Środowy mecz Dąbskiego z Michałowianką prowadziło dwóch sędziów, bowiem arbiter główny nie dojechał. W tej sytuacji - po uzgodnieniu z kierownictwem drużyn - na linii stanął miejscowy piłkarz. - Proszę tylko pokazywać auty i nie sygnalizować mi chorągiewką spalonych. Tymi ja się zajmę - instruował przed spotkaniem pan Jacek Kubiszyn. I trzeba przyznać, że tylko raz była sporna sytuacja, ale za to taka, po której goście strzelili drugiego gola.
Po końcowym gwizdku sędziowie czekali, aż kibice opuszczą stadion. Ci nie dawali za wygraną, ale robili to kulturalnie. - Panie sędzio, stałem na wysokości akcji i spalony był 3-metrowy. Nie boi się pan? - argumentował starszy pan. - Ja niczego się nie boję - odpowiedział sympatyczny arbiter, który nie zanotował wpadek jako główny, choć miał sędziować na linii. (AnGo)