Michałowianka Michałowice - JKS Zelków 2-1 (1-0)
1-0 Wianecki 20
2-0 Halota 75
2-1 Kłaput 88
Sędziował Tomasz Piróg. Widzów 100.
MICHAŁOWIANKA: Zieliński - Wianecki, Jabłoński, Grzesiak, Socha - Sienko, Rechemtiuk, Halota, A. Kopeć (70 Rodzeń) - Z. Kopeć (70 Sadzikowski), Klęk (46 Waligóra).
Prowadzenie dla gospodarzy uzyskał Wianecki pięknym strzałem z 30 m w "okno". Podwyższył na kwadrans przed końcem Halota uderzając spoza "szesnastki". Michałowianka mogła zdobyć więcej goli, ale zabrakło jej piłkarzom skuteczności. W 88. minucie Zelków strzelił honorową bramkę - Kłaput z narożnika pola karnego przymierzył w "okienko" po "długim". To była naprawdę piękna bramka.
- W doliczonym czasie Strzeboński miał nawet szansę na wyrównanie, ale uderzył nad poprzeczką. Mogliśmy szczęśliwie zremisować, ale trzeba przyznać, że byliśmy słabsi od gospodarzy - stwierdził uczciwie obrońca Zelkowa, Mariusz Wojtyga. - Spośród nielicznych sytuacji bramkowych można jeszcze wymienić tę, którą miał w drugiej połowie Kłaput - po jego główce bramkarz Michałowianki obronił piłkę zmierzającą w górny róg.
- Mieliśmy przewagę, byliśmy piłkarsko lepsi - stwierdził Bartłomiej Świkszcz, trener drużyny z Michałowic. - Rywale grali długimi piłkami do przodu, szukali okazji do strzału z każdej pozycjhi, groźne były stałe fragmenty w ich wykonaniu, nawet auty wyrzucane w pole karne. Piłkarsko byliśmy jednak dużo lepsi i powinniśmy byli strzelić ze cztery gole, a nie tylko dwa...
rst