Mistrzowie Polski z Krakowa nadal zadziwiają. We wtorek wygrali z Zagłębiem Sosnowiec 5-3 i jest to ich siódme kolejne zwycięstwo! Kibice w Nowym Targu liczyli na dobrą postawę Podhala, a tymczasem "Szarotki" wysoko przegrały w Tychach 1-6.
W grupie słabszej trzeba odnotować wygraną KH Sanok ze Stoczniowcem 6-2 i Unii Oświęcim w Toruniu z TKH 3-2.
Cracovia – Zagłębie Sosnowiec 5-3 (1-0, 1-2, 3-1)
1-0 Słaboń - L. Laszkiewicz - D. Laszkiewicz 3:31
1-1 Podlipni - Różański 24:22
1-2 Banaszczak 37:57 w przewadze
2-2 Musial - Łopuski - Dulęba 38:29
3-2 Csorich - L. Laszkiewicz - D. Laszkiewicz 50:13
4-2 Słaboń - Piotrowski 52:29
5-2 Dulęba 58:59 w osłabieniu do pustej bramki
5-3 Różański 59:53 w przewadze
Sędziowali: Waldemar Kupiec (Oświęcim) - Jacek Bernacki (Sosnowiec) i Adrian Hyliński (Oświęcim). Kary: 12 - 22 (w tym 2 techn.) min. Widzów 1000.
CRACOVIA: Radziszewski – Wajda, Csorich (2); L. Laszkiewicz, Słaboń (2), D. Laszkiewicz – Dudaš (2), Dulęba (2); Radwański, Musial, Łopuski – Noworyta, Kłys (2); Piotrowski (2), Biela, Drzewiecki – Landowski, Guzik; Rutkowski, Bryła, Witowski.
ZAGŁĘBIE: Rajski – Galvas, Banaszczak; Luka (10), Podsiadło, G. Da Costa – Dronia, Duszak (2); Podlipni, Koszarek (2), Różański – Kuc (2), Bychawski (2); Sarnik, Zachariasz, Opatovsky – Ślusarczyk, T. Kozłowski, Jaros (2).
Sosnowiczanie zagrali z nowym zawodnikiem Łukaszem Zachariaszem i postawili wysokie wymagania Cracovii. Od początku toczyli wyrównany bój i nie zamierzali łatwo oddać punktów. Gospodarze objęli prowadzenie w 4 minucie. Po podaniu Leszka Laszkiewicza stojący przed bramką Damian Słaboń umieścił krążek w górnym rogu. W 15 minucie "Pasy" grały czterech na trzech, a w następnej minucie role się odwróciły, lecz nie przyniosło to wymiernych korzyści. Pod koniec tercji Tomasz Koszarek znalazł się sam przed Rafałem Radziszewskim i trafił wprost w niego. Po chwili pędzącego prawą stroną Gabriela Da Costę zaatakował przy bandzie Martin Dudaš. Faulu nie było, jednak zdecydowanie lżejszy sosnowiczanin odczuł zderzenie i musiał z urazem wiązadeł kolanowych udać się do szatni.
W 13 sekundzie drugiej odsłony Leszek Laszkiewicz - po błędzie Tomasza Rajskiego - miał pustą bramkę, ale i ostry kąt. Strzelił technicznie i trafił w boczną siatkę. W 25 minucie L. Laszkiewicz stracił krążek przy wyprowadzaniu go z własnej tercji, Jarosław Różański zagrał do stojącego przed bramką Zbigniewa Podlipniego, który na dwa razy pokonał Radziszewskiego. Cracovia w tym okresie ustępowała Zagłębiu, które wyczuło szansę i objęło prowadzenie. I tym razem to gospodarze przyczynili się do zdobycia przez gości gola. Marian Csorich mógł zdobyć z "gumą" wszystko i zamiast wystrzelić (krakowianie grali w osłabieniu), stracił ją we własnej tercji. Strzelał Andrzej Banaszczak, a nadjeżdżający Damian Słaboń tak niefortunnie interweniował, że trafił do własnej bramki. Goście nie cieszyli się długo, bowiem niespełna dwie minuty później Musial pojechał sam na Rajskiego i nie zmarnował okazji.
Na początku trzeciej tercji Cracovia nie wykorzystała podwójnej przewagi. W 51 minucie sosnowiczanie stracili krążek we własnej strefie obronnej, Leszek Laszkiewicz obsłużył Csoricha i ten pewnie pokonał bramkarza. Po chwili Słaboń nie zmarnował sytuację jeden na jeden, ale po chwili z bliska już nie spudłował, choć gola strzelił... nogą . Sędzia musiał w tej sytuacji obejrzeć zapis wideo. - Nie było żadnego ruchu z mojej strony, stąd arbiter uznał, że gol był prawidłowy - powiedział Słaboń.
Zagłębie zaatakowało i było bliskie zdobycia kontaktowego gola. Strzelali Marcin Jaros, Piotr Sarnik, Różański i Artur Ślusarczyk, ale "Radzik" miał dobry dzień i w zasadzie popełnił tylko jeden błąd na 7 sekund przed końcową syreną, kiedy pozwolił na dobitkę Różańskiemu. Zanim to nastąpiło, Csorich pojechał na ławkę kar, przyjezdni wzięli czas i wycofali bramkarza. Ten manewr im nie wyszedł, bowiem Mariusz Dulęba przejął krążek i wpakował go do pustej bramki.
W Cracovii zabrakło kontuzjowanego Igorsa Bondarevsa i zawieszonego na pięć meczów Grzegorza Pasiuta.
- Po moich zawodnikach było widać, że ostatnio mocno trenowaliśmy i ręce nie pracowały tak jak powinny. Mimo wszystko z gry jestem zadowolony, zespół zagrał z determinacją i starał się osiągnąć jak najlepszy wynik - podsumował szkoleniowiec Cracovii, Rudol Rohacek.
- Rozegraliśmy całkiem inny mecz niż ten z Cracovią w Sosnowcu. Po dwóch dobrych w naszym wykonaniu tercjach była realna szansa na korzystny rezultat. Niestety popełniliśmy w ostatnich 20 minutach zbyt dużo indywidualnych błędów i ułatwiliśmy zadanie gospodarzom - mówił po spotkaniu trener Zagłębia, Milan Skokan.
Andrzej Godny
GKS Tychy – Podhale Nowy Targ 6-1 (3-1, 1-0, 2-0)
1-0 Witecki – Krzak – Proszkiewicz 1:10
2-0 Wołkowicz – Woźnica 1:47
2-1 Kolusz - Baranyk 7:26
3-1 Majkowski – Proszkiewicz – Sokół 14:18
4-1 Bacul – Kotlorz 33:50 w przewadze
5-1 Śmiełowski – Kotlorz 46:04 w podwójnej przewadze
6-1 Kotlorz – Maćkowiak – R. Galant 56:25
Sędziowali: Zbigniew Wolas (Oświęcim) – Leszek Kubiszewski, Mariusz Smura (Katowice). Kary: 10 – 16 min. Widzów 1300.
GKS TYCHY: Sobecki; Kotlorz – Śmiełowski, Mejka – Jakeš, Sokół – Majkowski; Bacul (2) – Parzyszek (2) – Paciga (2), Proszkiewicz (4) – Krzak – Witecki, Wołkowicz – Bagiński – Woźniak, Maćkowiak – R. Galant – Matczak.
PODHALE: Zborowski; Dutka (4) – Suur (2), Ivičič (4) – D. Galant, Sroka (2) – Sulka; Malasiński – Voznik – Bakrlik, Baranyk – Zapała (2) – Kolusz, Ziętara – Dziubiński – Gruszka, Kapica – Bryniczka (2) – Kmiecik.
Tyszanie przystąpili do meczu w optymalnym zestawieniu. Powrócili do zespołu: Mejka, Bacul, Parzyszek i Wołkowicz. Zabrakło tylko Garbocza. Trenerzy Podhala przed wyjazdem mieli ból głowy, by skompletować linie defensywne. Łabuz wrócił z kadry z bólem pleców i nie był w stanie pomóc kolegom. Suur i Dutka nie byli w pełni zdrowi, pojechali z gorączką.
Gospodarze niesieni na fali dopingu mieli bombowy początek spotkania. W 2 minucie, w odstępie 37 sekund, dwa razy ulokowali czarny kauczukowy przedmiot w bramce Zborowskiego. Pierwszy gol był z gatunku łatwych, drugi po zespołowej akcji. Wołkowicz kapitalnie trafił w górny róg. Goście jacyś rozkojarzeni wyszli na taflę. Czyżby ich ruchy skrępowała wiadomość o tym, iż przyszli sponsorzy oglądali ich w akcji? Od kilku dni w stolicy Podhala aż huczy od plotek. Wieść gminna niesie, że sternicy Podhala szykują bombę pod choinkę. Rzekomo Enion ma od stycznia objąć patronat nad „Szarotkami”.
Po utracie goli jakby spłynął ciężar odpowiedzialności z górali, którzy coraz śmielej zaczęli sobie poczynać. Sygnał do zmiany scenariusza dała akcja Malasińskiego, który z bliska nie zdołał pokonać Sobeckiego. Ostatnia instancja miejscowych nie dała się również Bakrlikowi w sytuacji sam na sam i Kmiecikowi. Za to Kolusz skorzystał z jego prezentu. Sobecki odbił krążek i nadjeżdżający Kolusz backhandem ulokował go pod poprzeczką.
Utrata gola podrażniła tyszan, którzy ruszyli do ataku. Proszkiewicz, Parzyszek i Pacyga mieli okazje na podwyższenie prowadzenia, ale Zborowski świetnie interweniował. Nie dał jednak rady zatrzymać „gumy” po uderzeniu Majkowskiego z korytarza międzybulikowego.
W kolejnych tercjach górale za mało strzelali. Zbyt długo wozili „gumę”, do znudzenie grali rolingi, nie decydując się na strzał. W przypadku liczebnej przewagi mieli problemy z założeniem zamka. Strzałów było jak na lekarstwo. Bakrlik trafił w słupek i w kask Sobeckiego, a Gruszka również sprawdził Sobeckiemu wytrzymałość ochrony na twarz. Odwrotnie tyszanie, którzy „grzali” Zborowskiego z każdej pozycji. Przewaga gospodarzy wynikała też z tego, że podopieczni Milana Jančuški zbyt często byli na bakier z przepisami i musieli odpoczywać. Grali nawet w podwójnym osłabieniu. Gola wtedy nie stracili, ale osiem sekund po tym, jak jeden z nowotarżan opuścił ławkę kar, widownia oszalała z radości. Uderzenie Kotlorza nie zamroził golkiper i Bacul wpakował krążek pod poprzeczkę. W 47 minucie gospodarze wykorzystali podwójną przewagę. Śmiełowski przestrzelił nowotarskiego golkipera z niebieskiej linii. Po tym golu tyszanie spuścili z tonu, nie atakowali już z taką pasją, ale zdołali jeszcze wrzucić jeden krążek do bramki „Szarotek”.
Stefan Leśniowski
Naprzód Janów – JKH Jastrzębie 7-4 (2-0, 2-2, 3-2)
1-0 Kaciř - Pohl - Słodczyk 17:12 w przewadze
2-0 Kaciř 19:02
2-1 S. Kowalówka 26:06
3-1 Słodczyk - Pohl 30:39
3-2 Kiełbasa 34:11
4-2 Gryc - Działo 36:31
5-2 Jóźwik - Kulik 48:29
5-3 Zdrahal 49:11
5-4 Urbanowicz - Radwan - S. Kowalówka 49:40
6-4 Zatko - Pohl 56:29 w przewadze
7-4 Jóźwik 59:20
Sędziował Jacek Rokicki (Nowy Targ). Kary: 4 - 10 minut. Widzów 500.
NAPRZÓD: M. Elżbieciak - Kulik, Działo; Jóźwik, Gryc, Jastrzębski - Zatko, Pawlak; Pohl, Słodczyk, Kaciř - Bernacki, Gretka; Pavlis, Słowakiewicz, Kubenko oraz Ł. Elżbieciak.
JKH: Kosowski - Bryk, Piekarski; Danieluk, Zdenek, Zdrahal - Labryga, Dąbkowski; Urbanowicz, Kowalówka, Radwan - Górny, Pastryk; Kulas, Kiełbasa, Kąkol.
Tabela grupy A
1. GKS Tychy 32 69 121- 72
2. Cracovia 30 66 127- 71
3. Podhale 31 58 120-107
4. Zagłębie 32 49 146-130
5. JKH Jastrzębie 31 39 108-120
6. Naprzód 32 38 91-144
Grupa B
KH Sanok - Stoczniowiec Gdańsk 6-2 (0-0, 3-0, 3-2)
1-0 Vozdecky - Čacho - Milan 32:22
2-0 Vozdecky - Rąpała 34:44 w przewadze
3-0 Vozdecky - Milan - Valečko 38:28 w przewadze
4-0 Poziomkowski - Mermer - Ćwikła 47:07
4-1 M. Wróbel - Maj 50:03
5-1 Owczarek - Mermer 53:08
6-1 Čacho - Vozdecky 55:48
6-2 Furo - Ziółkowski 58:59
Sędziował Patryk Pyrskała (Katowice). Kary: 8 - 10 minut. Widzów 1000.
KH: Janiec - Rąpała, Valečko; Čacho, Milan, Vozdecky - Bigos, Kaljuste; Poziomkowski, Ćwikła, Mermer - Owczarek, Cychowski; P. Połącarz, Leśnicki, Biały oraz R. Kostecki.
STOCZNIOWIEC: Soliński - Mateusz Rompkowski, A. Kostecki; Skutchan, Rzeszutko, Vitek - Skrzypkowski, Maciejewski; Steber, Ziółkowski - Smeja, Benasiewicz; Jankowski, M. Wróbel, Furo; Kantor, Kabat; Maciej Rompkowski, Maj, Wróblewski.
TKH Toruń - Unia Oświęcim 2-3 (0-1, 2-0, 0-2)
0-1 Gallo - Kowalówka 0:32
1-1 Bomba - Marmurowicz - Koseda 24:41
2-1 Talaga - Kubat 35:11
2-2 Jakubik - Szewczyk 43:38
2-3 Jakubik - Klisiak - Wojtarowicz 45:42
Sędziował Grzegorz Dzięciołowski (Bydgoszcz). Kary: 10-14 minut. Widzów 300.
TKH: Plaskiewicz - Talaga, Kubat; Dołęga, Dzięgiel, Marmurowicz - Koseda, Lidtke; Bomba, Winiarski, Bomastek - Burzil, Porębski; Minge, Kuchnicki, Chrzanowski.
AKSAM UNIA: Szydłowski - Gallo, A. Kowalówka; Klisiak, Jakubik, Wojtarowicz - Javin, Cinalski; Buczek, Stachura, Modrzejewski - Połącarz, Obstarczyk; Szewczyk, Tabaczek, Adamus.
Bohaterem wśród gości był Mariusz Jakubik, który w ostatniej odsłonie przechylił szalę na ich korzyść. Najpierw wykorzystał podanie zza bramki Szewczyka, trafiając w krótki słupek. - Wcale nie mierzyłem. Zadziałałem automatycznie i krążek wpadł do siatki. Tylko to się liczyło - przyznał po meczu oświęcimski hokeista.
Potem wykończył akcję Waldemara Klisiaka, który podawał z linii końcowej lodowiska. - Do tej pory dogrywałem kolegom i oni strzelali, ale w Toruniu zamieniliśmy się rolami. Tym razem to mnie przypadła rola egzekutora - cieszył się środkowy pierwszej formacji.
Torunianie wystąpili bez Finów Porthena i Koivisto. Podobno mogą wrócić do grodu Kopernika, jeśli sprawy w klubie zostaną uregulowane. Ich trener, Tomasz Rutkowski, podkreślał, że ma Unię rozpracowaną. - Jakoś nie potrafiliśmy uporządkować gry po skończonym okresie osłabienia, bo w takich okolicznościach straciliśmy drugą bramkę - tłumaczył toruński szkoleniowiec. - To jest dla nas trochę krzywdzące, bo przecież w równowadze gra układała nam się dobrze - dodał.
W ostatniej odsłonie oświęcimianie postawili wszystko na jedną kartę. - Zmusiliśmy rywali do błędów, to dlatego czasem naszych dwóch zawodników podjeżdżało pod toruńską bramkę. Wiedzieliśmy, że defensywa nie jest mocną stroną torunian i dlatego staraliśmy się to wykorzystać - powiedział Alesz Flaszar, oświęcimski szkoleniowiec.
ADI
7. Unia 12 28 51-27
8. Stoczniowiec 11 21 45-35
9. KH Sanok 11 16 41-33
10. TKH Toruń 11 14 33-40
11. KTH Krynica 11 5 23-58
AnGo