O meczu opowiada Bartłomiej Kawski, piłkarz Wawelu:
- Pierwsza połowa to taka trochę przebijanka. Michałowianka objęła prowadzenie po przypadkowym golu. Nasz zespół doznał osłabienia, bo z powodu kontuzji zszedł Kapusta. Po przerwie rzuciliśmy się na nich i dość szybko wyrównaliśmy. Goście myśleli, że jest spalony i stanęli. Ziółko, który dostał podanie od Gilarskiego też stanął, ale kopnął jeszcze piłkę. Ta wpadła do bramki i sędzia uznał gola. Zwycięską bramkę zdobył Ruszkiewicz. Dostał podanie z boku, wszedł w pole karne i strzelił. Rywale mieli parę okazji, ale dobrze sobie radził w bramce nasz trener Jakub Nowak, który jak wiadomo broni z konieczności. Sądziłem, że Michałowianka zaprezentuje się lepiej...
rst