Dwa karne i trzeci wycofany
Kosynierzy Łuczyce - Pogoń Miechów 0-3 (0-1)
0-1 Górski 33
0-2 R. Dudziński 62
0-3 Czekaj 88 (karny)
KOSYNIERZY: Wójcik, Korcala, Gołąb, Krzyworzeka, Krężelok, Zbroja (55 Rodak), Kawula, Czarny, Moskal (70 Król), Bojanowski (32 Bandera), Świdziński.
POGOŃ: Paczyński - Węglarz, Krupa (76 Czekaj), Kaczor, K. Dąbrowski - Kowalczyk, R. Dudziński (75 Gajewski), G. Dąbrowski, Owczarski - M. Dudziński (60 T. Piwowarski), Górski.
Pierwsza połowa była jeszcze wyrównana, choć lepsi piłkarsko byli na pewno miechowianie. Kosynierzy zagrozili bramce gości w 17. minucie z wolnego - strzał Krzyworzeki wyjął spod poprzeczki Paczyński. Pogoń coraz częściej zaczęła wypracowywać sobie sytuacje. W 26. minucie Górski podał w "uliczkę" do M. Dudzińskiego, ten jednak nie trafił w bramkę. Po chwili Górski sam strzelał, ale bramkarz miejscowych nie dał się pokonać. W 33. minucie goście objęli prowadzenie. Kowalczyk podał do M. Dudzińskiego, ten do Górskiego, który znalazł się na czystej pozycji i skierował piłkę do pustej bramki.
Po przerwie kolejnej szansy "sam na sam" nie wykorzystał M. Dudziński, tym razem po podaniu Owczarskiego. W 50. minucie gospodarze zapisali się w meczowych statystykach kolejnym rzutem wolnym wykonywanym przez Krzyworzekę. Z 30 m uderzył on pod poprzeczkę, ale podobnie jak w I połowie bramkarz miechowian poradził sobie.
10 minut później grający trener Pogoni - M. Dudziński wpadając w pole karne został sfaulowany, doznając przy okazji kontuzji barku. Sędzia początkowo podyktował jedenastkę, ale po protestach Kosynierów wycofał przewinienie przed szesnastkę.
W 84. minucie, gdy faulowany był G. Dąbrowski, arbiter decyzji już nie zmienił. Karnego dla Pogoni wykonywał Górski. Strzelał technicznie, prawie jak... Frankowski. Prawie robi jednak różnicę, bo zbyt lekko uderzoną piłkę golkiper z Łuczyc zdołał obronić.
Cztery minuty później kolejna jedenastka dla miechowian, tym razem za faul na Kowalczyku. Czekaj nie bawił się w technikę, strzelił mocno i celnie, pieczętując wygraną Pogoni 3-0.
Kosynierzy próbowali grać z kontry, ale nic im się w sobotę w czasie mocno padającego deszczu nie kleiło.
rst/zp