardzo ciekawy mecz. Zwłaszcza druga połowa przypominała spotkanie NBA - sunęła akcja za akcją, a wszystkie po przemyślanych, składnych zagraniach. Zelków dokonał niesamowitego wyczynu, w ostatnich ośmiu minutach, w tym trzech doliczonych, zdobył trzy bramki i z 1-3 wyszedł na zwycięskie 4-3.
Pierwsza połowa wyglądała jakby to Grzegórzecki był liderem, a Zelków zajmował w tabeli pozycję gospodarzy. Całe 45 minut przeważali zawodnicy z Grzegórzek, których akcje były groźniejsze i bardziej składne. Jedną z nich wykorzystał Bargieł. Zastawił się w polu karnym, przepchnął obrońcę i uderzył w „długi” róg. Następnie mocno strzelał z 16 metrów, ale T. Malec nie dał się pokonać i wybił piłkę na rzut rożny. Zelków próbował odrobić stratę, ale jego gra przypominała bardziej bicie głową w mur. Brakowało przede wszystkim ostatniego podania. Kiedy wydawało się, że wynikiem 1-0 zakończy się pierwsza połowa, gospodarze strzelili bramkę głową po dośrodkowaniu z kornera.
W drugiej części spotkania zobaczyliśmy na boisku zupełnie inny Zelków. Goście grali ładnie, szybko piłką i cały czas atakowali. Wpływ na to miało wycofanie jednego obrońcy i wstawienie za niego trzeciego napastnika - Kłaputa.
Zelków stworzył kilka świetnych okazji, lecz piłka nie chciała wpaść do bramki gospodarzy. Grzegórzecki za to cały czas groźnie kontrował. Wyborną okazję miał Bargieł, ale z 5 metrów nie potrafił pokonać T. Malca.
W odpowiedzi Podgajny dośrodkował z rzutu wolnego w pole karne i przy złym ustawieniu bramkarza piłka wpadła mu „za kołnierz”. Wydawało się, że lider pójdzie za ciosem, ale to Grzgórzecki wyprowadził kolejną kontrę i zdobył gola na 3-1.
To co wydarzyło sie dalej zaskoczyło wszystkich zgromadzonych na stadionie w Płaszowie. W 8 minut Zelków zdobył 3 bramki!!!
Najpierw Podgajny minął obrońcę i strzelił nie do obrony, następnie Rokosz przelobował bramkarza z narożnika pola karnego, a bramkę na wagę 3 punktów zdobył Satała sprytnym uderzeniem z ostrego kąta.
TM
Komentuje Grzegorz Ostapczuk, trener Grzegórzeckiego:
- Po pierwszej połowie powinniśmy prowadzić 4-0. Nie wykorzystaliśmy trzech "setek", a rywale nie mieli ani połowy sytuacji. Po przerwie zmarnowaliśmy pięć stuprocentowych okazji, a przy stanie 3-2 mogliśmy strzelić na 4-2 i byłoby po meczu. Piłka zmierzająca lobem do bramki skozłowała jednak na kępie trawy tak wysoko, że zamiast do siatki pofrunęła nad poprzeczką... A końcówka, w której w ciągu kilku minut straciliśmy trzy gole i zwycięstwo będzie nam się długo śniła.
rst